Biografie elektroników - Wasze biografie.

Czyli miejsce, w którym można poruszać tematy nie dające przyporządkować się do pozostałych działów ale uwaga tutaj również obowiązują przyjęte zasady na forum
Awatar użytkownika
Zenerek
Użytkownik
Posty: 335
Rejestracja: 21 lip 2006, 11:23
Lokalizacja: Bydgoszcz
Kontakt:

Biografie elektroników - Wasze biografie.

Post autor: Zenerek » 17 sty 2007, 17:43

Witam serdecznie wszystkich zainteresowanych :!:
Chciałbym abyście w tym temacie umieszczali swoje historie, ale nie mają to być informacje o dacie, miejscu urodzin itp. ... :razz:
Chcę abyście opisali tutaj Waszą "elektroniczną drogę". A mianowicie w jaki sposób i w jakim wieku "zaraziliście" się elektroniką. Jak rozwijaliście tą pasję, ile czasu po zetknięciu się z nią zaprojektowaliście i zbudowaliście jakiś własny sensowny układ. Jakie szkoły kończyliście, czy (jeżeli już pracujecie) pracujecie w swoim zawodzie (chodzi mi o elektronikę).
Opisujcie tu wszystko co z tą drogą związane :!:


Proszę Was jednak o to, aby temat ten był czytelny i przejrzysty, więc i aby Wasze posty takie były. :!: Proszę nie prowadzić tutaj bezsensownych rozmów, które do niczego nie prowadzą. Jeżeli macie jakieś szczegółowe pytania do ludzi, którzy się tu opiszą to pamiętajcie że istnieje takie coś jak wiadomość prywatna, aby nikt nie musiał taplać się w błocie bezużytecznych postów. :sad:
Ten temat ma na celu wskazaniu młodym i niedoświadczonym elektronikom możliwości dróg, którymi mogą kroczyć aby się rozwijać i pragnę aby ten temat spełniał swój cel.
Więc proszę Was zachowajcie tutaj porządek. :!: :!: :!:

Dziękuję wszystkim, którzy się tutaj wpiszą. :grin:

Awatar użytkownika
Alek
Użytkownik
Posty: 547
Rejestracja: 27 lip 2003, 12:37
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Alek » 18 sty 2007, 9:22

To ja może zainauguruję :razz: . elektroniką zainteresowałem się wcześnie, tak, że nawet trudno precyzyjnie określić kiedy. Zaczęło się chyba od małego elektryka. Kochany ZSRR produkował takie zestawiki, gdzie było parę żaróweczek, brzęczyk, dzwonek, jakiś elektromagnes. Tym bawilem się gdzieś w wieku 6 lat. Jakieś pierwsze układy, jak radio na 1 tranzystorze to druga klasa podstawówki. Zdecydowanie pomagaly w rozwijaniu tych zainteresowań "młode techniki" i jeszcze parę innnych pism, a także książki. Gdzieś po drodze "przyplątały się" lapy elektronowe, jako elementy, które były za darmo.
Pierwsze układy swojego pomysłu to już dużo później- gdzieś 8 klasa podstawówki.
Potem poszedlem do liceum ogólnoksztalcącego, o czym zadecydowala jednak dobrze prowadzona tam chemia, która również mnie zainteresowała. W liceum chyba zaczęło się klarować, że najbardziej intersują mnie lampy i układy lampowe, choć nie zajmuję się wyłącznie tylko nimi.
Potem przyszły studia -chemia, ale lampy już zostały :mrgreen: .
W międzyczasie do zainteresowań doszła próżnia, co w kontekście lamp jest zupełnie zrozumiałe :wink:
Jak widać z powyższego, nie uzyskałem żadnego wykształcenia elektronicznego. Moja obecna praca łączy jednak pasje: próżnię, elektronikę a po części także chemię.

Awatar użytkownika
Anax
Użytkownik
Posty: 274
Rejestracja: 08 sie 2006, 15:32
Lokalizacja: JO82KL
Kontakt:

Post autor: Anax » 18 sty 2007, 10:30

A ja? No cóż... chyba jak miałem 3 lata rozkręciłem samochód brata (RC, nie prawdziwy ;)), potem stare radia, zabawki, itp.
Nazbierałem wiaderko złomu, które potem wyrzuciłem, nie widząc dalszego sensu trzymania tego w szafie (bo mi się wykładzina rozpruwała jak się bawiłem płytkami). errare humanum est... :roll:

W szóstej klasie gość od techniki wciągnął nas do klubu krótkofalarskiego, po zdaniu licencji dostałem "Wyprawy w świat elektroniki", skąd praktycznie zdobyłem wiedzę.

Niedawno kupiłem drugą część, przeczytałem (i zrozumiałem :idea: :mrgreen:) , zacząłem się interesować mikrokontrolerami (zaopatrzyłem się w "Mikrokontrolery dla początkujących" P. Góreckiego, którą obecnie studiuję :grin:)

A w praktyce? No, tu już gorzej... Kilka zmontowanych kitów AVT, rozlutowywanie złomu i - aż wstyd się przyznać, żadnej wytrawionej płytki :oops:

A mam się do tego zabrać od pół roku :D Żeby nie było, to spróbuję coś wykombinować dzisiaj (rysunki są, płyta też, środek trawiący leży w szafie, stare żelazko też się znajdzie :D.

POZDRAWIAM. ;)

Awatar użytkownika
Kulpina
Użytkownik
Posty: 2037
Rejestracja: 28 lip 2005, 16:57
Lokalizacja: Sanok
Kontakt:

Post autor: Kulpina » 19 sty 2007, 14:45

Czy ja wiem... Elektroniką zainteresowałem się prawie sam :mrgreen: Mój tato się wogle na tym nie zna, jednak zaczęło się od silniczków które mi kupił w sklepie elektronicznym :mrgreen: Silniczki to nie elektronika, a jednak to dzięki nim tu jestem :mrgreen: mając może z 9 lat zbudowałem samochodzik z klocków lego napędzany silniczkiem elektrycznym :mrgreen: Na szczęście to mi nie wystarczyło :mrgreen: Byłem ciekawy jak można ulepszyć mój model :mrgreen: Mniej więcej w tamtym czasie mój tato (uczy w IILO) miał kontakt z elektronikiem (na tym forum JStan), który uczęszczał :mrgreen: do tej właśnie szkoły. po pewnym czasie dotarła do mnie CD z Oślą Łączką :mrgreen: Niewiele rozumiałem, ale na dole strony był tytuł - ELEKTRONIKA DLA WSZYSTKICH Kupiłem wtedy mój pierwszy numer wspaniałego czasopisma :) Już w kwietniu miałem zamówioną prenumeratę, kupiłem zestaw 6 wypraw na oślą Łączkę. Wstyd się przyznać że do dzisiaj wszystkiego ni przerobiłem, ale to dlatego że nie za bardzo miałem gdzie lutować. Mama się nie zgadzała żebym to robił w domu a piwnica też się za bardzo nie nadaje :mrgreen: Nie przerobienie cyklu niesie za sobą przykre konsekwencje :mrgreen: do dzisiaj lepiej kapuje cyfrówke niż analogówke która była w oślej łączce opisana. Teraz Mikroprocesorowa Ośla Łączka, a potem jeszcze wyżej... :mrgreen:

Awatar użytkownika
Gutek
Użytkownik
Posty: 323
Rejestracja: 27 sty 2006, 13:05
Lokalizacja: Wadowice
Kontakt:

Post autor: Gutek » 19 sty 2007, 16:50

W piatej klasie kupiłem w sklepie "rezystorku" kit Jabela "Wąż swietlny" jednak źle zmotowałem.Kiedyś w szkole znalazłe 50 zł kupiłem na zalislacz stabilizowany ,lutownice kolbową cynę silniczek diody kasetkę i krokodylki w VI klasie rozmontowałem autko na zdalne sterowanie bo chciałem zrobic motorówke Układy wyrzucił ojciec.To były czasy budowania robotów do ich walk (inspiracja z programu z satelity- robot wars)Kiedyś znalazłem na śmietniku telewizor wymontowałem z niego głosnik i podłączełem do mojego "jamnika" (magnetofon).W gimnazjum miałem kartonowe pudło w którym trzymałem zasilacze silniczki głosniki i żarówki .Gdy to rozkładałem zawsze mama krzyczała.Gdy dowiedziałem się że w moim mieście jest technikum elektroniczne od razu do niego poszedłem .dzis już wiem dużo więcej niż kiedyś ale nadal zbieram i rozlutowuje układy z radio i TV starychJestem w trzeciej klasie.Planuje iść na studia elektroniczne ew.automatyke/robotyke( jak bozia pozwoli).
Naprawiłem dużo urządeń: radia ,telewizory.
Zbudowałem już własn stroboskop diodowy sterowanie wentylatorem za pomocą swiatła wzmacniacz audio .
Ostatnio zmieniony 20 sty 2007, 12:42 przez Gutek, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Aro
Użytkownik
Posty: 677
Rejestracja: 30 paź 2006, 18:49
Lokalizacja: Świerczyniec | Wrocław
Kontakt:

Post autor: Aro » 19 sty 2007, 17:28

Zaczęło się w wieku 7 lat. Wtedy opierało się to na rozkręcaniu sprzętu, z którego "wyrywałem" elementy a następnie gromadziłem na przyszłośc (szkoda że bez końcówek). Bawiłem się też żarówkami, silniczkami itp. Robiłem też głośniki na jakimś starym magnesie, z membrany wyciętej z bloku(działały, ale nie miałem jeszcze pojęcia o impedancji, mocy itp.) Jednak po pewnym czasie przestało mi to wystarczac i w wieku 9-ciu lat zdobyłem od kuzyna stos gazet EDW. Trochę później zbudowałem(z pomocą kuzyna) swój pierwszy układ-wzmacniacz mocy, który pracuje do dziś(z pewnymi poprawkami oczywiście). Za jakis rok w EDW pojawiła się ośla łączka i to wtedy zrozumiałem zasadę działania prostych układów. Po tym czasie wydałem najwięcej kasy na praktykę, czyli części elektroniczne :smile: Kiedy zaczęło się gimnazjum wypożyczyłem "sztukę elektroniki"... I tak elektronika rozkręciła się na całego. Głównie zainteresowałem się przetwarzaniem dźwięku(wzmacniacze,procesory dźwięku, głośniki). Obecnie jestem w technikum. Przerzuciłem się bardziej na µkontrolery. aktualnie opanowuję C :razz: .

Alberto86
-
Posty: 51
Rejestracja: 09 wrz 2005, 11:43
Lokalizacja: Kęty
Kontakt:

Post autor: Alberto86 » 20 sty 2007, 10:46

Elektroniką "zaraził" mnie mój tata. W domu od zawsze było pełno różnych części, to coś się naprawiało lub konstruowało. Tak, że z dostępem do materiałów nie było raczej problemu. Pierwsze rzeczywiście moje projekty zrealizowałem gdy chodziłem do 5tej klasy podstawówki. Wtedy moje układziki miały raczej wątpliwą przydatność i zawierały masę błędów wynikających ze słabej znajomości teorii i zbyt małego doświadczenia. W sierpniu 1997 pierwszy raz kupiłem EdW i od tamtego czasu jestem jej stałym czytelnikiem.

Po tem było gimnazjum. Duże zapotrzebowanie na przestrajanie odbiorników radiowych niejako wymusiło na mnie zainteresowanie się urządzeniami radiowymi. Do dziś pamiętam jak przegrzebałem swoją Śnieżkę R206. Ale na przestrajaniu się nie skończyło. Z czasem zacząłem budować własne odbiorniki radiowe. Do tego zacząłem się interesować modelarstwem RC.

Trzy lata liceum ogólnokształcącego jakoś minęły. Jedyna rzecz jaka mi się nie podobała u większości moich profesorów to brak tolerancji dla moich elektronicznych zainteresowań. W tym okresie zaintrygowało mnie sterowanie komputerowe i programowanie. Nigdy nie zapomnę miny mojego profesora od informatyki kiedy na zaliczenie przyniosłem mu program do testowania protów LPT oraz monitor portu. Najbardziej był zdziwiony tym, że przyniosłem kompa, który miał dwa porty drukarki.

Teraz jestem studentem drugiego roku automatyki i robotyki. Jestem zadowolony z dotychczasowych wyników. A co będzie w przyszłości to czas pokaże.

Awatar użytkownika
gajosp2
Użytkownik
Posty: 214
Rejestracja: 15 mar 2006, 8:24
Lokalizacja: Bielsk podlaski
Kontakt:

Post autor: gajosp2 » 20 sty 2007, 13:41

Ja w wieku około 8 lat dorwałem pierwsze silniczki elektryczne (cała puszka) ojciec troche ich miał. Powiedział mi jak sie takie silniczki podłacza i sie zaczeło. Potem kilka rozebrałem dowiedziałem sie jak są zzbudowane. Potem znalazłem zarówke 3 v zrobiłem latarke własne roboty i są udoskonalałem i działa on do dzis tylko już całkiem w innej konstrukcji(Led). Potem sie zaczeło rozebrałem gierke telewizyjną wylutowałem to i owo. Potem magnetofon produkcji rosyjskiej i telewizorek przenosny (wszystko uszkodzone) potem budowałem pierwsze układy typu sciemnacz na kondesatorze i tranzystorze itp. Do tej pory zbudowałem mało układów które są na codzin uzywane. Teraz powoli wkraczam na droge bramek. Do tej pory zlutowałem tylko jednego kita avt. A wszystko dzieki mojemu tacie który nauczył mnie podstaw elektroniki i wytłumaczył podstawowe wazne rzeczy :smile:

PS; nie wytrawiłem jeszcze zadnej płytki drukowanej :lol:

Awatar użytkownika
mdm150
Użytkownik
Posty: 108
Rejestracja: 25 kwie 2006, 0:14
Lokalizacja: Gajowniki
Kontakt:

Post autor: mdm150 » 20 sty 2007, 23:56

moje zainteresowania elektronika sięgają lat kiedy uczyłem się w szkole podstawowej (a może i wcześniej). Zaczęło się od rozbierania różnych urządzeń elektronicznych bo chciałem wiedzieć jak one wyglądają w
środku.W między czasie wpadła mi książka "Wychowanie techniczne" dla klas trzecich technikum a tam było elementach elektrycznych i elektronicznych.Zacząłem tworzyć pierwsze układy elektroniczne,niemając kompletnego pojęcia co i jak,oczywiście nie działały jak powinny.Skończyłem podstawówkę ,miałem iść do technikum elektronicznego, ale los chciał inaczej.Poszedłem do liceum ekonomicznego. Owego czasu będąc w pewnym sklepie przypadkowo natrafiłem na EP.kupowałem przez jakiś czas a potem przesiadłem się na EDW.Tez były próby budowy różnych układów,nadal z niewielkim skutkiem.
Ale sytuacja sie powoli już klarowała sie bo czytałem już EDW.Ostatecznie na swoim koncie
mam udanych kilka napraw różnych urządzeń. Zbudowałem tez kilka układów które znalazły swoje zastosowanie(choćby właśnie elektroniczne startery do świetlówek prezentowane owego czasu w EDW w jednym z zadań Szkoły konstruktorów.

Awatar użytkownika
matelektronik
Użytkownik
Posty: 161
Rejestracja: 01 sie 2006, 11:48
Lokalizacja: Przezchlebie
Kontakt:

Post autor: matelektronik » 21 sty 2007, 17:45

Moja przygoda zaczela sie jak pewnego razu tata kazal mi segregowac rezystory... mialem wtedy moze 6 lat :P Jak tak siedzialem i przebieralem to cos (bo jeszcze nie wiedzialem do czego to sluzy) pomyslalem - dlaczego ja mam segregowac te elementy jak itak nic z tego nie robie. To byl pierwszy impuls... pozniej silniczki :D zaroweczki... no i tak sie zaczelo... Jak bylem troche staszy - mialem moze 10 lat - razem z tata zmontowalem generator na tranzystorach germanowych... to byly czasy... i tak mi jakos zostalo. Teraz mam 16 lat i dalej mnie to kreci tylko w troche szerszym zakresie. Chodze do Zespolu szkol lacznosci w Gliwicach i tam wlasnie ucze sie na kierunku technik elektronik o specjalizacji systemy i sieci komputerowe. Oczywiscie elektronika jest moim pierwszorzednym zajeciem i tylko jej czas poswiecam :)

Awatar użytkownika
Swadzyniak
-
Posty: 42
Rejestracja: 03 lut 2007, 15:30
Lokalizacja: Reda

Moja droga przez elektronikę.

Post autor: Swadzyniak » 09 lut 2007, 11:53

Elektroniką zacząłem się interesować w wieku 12-stu lat. Jako małego chłopca zainspirował kontakt z synem sąsiada Gienkiem, wtedy już absolwentem uczelni wyższej w kierunku elektronicznym. Który naprawiał bardzo znane w tym czasie radia bez transformatorowe PIONIER-y U , i ich późniejsze egzemplarze PIONIER-y E, które posiadały już transformator sieciowy i pracowały na lampach typu E... Byłem oczarowany tym widokiem. Kilkanaście odbiorników radiowych bez obudów stojących obok siebie, z których wydobywała się muzyka. Sam widok żarzących się lamp dawał niecodzienny efekt, który mieszał się z specyficznym zapachem kurzu osiadłego na lampach. Zawsze lubiłem ten zapach. Widział moje zainteresowanie tym tematem, więc objaśniał na ile to było możliwe.
Zacząłem poszukiwać wszelkich możliwych pism o elektronice. W tamtych czasach w moim miejscu zamieszkania, zdobycie czegokolwiek graniczyło to wręcz z cudem. Więc korzystałem z literatury mojego nauczyciela elektroniki - Gienka.
Zbierałem wszelkie odbiorniki i sam zacząłem składać PIONIERA U. Nie mając schematu, (a kto go w tamtych czasach miał), przeznaczyłem jeden egzemplarz odbiornika na rozbiórkę.
Element po elemencie rozlutowywałem i nanosiłem na duży format papieru tworzyłem "schemat radioodbiornika PIONIER U". Kiedy potem składałem je ponownie, posiłkując się schematem, ale jeszcze dodatkowo sprawdzając na oryginalnym egzemplarzu, by nie pomylić się. Zajęło mi to dwa miesiące, ponieważ nie było to tylko moje jedyne zajęcie. Miałem inne obowiązki w domu. A rodzice nie przepadali za tym hobby. Była to moja pierwsza samodzielna praca. Z biciem serca włączyłem go. Lampy powolutku rozjaśniały się, a z głośnika słychać było szum z lekkimi trzaskami . Obracając pokrętłem strojenia, nie znajdywałem żadnej stacji, dopiero po czasie zorientowałem się, że nie miałem włożonego przewodu anteny, wykonanej z kilkunastu metrów przewodu zawieszonego do pobliskiego drzewa. Teraz słychać już było oscylacje i zakłócenia w miarę przeszukiwania pasma, ale stacji Warszawa I nie odbierałem. Udałem się do mojego nauczyciela i objaśniłem temat. Uśmiechnął się tylko, usiadł przy biurku na którym stał rozebrany odbiornik tego typu, miał te same objawy co mój. Ostrożnie zaczął stroić rdzeniem heterodyny, "Długich" objaśniając mi szczegółowo na czym to polega. Udałem się do domu, zachowując ostrożność, ponieważ ten typ radia miał na chasis (metalowym stelażu) napięcie sieciowe ≈ 220.V.
W jednym momencie "radio ożyło", teraz tylko małe korekty na reszcie obwodów i nie bacząc czy miało w 100% pokrycie na skali, jak grało, to było najważniejsze.
Potem zachęcony pierwszym sukcesem, zacząłem zbierać wszystkie części elektroniczne, - i tak mi zostało do dziś!!. gdyż nie można było kupić czegokolwiek w tym czasie, nie było przecież sklepów elektronicznych z częściami. Więc budowałem z tego co było. Drugim urządzeniem, po kilku letniej przerwie był wzmacniacz m.cz ale już na lampach nowej generacji - EF-80 ze stopniem końcowym EL 84. Wzorowałem się na Regencie (wzmacniacz wraz z kolumną)
Głośniki wykorzystałem z radia Stolica i jeszcze jakiegoś, nie pamiętam w tej chwili. Tak że kolumna miała trzy głośniki w pionowym rzędzie, i choć była daleka od doskonałości, zdarzenie jakie miało miejsce w tym czasie pokazało na co ją stać.
Wieczorem przychodzi do mnie kolega z zespołu muzycznego i rozdygotanym głosem mówi, "Stary padł nam wzmacniacz od basówki, a my musimy grać. Ludzie zapłacili za bilety. Pożycz nam Twojego na tę noc". Nie wiedziałem czy wzmacniacz da sobie radę z gitarą basową.
Udaliśmy się z nim na miejsce, zmieniłem wtyczkę w gitarze i pierwsza próba!. Byłem bardzo zdenerwowany tym wszystkim. Ludzie stali w grupach głośno dyskutując, czekali na zespół. Andrzej posunął palcami po strunach, choć moc nie była taka jak oryginalnym wzmacniaczu, zagrali kilka utworów a ja sprawdzałem na sali czy gitara basowa przebija się przez dużo silniejszy sygnał prowadzącej. Ustawili poziomy sygnału dla wszystkich instrumentów. Nie było żle!. Wtem kierownik zespołu zadedykował przez mikrofon specjalnie dla mnie, za uratowanie sytuacji - utwór "Monika". Rozległy się oklaski i wszyscy zaczęli tańczyć. Byłem tak spięty tą sytuacją, że dławiło mnie w gardle. Zaproszono mnie na scenę i siedząc za zespołem sprawdzałem jak sprawuje się wzmacniacz. Grali do rana i wzmacniacz pracował jak należy. Rano kierownik zespołu dał mi propozycję kupna wzmacniacza. Żal mi było tego sprzętu, tyle serca w niego włożyłem. Ale po przemyśleniu, widziałem że bardziej będzie im przydatny. Kochałem muzykę i tak jest do dziś. Dlatego przystałem na ich propozycję.
Po kilku latach już na tranzystorach wykonałem Iluminofonię z" Radiolektronika" z małymi żaróweczkami na 3,5.V. osadzonymi w reflektorach od motoroweru "KOMAR". Pracowała bardzo dobrze. W tym czasie już kupowałem Radioelektronik. '"Radio Radzieckie" i Ćeskie Radio". Interesowało mnie krótkofalarstwo, więc w księgarniach poszukiwałem literatury krótkofalarskiej. Jako pierwsza w tym temacie była książka Kossobudzkiego i Ładno, jeśli mnie pamięć nie myli - "Odbiorniki radiostacji amatorskiej", potem doszły następne i jeszcze następne. Tak więc miałem zaplecze spore. Ale wtedy doszedłem do wniosku, że największe zaplecze nie pomoże, jeśli nie ma się praktyki, wszystko może zostać zniweczone.
Zacząłem budować odbiornik krótkofalowy na lampach. W międzyczasie poszukiwałem kontaktu z krótkofalowcami. Nie było to trudne. Wiedziałem że należy szukać dipoli 2 X 19.5 metra, a przewód antenowy wskazywał miejsce zamieszkania krótkofalowca.
Tak znalazłem stację klubową, tam poznałem wielu prężnie działających konstruktorów urządzeń krótkofalarskich. Najlepszy z nich był Jurek. Wtedy Transceiver"YESU", i jemu podobne urządzenia były tylko w sferze marzeń. On potrafił ręcznie wykonać płytki z czasopism krótkofalarskich przywiezionych z Niemiec. Rdzenie toriodalne "taśmował" paseczkami foli z plastykowych woreczków od chleba. Tak że elektronika wykonana tak precyzyjnie, mogła konkurować z profesionalnym sprzętem. Był pedantem w tej dziedzinie, nawet firmowe naklejki wykonał metoda fotograficzną. To był pasjonat w tej dziedzinie.
Właśnie on nauczył mnie wielu tajników elektroniki zaawansowanej, oraz najważniejszego
motta pracy twórczej. "Nie najnowsza technologia w byle jakim wykonaniu, a używane części, które może nie są"na topie", a serce włożone w pracę decyduje o powodzeniu". Jurek elektronik jest namacalnym przykładem.
On był moim drugim nauczycielem w technice zaawansowanej elektroniki.
Odbiornika nie ukończyłem, gdyż otrzymałem z klubu Radzieckiego R-673 - o wadze około 70.kg. Odbiornik ten miał wielką zaletę. Miał osobny zasilacz z stabilizatorem gazowym oraz stabilizator prądowy - bareter. Lampy były żarzone napięciem stałym 2.2.V (2Ż27Ł).
Miał bardzo małe szumy własne, tak więc nasłuchy na nim były wspaniałe.
W tym czasie konstruowałem drobne układy wzorując się na na wiedzy i doświadczeniu Jurka. Wiele musiałem zmienić w sposobie myślenia i techniki wykonywania płytek, dobierania podzespołów, organizowanie ich.
Krótkofalarstwo w klubie umierało śmiercią naturalną. Zanikał zapał i pasja wśród kolegów. Jako młody adept bacznie przyglądający się temu otoczeniu, zauważyłem, że starsi kierowali się ku sprowadzanym po cichu Transceiverom z zagranicy, a młodym nikt potem nie dawał przykładu.
Otrzymałem własne mieszkanie i wyprowadziłem się do Redy. Praca i urządzanie mieszkania wraz z rodziną, odsunęło na plan dalszy elektronikę na dwa lata. Owszem jeśli coś się zepsuło, a byłem w stanie to naprawić, siadałem do stołu i lutownica w dłoń.
Ale nie zapominałem o zbieraniu części elektronicznych. Radia, magnetofony, oraz inne urządzenia elektroniczne w których było mnóstwo pełnowartościowych elementów i to za Free.
W 1986 roku mam wypadek. Po miesiącu na wyciągu za głowę - w szpitalu, dochodzę do zdrowia. Kiedy już jestem w domu momentalnie tracę wzrok, i diagnoza jest tylko jedna, ponownie do szpitala, wyciąg za głowę i bez ruchu miesiąc w pozycji horyzontalnej. Po tym czasie wracam do domu poruszam się na nogach bardzo powoli ale idzie ku lepszemu.
Jednego dnia budząc się, nie czuję obu nóg do kolan, kiedy chcę wstać czuję się jak bym miał obie protezy. Nie mogę ustać. To był koniec!.
Życie moje zmieniło się kolosalnie, musiałem zaakceptować siebie takim jakim jestem, zaakceptować nowo zastałą sytuację, jak zawsze w takich przypadkach koledzy i "przyjaciele" odsunęli się ode mnie. Pozostałem sam. W tym czasie odbiornik krótkofalowy był dla mnie rehabilitacją psychiczną. Wiele godzin przesiadywałem z słuchawkami na uszach, słuchając krótkofalowców opowiadających o budowie urządzeń. Na zasłyszane adresy pisałem listy. I tak nawiązałem kontakt ponownie. Pisałem materiały do Biuletynu PZK. (Polskiego Związku Krótkofalowców), aż w końcu dostałem propozycję wykonywania prac graficznych dla tegoż Biuletynu. To była ciekawa praca. Zdałem na licencję nasłuchowca, a potem dzięki kolegom z Lidzbarka Warmińskiego i już nieżyjącemu nestorowi krótkofalarstwa Panu Antoniemu SP-5 ZA, zdałem na licencję nadawczą kategorii I. otrzymując znak SP-2 XDI.
W tym czasie nauczyłem się poruszać w całkiem inny sposób jak przedtem. W terenie wózkiem, a w mieszkaniu na kolanach, tak jest szybciej i wygodniej. Natomiast w kuchni, gdzie przestrzeń jest wąska i mam możliwość oparcia się , nie przemieszczając, - stoję na moich "protezach". Cały czas tworzyłem układy elektroniczne, najciekawsze moje dzieło to "Ogranicznik szumów do odbiornika Bartka".
Otrzymuję wiadomość listowną, że koledzy krótkofalowcy mają dla mnie sprzęt radio-nadawczy, po zmarłym koledze. I wydawało by się, że idzie ku lepszemu!. Podziękowałem im za troskę i wielkie serce. Dlaczego?.
Śmierć żony zmieniła moje życie ponownie, musiałem zrezygnować z krótkofalarstwa, elektroniki na kilka lat. W tym czasie była to walka o przetrwanie, doszło wiele nowych obowiązków, których dotąd nie robiłem. Musiałem wszystko tak zorganizować, aby dać radę w życiu. To była wielka walka o przetrwanie, walka z niepełnosprawnością, a także walka z ludzką małostkowością, zawiścią i głupotą. Wiedziałem, że nie mogę tej walki przegrać.
Dziś uodporniłem się na tyle, że normalnie funkcjonuję. Powróciłem do elektroniki, ale zauważyłem, że wkroczyła nowa - elektronika cyfrowa i staram uzupełniać wiadomości w tym kierunku.
Kiedyś Redakcja Radioelektronika wyszła z podobną propozycją jaką uczynił kolega Zenerek. Odmówiłem!.
Najlepszy dla mnie w internecie jest właśnie ten Portal, dlatego postanowiłem opisać to tylko w małym skrócie, aby zmieściło się w Poście.
Dedykuję to moim dwóm nauczycielom elektroniki. Podztawy elektroniki lampowej - Gienkowi, oraz koledze Jurkowi - specjaliście od elektroniki zaawansowanej.
Tadeusz.

tyrystorek
Użytkownik
Posty: 103
Rejestracja: 22 cze 2006, 12:29
Lokalizacja: lepiej nie mówić
Kontakt:

Post autor: tyrystorek » 21 lut 2007, 12:21

Elektroniką zaczałem się interesować, jak miałem 7 lat. Wszystko zaczęło się jednak już w wieku 2 lat, kiedy bardzo ciągnęło mnie do wszelkich kabli. Gdy szedłem do pierwszej klasy podstawówki tata skombinował mi zasilacz od starej kolejki (nie PIKO) Dużo pomógł mi mój tato, który tez się tym trochę interesuje

W garażu znalazłem wiele żarówek samochodowych. Postanowłem się zacząć nimi bawić. Jednak na zasilaczu pisało, że obciążenie maksymalne przy 12V wynosi 0,6A (tata mi to przeczytał z tabliczki znamionowej) Żarówki miały różne moce - jedne 2W, inne 5, jeszcze inne 10W, albo 21W. Ponieważ znałem juz mnozenie i dzielenie, mój tatuś, chcąc, żebym był dobrym uczniem powiedział, że muszę sobie sam policzyć i wreczył mi kalkulator. Tak oto poznałem pierwszy wzór związany z elektrycznością:

P=I*U

Potem jeszcze silniczki od samochodowych zamków centralnych, wspólna naprawa lampy na jarzeniówki itp. Przyjąłem do wiadomości, że w gniazdku płynie faza i zero, a bolec to uziemienie, że są 3 fazy: R, S, T. Od taty dostałem srubokręt z neonówką.

Tyle na pierwsza podstawówki, teraz druga:

Dalej gniłem w żarówkach i silniczkach. Tata pozwolił mi montować gniazdka, po wcześniejszym wytłumaczeniu, że przewód brązowy, lub czarny to faza, a niebieski - zero. Co dziwne, gniazdka montowane przez ośmioletnie dziecko działają przwidłowo, nie ma zwarć, faza po lewej zero po prawej, wszystko tak jak ma być. W czerwcu 2001roku nabyłem lutownicę, którą natychmiast zacząłem się bawić. Lutowałem nabierając cyne na grot, po czym usiłowalem nałozyc ją na polączenie.

3 - cia klasa podstawówki: Do końca 2001 roku pozostawałem przy lutowaniu. Początek 2002r. to czas, kiedy kiedy robiłem prowizoryczne instalacje elekryczne.

4 - ta podstawówki: Z początku zabawa w robienie rozdzielek z bezpiecznikami. Kurka wodna: wszystko działa. Mój rower jest obwieszony nieprzyzwoitą ilością kabli. I tak do końca.

5 - ta podstawówki: ciągle zarówki i żarówki, w ręce wpadł mi pierwszy kondensator oraz potencjometr. Pojemność kondensatora była tak mała, że zarówka nie mogła błysnąć. Potencjometr szybko poszedł z dymem :grin:

6 - ta podstawówki: kupiłem sobie transformator do halogenków, w polączeniu z mostkiem wybebeszonym z uszkodzonego prostownika tworzył moj pierwszy własnoręcznie zbudowany zasilacz. Rok 2004 był również czasem moich pierwszych zabaw z miernikiem uniwersalnym. W 2005 naprawiłem radio "Jowita". naprawa polegala na przylutowaniu kabli od głośnika, które się oderwały. Radio słuzyło mi jeszcze przez pewien czas, jednak gdy bylo z nim coraz więcej problemów odesłałem je na"emeryturę". Na urodziny dostałem kit do samodzielnego montażu - zasilacz stabilizowany. Ponieważ w płytce byly zbyt małe otwory na diody stwierdziłem, że nie chce mi sie z nimi (otworami) użerać.

1 - sza gimnazjum - zbudowałem zasilacz (z własnego projektu), dostałem oślą łączkę i na dobre zaczeła sie zabawa z tranzystorami. Robiłem układy z książki "wyprawy w świat elektroniki", po czym sam zacząłem projektować. Rozpoczęła sie zabawa z plytkami drukowanymi. Początkowo nic nie chciało działać, jednak po jakimś czasie plytki robiłem przawidłowo. W kwietniu 2006 miałem pierwsze kontakty z internetem(w domu), kiedy to poznałem elportal. 2 miesiące później zalogowałem sie na forum. W czerwcu dostałem "w prezencie" od kolegi 2 telewizory (jeden polski, drugi ruski) do rozebrania na częsci.

I tak oto dobrnąłem do teraźniejszości.
Ostatnio zmieniony 27 lut 2007, 20:25 przez tyrystorek, łącznie zmieniany 3 razy.

Awatar użytkownika
c4r0
Moderator
Posty: 2150
Rejestracja: 13 kwie 2004, 19:56
Lokalizacja: z lasu
Kontakt:

Post autor: c4r0 » 21 lut 2007, 15:39

Interesowałem się prądem elektrycznym od bardzo młodego wieku, pewnie dlatego, że mój tata jest elektrykiem (dzięki temu nie mam problemów z dostępem do sprzętu laboratoryjnego i do dzisiaj mam spory zasób różnych elementów sprzed 20 lat które ciągle wykorzystuję :D ).

W wieku przedszkolnym zbierałem odcięte od kabli wtyczki i bawiłem się wtykając je do odłączonego przedłużacza :mrgreen: Miałem też pudełko ze starymi kondensatorami ceramicznymi i podobnymi elementami którymi się bawiłem. W okresie klas 1-3 w podstawówce zrobiłem próbówkę określającą biegunowość z dwóch diod LED i rezystora, zamkniętych w pudełku po kleju w sztyfcie (jeszcze to mam, później zrobię fotkę i tu dodam :) ). Niedługo potem zrobiłem mój pierwszy zasilacz na LM7805 w pudełku po masmix-ie :) Tak się to zaczęło. Od początku też ciekawiły mnie wysokie napicia, ale dopiero w 2 klasie gimnazjum udało mi się zrobić pierwszą przetwornicę na bazie trafka od TV, którą później opisałem w EdW :) W 2001 zacząłem się interesować programowaniem, napisałem wtedy pierwszy prosty program w VB. Jakiś czas później zacząłem się bawić prockami 2051 w bascomie, potem przeszedłem na AVR-y. EdW czytam od 1999 i oczywiście ma tu też swoje duże zasługi :) Od momentu kiedy podłączyłem się do stałego łącza z internetem (gdzieś w 3 kl. gimnazjum) oczywiście rozwój zainteresowania przyspieszył - dzięki ci internecie! No i tak to się kręci, jak trafiam na jakiś interesujący nietypowy projekt w necie (jak trafo tesli czy lewitator) to zabieram się do roboty :)

Skończyłem LO (cieszę się że nie technikum :P ) i teraz jestem na pierwszym roku elektroniki na Politechnice Gdańskiej.

MiW
Użytkownik
Posty: 226
Rejestracja: 28 sty 2007, 11:32
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Post autor: MiW » 24 lut 2007, 22:10

Ja zaraziłem się elektroniką gdzieś koło 8-9 roku swego życia. Nie wiadomo skąd i od kogo. Na początku było to nierozerwalnie połączone z rozbieraniem zabawek i starych urządzeń. Widzę, że nie tylko ja zbierałem części do pudełek :razz: Gdzieś w 5 klasie zrobiłem generator astabilny znając mniej więcej działanie tranzystora. W 6 klasie podstawówki byłem już pewien: idę do Technikum Łączności i na studia elektroniczne :razz: Gimnazjum to czas rozkwitu mej wiedzy, czasy szczęścia i spokoju. Moja natura zawsze była badawcza. Złożyłem chyba tylko ze 3 kity AVT-wszystko inne robiłem od podstaw. Wszystko musiałem samemu zrozumieć, zaprojektować, zrobić. 1 klasa- wirujący zegar na AVR, 20kV z trafa TV. 2'ga: UPS do komputera: 12V 10A, 3,3V,5V-30A. Prawie co tydzień nowy projekt. Wreszcie, wierzący w swą wszechmoc, laureat konkursu fizycznego, ze średnią jak zwykle 5.0 zapisałem się do Łączności. Patrzono na mnie jak na dziwaka. Po dwóch tygodniach lekcji organizacyjnych, przygnębiony wizją 4 lat w betonie wśród nauczycieli minionej epoki (właściwie nie wiedząc jeszcze nawet jak wygląda nauka) zrobiłem coś głupiego:
Przepisałem się do V LO

Drugi błąd: nie sprzeciwiłem się umiesczeniu mnie w klasie matematyczno-algorytmicznej.
Wychowawca: http://www.v-lo.krakow.pl/~walter/cv7.html -kliknijcie ten link!
Oto, co przerobiliśmy na lekcjach przez 5 miesięcy:
Matma:
logika rzecz jasna, zbiory, analiza(Cauchy, Schwarz, injekcje surjekcje izomorfizmy...), indukcja, macierze, funkcje dziwaczne, nierówności i równania potęgowe i wykładnicze, poza lekcjami pochodne i liczby zespolone
Algo i inf: C++ w tydzień ;), algorytmy przeprzeróżne(drzewa, sorty, grafy)
Jeszcze nigdy nie dowiedziałem się tyle w tak krótkim czasie. I co? Czuję się ohydnie. Nie radzę sobię. Nie czuję żadnej satysfakcji z tego, że napisałem 2 etap OWT i OF(wyniki wkrótce). Ale nie zostawiłem elektroniki. Przeczytałem "Sztukę" Horowitza z Hillem. Strawiłem zespoloną impedancję. Ciekawe, czy dożyję do zakończenia trzeciej klasy? Dożyję. Ale to już nie będzie ten optymista z zadartym nosem, który skończył gimnazjum. Zostanę dziwakiem.
Tymże optymistycznym akcentem kończę swą biografię :razz:

GAVRON
Użytkownik
Posty: 552
Rejestracja: 26 maja 2006, 8:44
Lokalizacja: Łaziska Górne

Post autor: GAVRON » 25 lut 2007, 18:02

MiW pisze:Patrzono na mnie jak na dziwaka. Po dwóch tygodniach lekcji organizacyjnych, przygnębiony wizją 4 lat w betonie wśród nauczycieli minionej epoki (właściwie nie wiedząc jeszcze nawet jak wygląda nauka) zrobiłem coś głupiego:
No nie wiem czy zrobiłeś źle, czy nie - przepisując się do innej szkoły. Wiedz, że tak naprawdę to czy będziesz kimś zależy wyłącznie od ciebie (w pewnych okolicznościach to trudne, ale…), wykształcenie jest ważne, ale należy zachować zdrowy dystans do tego, co się robi poza szkołą i do tego, co uczą w szkole (czasami trzeb coś tylko przeskoczyć), a przede wszystkim nie należy oceniać ludzi po wyglądzie, uposażeniu czy średniej ocen, bo można się zdrowo przejechać.

A teraz opowiem wam, jak stałem się męską szowinistyczną świnią. :razz:

Ja jak niejeden z was też rozbierałem w młodości zabawki (oprócz lalek, bo te rozbierałem z ubranek :razz: ). Pociąg do elektroniki to tak naprawdę czułem już chyba od najmłodszych lat, zawsze mnie swędziały łapki jak moja Mama ( :!: zgadza się dobrze widzicie) wymieniała zużyte lampy w starym lampowym NEPTUN-ie (zawsze się psuł przed dobranocką :evil: ), ale to jeszcze nie był silny zew.
W szkole szło mi średnie raz lepiej raz gorzej w 8 klasie przyszedł wybór szkoły ponad podstawowej (tak naprawdę brak wyboru i niewiedza w temacie: co chcę dalej robić?). Ponieważ świadectwo to ja raczej miałem, jakie miałem mimo zachęty ze strony nauczycieli abym poszedł do Technikum, nie czułem się na siłach wybrałem ZSZ (Zawodówkę) z pewnych względów też nie był to profil elektroniczny ani nawet elektryczny (prawie wszyscy w najbliższej linii w rodzinie Elektromonterzy – to już trochę lekka przesada :shock: ) tylko Mechanik precyzyjny (ale za to w połowie żeńska :mrgreen: ). W szkole podstawowej była też fascynacja informatyką (sławny C-64 w domu, a szkole XT-ki i jeden AT).
Tak naprawdę zaczęło się w 1-szej klasie ZSZ na warsztatach szkolnych, które powoli przeniosły się też na stół w moim pokoju, najpierw proste rzeczy elektryczne zepsute żelazko, suszarka, wiertarka odkurzacz, mikser itp. aż w końcu na początku 2-giej klasy padło na elektronikę w starej Fonice (co prawda tylko bezpiecznik). Pamiętam tylko słowa mojej Mamy, od której przejąłem tą pałeczkę, na moje pierwsze pytanie a co będzie, jak to zepsuję bardziej? – skończ się bać! Nic, jak coś się popsuło to bardziej się zepsuć już nie da. No i połknąłem bakcyla :oops: . C-64 technologicznie powoli odchodził w zapomnienie, a że troszkę zrujnował mi wzrok postanowiłem myśl o nowym komputerze odłożyć ( :roll: z resztą, po co facetowi z pilnikiem-iglaczkiem to piekielne liczydło :?: ) ale, w to miejsce zacząłem dniami i nocami studiować książki czasopisma (PE, EdW, Re) i wszystko, co łączyło się z elektroniką i dziedzinami pokrewnymi. Części z wylotu lub kupowane za niewielkie kieszonkowe i narzędzia, częściowo scheda po nieżyjącym ojcu i majsterkującej (z przymusu) matce, płytki drukowane wykonywane mazaczkiem a projektowane na papieże milimetrowym (niektóre nawet dość zaawansowane). W szkole koleżanki i koledzy z zdziwieniem pytali się: :shock: co mi to daje, czy nie lepiej iść na dyskę? ( :roll: a co wam daje podpalanie papierochów za szkołą?). Hmmm, mnie po prostu początkowo pociągała chęć zrobienia czegoś własnymi rękami, naprawianie różnych urządzeń elektronicznych, tudzież elektrycznych w między czasie z powodów deficytu i zapotrzebowania na dobre AUDIO powoli myślałem o wyprodukowaniu czegoś takiego samemu i tak powoli też przygotowywałem sobie grunt laboratoryjny.
Ponieważ, w szkołach Zawodowych w moich czasach (1996 -1999) w gruncie rzeczy uczono niezbędnych teoretycznych podstaw do wykonywania zawodu i kładziono większy nacisk na praktykę niż w technikach to miałem trochę czasu dla siebie (nauka nie przysparzała mi problemów). Może nie mówiono o nich chlubnie (szczególnie o moim OXFORD-zie :lol: ), ale nie żałuję, nadmiar wolnego czasu pozwolił mi rozwijać połkniętego bakcyla. Po zawodówce bez wahania złożyłem papiery do technikum wieczorowego (na podbudowie ZSZ) w którym też był czas na hobby, koledzy znosili mi przeróżne rzeczy do napraw: wierze, radiomagnetofony, radioodbiorniki samochodowe, nawet 2 VHS-y były i oczywiście temat numer 1 tamtych czasów – przestrajanie UKF-u (RM121, RM221, RMS475, TOSCA303, Śnieżka R207, AT9100, Radmor 5102, Sherion SH-300L, Thompsonic TS-620… ) no i jakieś własne konstrukcję lub klony-xero z czasopism przeważnie pomagające w powyższym ale i też niecałkowity pierwowzór zestawów głośnikowych ALTUS75. Wolny czas, który był wynikiem mniejszego rygoru w szkole, ale nie całkowitej sielanki (nauczyciele swojego wymagali) pozwolił na głębszą refleksję, co do dalszej drogi zawodowej – postanowiłem iść na Politechnikę. Obecnie kończę powoli elektrotechnikę (Elektronika i Telekomuna – mało punktów, ale i tak mnie to nie wadzi już, byle być swobodnym elektronem :smile: ), na której przez pierwszy rok, dwa lata lutownicę należy zamienić na różniczkę a cynę na całkę (nie umniejszając zasług tych czcigodnych panien – troszeczku matematyki i fizycznych podstaw przyda się). Odsiew czy rekrutacja, jaką się w ten sposób prowadzi, czasem może doprowadzić do zgubnych rzeczy, ale co na to poradzimy – trzeba to przeskoczyć, i mieć dystans, bo inaczej grozi nam wariatkowo. Teraz powoli zaczynam znowu normalnieć (mam nadzieje) i może pozamykam to, co zostało wcześniej nie zamknąłem i zacznę powoli wtapiać się w mikrokontrolery (dotychczas bardziej analogowo i energoelektronicznie :smile: )
Przez ten cały okres począwszy od ZSZ, Technikum i studia nagromadziło się zapasów części, książek, czasopism, coś do mózgu wlatywało, coś wylatywało czasami jednak zadawałem sobie pytanie, czy nie można było tak od razu? (wykształcenie: średnie w lat 6 zamiast 4-ech, zawód: Mechanik precyzyjny zamiast elektronika czy też elektryka). Może i można było, ale kto wie czy ci „nauczyciele z minionej epoki” wówczas nie zabiliby we mnie ostatnich pierwiastków pędu do własnej wiedzy, a tak przynajmniej miałem więcej czasu do dojrzewania do swojej decyzji, zmusiło mnie to do dobrowolnego pójścia na studia, a kto wie może wybrałbym łatwiejsze życie, które niewiadomo jak długo by trwało.
Ponadto znajomość innych zagadnień niż tylko tych wynikających z posiadanego tytułu (mechanicznych w moim przypadku), szczególnie od praktycznej strony w elektrotechnice może być tylko dodatkowym atutem (chodzi min. np. o zatrudnienie w przyszłości). Powiedzmy sobie szczerze, po co komu robotnik, technik czy inżynier (może być mechanik, stolarz, piekarz, elektryk), który jest suchym teoretykiem myślącym, że jego przyszły zawód polegać będzie na liczeniu zadań ze zbioru zadań (to się liczy po coś, po to żeby np. utrwalić sobie podstawowy wzór i nauczyć trochę rozumowania, ale na razie na kartce papieru, by potem nie wyważać otwartych drzwi). Do elektroniki i nie tylko tego trzeba mieć pociąg, co ciągnie jak taśmociąg i nic tylko trwać i stawiać kolejne kroki. Moim zdaniem wybieranie kierunku w szkole czy to średniej czy wyższej na podstawie słów: idę na elektronika, bo to lepszy zawód (niektórzy nawet tam nawet nie doszli), nazywam czystym nonsensem – zawód jak każdy inny.
W ogólnym bilansie nic nie straciłem, najwyżej wyszedłem na zero, ale nim byłem już wcześniej.

Słuchajcie koledzy może nazwiecie to schizą, ale lubie telewizor :lol:

Brrrrrr. Dobra, koniec już tych herezji… A tylko, dlatego ona taka długa i z filozoficznym zakończeniem, bo niektórzy się podłamują widzę.

ODPOWIEDZ