Kompletowanie warsztatu - multimetr, lutownica, etc.
-
rezasurmar
- Użytkownik
- Posty: 626
- Rejestracja: 19 kwie 2009, 15:59
- Lokalizacja: Tychy
- Kontakt:
Z esd nie ma problemu, bo ona jest zasilana przez transformator, po za tym, jeżeli nie masz odpowiednio przygotowanego stanowiska, maty, odpowiednie biurko, ubranie etc. To i tak nie masz się co przejmować ESD.
Sam robię praktycznie wszystko w CMOSach itp, a mam tylko bransoletkę, której i tak używam sporadycznie.
Sam robię praktycznie wszystko w CMOSach itp, a mam tylko bransoletkę, której i tak używam sporadycznie.
- lutownik
- Użytkownik
- Posty: 517
- Rejestracja: 01 paź 2006, 12:37
- Lokalizacja: z planety Zi Emia
- Kontakt:
Ja jak zaczynałem to robiłem listę elementów które odeszły do "elektronicznego nieba", robiłem ją tak dla zwyczajnej ciekawości, ale znudziło mi się to już jakieś 3 lata temu jak doszedłem do 40 pozycjiZdążyłem już spalić jedną diodę led.
Jak się samemu konstruuje układy to często człowiek zapomina o jakimś szczególe, albo po prostu pomyli kabelki i wtedy z tranzystora ma się albo grzejnik, albo zasłonę dymną
Co do ochrony ESD. Ja tylko staram się aby przy pracy nie mieć na sobie żadnego swetra czy polaru, a przed pracą zapobiegawczo dotykam się grzejnika
Pozdrawiam.
- lutownik
- Użytkownik
- Posty: 517
- Rejestracja: 01 paź 2006, 12:37
- Lokalizacja: z planety Zi Emia
- Kontakt:
Ja jeszcze jakoś mam (pecha/szczęście*) bo jeszcze nie byłem świadkiem eksplozji elementu, ale miałem je jedynie w rękach. Kiedyś bardzo mocno się zdziwiłem jak po burzy znalazłem górną część obudowy zasilacza wtyczkowego ok. 1m od owego gniazdka.
Od tamtego czasu zawsze podczas burzy wszystko odłączam do sieci energetycznej
Jedynie osobiście dwukrotnie doświadczyłem eksplozji akumulatora samochodowego. Pierwszego razu (to było ok.12:00) eksplodował mi akumulator w ciągniku rolniczym. Huk w czasie wybuchu był taki, sam tego nie słyszałem tak mocno ale po tym wybuchu wylecieli wszyscy sąsiedzi z domów z ok 100m, a jak później się dowiedziałem słychać to było na mojej wsi w okolicy w promieniu 500m. minimum. Ja wtedy jedynie najadłem się strachu, ale z tego wszystkiego najbardziej bolał widok ulubionej bluzy podziurawionej przez elektrolit z aku
Co do ochrony to zawsze warto zainwestować w jakieś okularki. Ja z lenistwa zawsze tylko odsuwam się podłączając układ do sieci, ale będę musiał się zmobilizować, jeśli chodzi o ochronę przeciw wybuchową. Natomiast myślałem nad gaśnicą bo już nie raz elementy dostawały mi samozapłonu
Od tamtego czasu zawsze podczas burzy wszystko odłączam do sieci energetycznej
Jedynie osobiście dwukrotnie doświadczyłem eksplozji akumulatora samochodowego. Pierwszego razu (to było ok.12:00) eksplodował mi akumulator w ciągniku rolniczym. Huk w czasie wybuchu był taki, sam tego nie słyszałem tak mocno ale po tym wybuchu wylecieli wszyscy sąsiedzi z domów z ok 100m, a jak później się dowiedziałem słychać to było na mojej wsi w okolicy w promieniu 500m. minimum. Ja wtedy jedynie najadłem się strachu, ale z tego wszystkiego najbardziej bolał widok ulubionej bluzy podziurawionej przez elektrolit z aku
Co do ochrony to zawsze warto zainwestować w jakieś okularki. Ja z lenistwa zawsze tylko odsuwam się podłączając układ do sieci, ale będę musiał się zmobilizować, jeśli chodzi o ochronę przeciw wybuchową. Natomiast myślałem nad gaśnicą bo już nie raz elementy dostawały mi samozapłonu
Okulary są jak najbardziej konieczne
Ja na szczęście na co dzień noszę okulary korekcyjne, które zapewniają wystarczającą ochronę oczu.
'Na szczęście', ponieważ kilka razy razy dostałem w nos cyną pryskającą z przepalonego grotu lutownicy transformatorowej, tudzież przez nieuwagę różnymi drobnymi sprężynkami i innymi elementami rozbieranych mechanizmów.
Strach pomyśleć jakie zniszczeni może zrobić mała płynna kropla cyny.
Ja na szczęście na co dzień noszę okulary korekcyjne, które zapewniają wystarczającą ochronę oczu.
'Na szczęście', ponieważ kilka razy razy dostałem w nos cyną pryskającą z przepalonego grotu lutownicy transformatorowej, tudzież przez nieuwagę różnymi drobnymi sprężynkami i innymi elementami rozbieranych mechanizmów.
Strach pomyśleć jakie zniszczeni może zrobić mała płynna kropla cyny.
Mam już lutownicę i rzeczywiście jest duża różnica między transformatorową. Może dłużej się nagrzewa, ale jest o niebo lżej, w porównaniu z toporną transformatorówką.
Mam dwa pytania.
1. W instrukcji obsługi stacji jest napisane "W przypadku, gdy górna dioda nie świeci, należy wyłączyć stację z sieci i sprawdzić wkładkę bezpiecznikową". Żadna dioda się nie świeci, żadnego miejsca, gdzie mogłaby ona być nie widzę. Czy chodzi może o wyświetlacz ?
2. Mam zakres 100-420 stopni. Dotąd lutowałem LUTOLĄ, gdzie miałem dostępne tylko dwie temperatury - 320 i 420 st.C. Są jakieś wytyczne, co do temperatur lutowania ?
Mam dwa pytania.
1. W instrukcji obsługi stacji jest napisane "W przypadku, gdy górna dioda nie świeci, należy wyłączyć stację z sieci i sprawdzić wkładkę bezpiecznikową". Żadna dioda się nie świeci, żadnego miejsca, gdzie mogłaby ona być nie widzę. Czy chodzi może o wyświetlacz ?
2. Mam zakres 100-420 stopni. Dotąd lutowałem LUTOLĄ, gdzie miałem dostępne tylko dwie temperatury - 320 i 420 st.C. Są jakieś wytyczne, co do temperatur lutowania ?
Temperatura lutowania zależy od kilku czynników:
- spoiwa (cyny) i topnika
- grotu lutownicy
- lutowanego elementy
- grubości ścieżek i odprowadzanie ciepła przez płytkę.
Górna granica to taka temperatura przy której nie spalisz płytki i elementów, dolna to taka przy której nie robią się zimne luty. To trzeba po prostu wyczuć w praktyce, sam po przesiadce z transformatorówki na stację narobiłem zimnych lutów.
- spoiwa (cyny) i topnika
- grotu lutownicy
- lutowanego elementy
- grubości ścieżek i odprowadzanie ciepła przez płytkę.
Górna granica to taka temperatura przy której nie spalisz płytki i elementów, dolna to taka przy której nie robią się zimne luty. To trzeba po prostu wyczuć w praktyce, sam po przesiadce z transformatorówki na stację narobiłem zimnych lutów.