Jesli 6V to napiecie nominalne to moze po naladowaniu byc troche wiecej, ladujesz napieciem 6-7V az prad ladowania spadnie. Pojemnosc bedzie mial napewno mniejsza niz nominalnie.
Aha, jezeli bedziesz ladowal wiekszym napieciem i ladowal mimo ze jest naladowany to zacznie wydzielac wodor, wylatywac z pod gumowych korkow.
Problem z ładowaniem akumlatorów
Hi every młody
Jako elektrochemik mam parę zarozumiałych uwag w temacie akumulatorów:
1) Najogólniej elektroda tradycyjnej baterii to blacha metalowa, a więc jako metal ma tendencję do korodowania. W każdym cyklu ładowania/rozładowania blacha się odtwarza to znów zużywa. ZA KAŻDYM RAZEM jednak procesy degradacji odrobinę przeważają nad odtwarzaniem poprzedniego stanu.
2) Owe procesy mają dwojaką naturę:
- Jest to wytwarzanie krystalicznych związków, nierozpuszczalnych w czasie normalnego użytkowania. Zmniejszają one powierzchnię czynną elektrody a przez to i pojemność. Różni partisanen und banditen rozpuszczają takiego gluta po prostu przepłukując akumulator roztworem EDTA. Jest to skuteczna i mocna metoda. Prostszą metodą i nie wymagającą ingerencji do środka jest stosowanie techniki impulsowej. Komercjalne impulsatorki stosują napięcie rzędu 100V, prąd rzędu 5A, czas impulsa rzędu kilkunastu do kilkudziesięciu µs, częstotliwość nadawania rzędu 1kHz. Wrzućcie w wyszukiwarkę hasło "desulfator". Sprawdziłem - działa. NIE DZIAŁA dla baterii żelowych, tylko dla zalewanych albo sealed. Zupełnie akrobatyczną odmianą tej techniki jest podłączasie baterii do sieci. Oczywiście wywala korki, ale po paru takich razach bateria jest odnowiona (nie sprawdzałem).
- Jest to też degradacja wgłąb materiału elektrody: korozja międzykrystaliczna albo wżerowa. Na to nie znam lekarstwa.
3) Z czasem narastająca warstwa krystaliczna rozsadza eletrodę i/lub zwiera ją z sąsiednią. W takim przypadku jest to permanentna strata którejś celki, a objawia się to napięciem ZAWSZE niższym o wielokrotność napięcia pojedyńczego ogniwa (zależy ile ogniwek się rypło). Akumulatorki nieużywane a zwłaszcza głęboko rozładowane pokrywają się kryształkami dużo szybciej.
4) W opisywanym przez was przypadku bateria nadaje się raczej na złom. Nie pomoże tu żadne mocne ładowanie, jest to tylko dobijanie baterii.
Ten temat można jeszcze długo ciągnąć, ale na razie zmęczyła mi się klawiatura.
Jako elektrochemik mam parę zarozumiałych uwag w temacie akumulatorów:
1) Najogólniej elektroda tradycyjnej baterii to blacha metalowa, a więc jako metal ma tendencję do korodowania. W każdym cyklu ładowania/rozładowania blacha się odtwarza to znów zużywa. ZA KAŻDYM RAZEM jednak procesy degradacji odrobinę przeważają nad odtwarzaniem poprzedniego stanu.
2) Owe procesy mają dwojaką naturę:
- Jest to wytwarzanie krystalicznych związków, nierozpuszczalnych w czasie normalnego użytkowania. Zmniejszają one powierzchnię czynną elektrody a przez to i pojemność. Różni partisanen und banditen rozpuszczają takiego gluta po prostu przepłukując akumulator roztworem EDTA. Jest to skuteczna i mocna metoda. Prostszą metodą i nie wymagającą ingerencji do środka jest stosowanie techniki impulsowej. Komercjalne impulsatorki stosują napięcie rzędu 100V, prąd rzędu 5A, czas impulsa rzędu kilkunastu do kilkudziesięciu µs, częstotliwość nadawania rzędu 1kHz. Wrzućcie w wyszukiwarkę hasło "desulfator". Sprawdziłem - działa. NIE DZIAŁA dla baterii żelowych, tylko dla zalewanych albo sealed. Zupełnie akrobatyczną odmianą tej techniki jest podłączasie baterii do sieci. Oczywiście wywala korki, ale po paru takich razach bateria jest odnowiona (nie sprawdzałem).
- Jest to też degradacja wgłąb materiału elektrody: korozja międzykrystaliczna albo wżerowa. Na to nie znam lekarstwa.
3) Z czasem narastająca warstwa krystaliczna rozsadza eletrodę i/lub zwiera ją z sąsiednią. W takim przypadku jest to permanentna strata którejś celki, a objawia się to napięciem ZAWSZE niższym o wielokrotność napięcia pojedyńczego ogniwa (zależy ile ogniwek się rypło). Akumulatorki nieużywane a zwłaszcza głęboko rozładowane pokrywają się kryształkami dużo szybciej.
4) W opisywanym przez was przypadku bateria nadaje się raczej na złom. Nie pomoże tu żadne mocne ładowanie, jest to tylko dobijanie baterii.
Ten temat można jeszcze długo ciągnąć, ale na razie zmęczyła mi się klawiatura.
Z oczywistą śmiercią nie warto. Jednakowoż technologia, o której się rozpisałem polega na umiejętności odróżniania śmierci klinicznej baterii od letargu i ewentualnego wyrywania stamtąd biedaczki.
A dlaczego warto?
Po pierwsze regularne impulsikowanie wydłuża czas użytkowania akumulatora o kilka lat. Można to porównać do regularnie stosowanej lewatywy, działającej zbawiennie na układ trawienny.
Po drugie - ekologia (dla mnie to po pierwsze). Dzisiejsze stanowisko do recyclingu baterii składa się z wielkiego młota, pobliskiego kanału/strumienia/rzeczki/stawu/nieużytku rolnego/... i z pana Gienia, który jednym jebutnięciem dokonuje recyclingu. Kwas zanieczyszczony ołowniem idzie do wody albo w ziemię, plastik może do plastików jeśli szerokość horyzontów myślowych pana Gienia uwzględnia taką opcję. Odzyskiwany jest tylko tani dzisiaj ołów.
A dlaczego warto?
Po pierwsze regularne impulsikowanie wydłuża czas użytkowania akumulatora o kilka lat. Można to porównać do regularnie stosowanej lewatywy, działającej zbawiennie na układ trawienny.
Po drugie - ekologia (dla mnie to po pierwsze). Dzisiejsze stanowisko do recyclingu baterii składa się z wielkiego młota, pobliskiego kanału/strumienia/rzeczki/stawu/nieużytku rolnego/... i z pana Gienia, który jednym jebutnięciem dokonuje recyclingu. Kwas zanieczyszczony ołowniem idzie do wody albo w ziemię, plastik może do plastików jeśli szerokość horyzontów myślowych pana Gienia uwzględnia taką opcję. Odzyskiwany jest tylko tani dzisiaj ołów.