Kompletowanie warsztatu - multimetr, lutownica, etc.

Czyli wszystko co dotyczy wyposażenia elektronika: multimetry, oscyloskopy, generatory, zasilacze, lutownice itp. Również tutaj można zadawać pytania co, jak i czym można mierzyć. Porady dotyczące montażu układów, lutowania, wykonywania obwodów drukowanych itp.
ODPOWIEDZ
rezasurmar
Użytkownik
Posty: 626
Rejestracja: 19 kwie 2009, 15:59
Lokalizacja: Tychy
Kontakt:

Post autor: rezasurmar » 02 mar 2012, 12:59

Z esd nie ma problemu, bo ona jest zasilana przez transformator, po za tym, jeżeli nie masz odpowiednio przygotowanego stanowiska, maty, odpowiednie biurko, ubranie etc. To i tak nie masz się co przejmować ESD.
Sam robię praktycznie wszystko w CMOSach itp, a mam tylko bransoletkę, której i tak używam sporadycznie.

mlody_
-
Posty: 62
Rejestracja: 19 lut 2012, 12:39
Lokalizacja: Południe

Post autor: mlody_ » 02 mar 2012, 15:58

Dzięki za odpowiedź. W poniedziałek już powinienem mieć lutownicę :grin:

Przed chwilą listonosz przyniósł płytki stykowe i teraz siedzę i próbuję coś "zbudować", w oparciu o schematy z książki. Zdążyłem już spalić jedną diodę led.

Jony130
Moderator
Posty: 3170
Rejestracja: 11 sie 2005, 16:33
Lokalizacja: wrocław

Post autor: Jony130 » 02 mar 2012, 16:39

Ja też nie stosuje żaden ochrony ESD i jak dotąd CMOS nie narzekają.
mlody_ pisze:Zdążyłem już spalić jedną diodę led.
Ale na pewno nie ostatni element jaki spalisz.

mlody_
-
Posty: 62
Rejestracja: 19 lut 2012, 12:39
Lokalizacja: Południe

Post autor: mlody_ » 02 mar 2012, 19:52

Jony130 pisze:Ale na pewno nie ostatni element jaki spalisz.
Zapewne, jak się "nie ubrudzi", to się nie nauczy.

Awatar użytkownika
lutownik
Użytkownik
Posty: 517
Rejestracja: 01 paź 2006, 12:37
Lokalizacja: z planety Zi Emia
Kontakt:

Post autor: lutownik » 03 mar 2012, 13:30

Zdążyłem już spalić jedną diodę led.
Ja jak zaczynałem to robiłem listę elementów które odeszły do "elektronicznego nieba", robiłem ją tak dla zwyczajnej ciekawości, ale znudziło mi się to już jakieś 3 lata temu jak doszedłem do 40 pozycji :mrgreen: .

Jak się samemu konstruuje układy to często człowiek zapomina o jakimś szczególe, albo po prostu pomyli kabelki i wtedy z tranzystora ma się albo grzejnik, albo zasłonę dymną :razz:

Co do ochrony ESD. Ja tylko staram się aby przy pracy nie mieć na sobie żadnego swetra czy polaru, a przed pracą zapobiegawczo dotykam się grzejnika :wink:. Jednak dla świętego spokoju planuję zrobić sobie odpowiedni uziom i zakupić opaskę bo o ile strata małego CMOS'a nie boli tak bardzo jeśli chodzi o pieniądze, to potencjalna strata układu za 20PLN czy też 50PLN (tak, tak, niektóre układy scalone tyle kosztują a nawet i powyżej 100PLN + przesyłka) jednak mnie przeraża i zapobiegawczo się zabezpieczę.

Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
timo66
Moderator
Posty: 1807
Rejestracja: 20 maja 2006, 19:15
Lokalizacja: 66'15" M.a.R.s.
Kontakt:

Post autor: timo66 » 03 mar 2012, 14:17

Spalony element to jeszcze można przeżyć - eksplodujący tranzystor, stabilizator czy nawet bezpiecznik może wyrządzić więcej szkód na osobie, niż tylko pomniejszy budżet o spalony element.

Awatar użytkownika
lutownik
Użytkownik
Posty: 517
Rejestracja: 01 paź 2006, 12:37
Lokalizacja: z planety Zi Emia
Kontakt:

Post autor: lutownik » 03 mar 2012, 20:41

Zapomniałem o tym fakcie, dawno nic mi nie wybuchło :wink:.

Fakt, niektóre elementy potrafią zrobić spore kaboom :!:

mlody_
-
Posty: 62
Rejestracja: 19 lut 2012, 12:39
Lokalizacja: Południe

Post autor: mlody_ » 03 mar 2012, 21:22

Mowa o "wybuchu w twarz" ? To chyba będę musiał sobie kupić jakieś okulary ochronne, parę złotych, a ochrona jest.

Awatar użytkownika
timo66
Moderator
Posty: 1807
Rejestracja: 20 maja 2006, 19:15
Lokalizacja: 66'15" M.a.R.s.
Kontakt:

Post autor: timo66 » 03 mar 2012, 22:21

O tak ! ja już zaliczyłem przelatującą obudowę stabilizatora koło ucha, jak i transformatorek kilku watowy w płomieniach- dawne czasy szkolne :razz: :oops:

Awatar użytkownika
lutownik
Użytkownik
Posty: 517
Rejestracja: 01 paź 2006, 12:37
Lokalizacja: z planety Zi Emia
Kontakt:

Post autor: lutownik » 03 mar 2012, 23:03

Ja jeszcze jakoś mam (pecha/szczęście*) bo jeszcze nie byłem świadkiem eksplozji elementu, ale miałem je jedynie w rękach. Kiedyś bardzo mocno się zdziwiłem jak po burzy znalazłem górną część obudowy zasilacza wtyczkowego ok. 1m od owego gniazdka.
Od tamtego czasu zawsze podczas burzy wszystko odłączam do sieci energetycznej :razz:

Jedynie osobiście dwukrotnie doświadczyłem eksplozji akumulatora samochodowego. Pierwszego razu (to było ok.12:00) eksplodował mi akumulator w ciągniku rolniczym. Huk w czasie wybuchu był taki, sam tego nie słyszałem tak mocno ale po tym wybuchu wylecieli wszyscy sąsiedzi z domów z ok 100m, a jak później się dowiedziałem słychać to było na mojej wsi w okolicy w promieniu 500m. minimum. Ja wtedy jedynie najadłem się strachu, ale z tego wszystkiego najbardziej bolał widok ulubionej bluzy podziurawionej przez elektrolit z aku :grin:

Co do ochrony to zawsze warto zainwestować w jakieś okularki. Ja z lenistwa zawsze tylko odsuwam się podłączając układ do sieci, ale będę musiał się zmobilizować, jeśli chodzi o ochronę przeciw wybuchową. Natomiast myślałem nad gaśnicą bo już nie raz elementy dostawały mi samozapłonu :wink:

Awatar użytkownika
Ertew
Użytkownik
Posty: 1414
Rejestracja: 03 lip 2005, 10:36
Lokalizacja: Leszno
Kontakt:

Post autor: Ertew » 04 mar 2012, 0:05

Okulary są jak najbardziej konieczne :!: :!:

Ja na szczęście na co dzień noszę okulary korekcyjne, które zapewniają wystarczającą ochronę oczu.

'Na szczęście', ponieważ kilka razy razy dostałem w nos cyną pryskającą z przepalonego grotu lutownicy transformatorowej, tudzież przez nieuwagę różnymi drobnymi sprężynkami i innymi elementami rozbieranych mechanizmów.
Strach pomyśleć jakie zniszczeni może zrobić mała płynna kropla cyny.

Awatar użytkownika
joon
Użytkownik
Posty: 2076
Rejestracja: 30 cze 2007, 22:56
Lokalizacja: Kraków, Przemyśl, Warszawa
Kontakt:

Post autor: joon » 05 mar 2012, 18:46

Spotkanie pan Elektrolita i mojej twarzy skończyło się poparzeniem i paroma wizytami u dermatologa. Parę dni wyglądałem jak by mnie pryszcze "obsiadły".

mlody_
-
Posty: 62
Rejestracja: 19 lut 2012, 12:39
Lokalizacja: Południe

Post autor: mlody_ » 07 mar 2012, 14:18

Mam już lutownicę i rzeczywiście jest duża różnica między transformatorową. Może dłużej się nagrzewa, ale jest o niebo lżej, w porównaniu z toporną transformatorówką.

Mam dwa pytania.

1. W instrukcji obsługi stacji jest napisane "W przypadku, gdy górna dioda nie świeci, należy wyłączyć stację z sieci i sprawdzić wkładkę bezpiecznikową". Żadna dioda się nie świeci, żadnego miejsca, gdzie mogłaby ona być nie widzę. Czy chodzi może o wyświetlacz ?

2. Mam zakres 100-420 stopni. Dotąd lutowałem LUTOLĄ, gdzie miałem dostępne tylko dwie temperatury - 320 i 420 st.C. Są jakieś wytyczne, co do temperatur lutowania ?

Awatar użytkownika
tom5555
Użytkownik
Posty: 625
Rejestracja: 23 sty 2008, 1:20
Lokalizacja: Zabrze
Kontakt:

Post autor: tom5555 » 07 mar 2012, 20:13

Temperatura lutowania zależy od kilku czynników:
- spoiwa (cyny) i topnika
- grotu lutownicy
- lutowanego elementy
- grubości ścieżek i odprowadzanie ciepła przez płytkę.

Górna granica to taka temperatura przy której nie spalisz płytki i elementów, dolna to taka przy której nie robią się zimne luty. To trzeba po prostu wyczuć w praktyce, sam po przesiadce z transformatorówki na stację narobiłem zimnych lutów.

Awatar użytkownika
Pikczu
Użytkownik
Posty: 754
Rejestracja: 18 lip 2005, 18:33
Lokalizacja: Dublin
Kontakt:

Post autor: Pikczu » 07 mar 2012, 21:17

320 to taki normalny standard lutowania. przynajmniej ja tak ustawiam na elwiku.
Przy dużych polach miedzi "trza " nieraz podkręcić.

ODPOWIEDZ