Zbudowałem wzmacniacz na TDA7294. Przez ponad rok służył jako samodzielna 4-kanałowa końcówka mocy do kompa i wszystko było dobrze. Schody zaczęły się, kiedy do obudowy wsadziłem przedwzmacniacz na TDA 1524. Gdy wszystko było już w środku połączone, podłaczyłem głośniki i obserwowałem jego zachowanie. Nagle jedna ze scalonych końcówek mocy wystrzeliła i stanęła w płomieniach. Powstał łuk elektryczny a po wyłączeniu zasilania cała kostka nadal się paliła.
Wzmacniacz zasilam z 300-watowego transformatora toroidalnego TST 300/002 (2x24V zmiennego). Po zmianie wiekszosci bebechów wzmacniacza nieoczekiwanie strzelila inna kostka TDA 7294, po prostu wyrwało wszystko ze środka obudowy scalaka!
Podczas tej drugiej próby podłączyłem na próbę niewielki głośnik, po jego przyłączeniu wciągnęło membranę do środka i zaraz po tym rozerwało kostkę. Głośnik też się spalił. Zastanawiam się, skąd młogłoby się pojawić na wyjściu wzmacniacza tak duże napięcie i popłynąć tak duży prąd? Wzmacniacz zasilam napięciem symetrycznym,czyżby mógł nie stykać jeden z kabli doprowadzających zmienne napięcie 24V do prostownika,czego wynikiem było pojawienie sie tak dużego napięcia na wyjściu? Sam już nie wiem...
Czy komuś przydarzyło się coś podobnego? Czy ktoś wie,dlaczego mogło się tak stać?
Pozdrówka 4 All!