elektroniczny zabójca karaluchów
To całkiem nie głupie, ale najpierw rozważmy wszystko: pomijam kwestię dostępu do tego tajemniczego produktu. Trzeba pomyśleć o rozpylaczu, czyli jak substancja ma się aktywnie rozprowadzać w powietrzu (teraz myślę o czymś na kształt dezodorantu) i oczywiście trzeba coś więcej niż sam rozpylacz, bo jak się przyzwyczają to im się znudzi, a my mamy się ich pozbyć a nie zaprosić na Kitkata 
Ten rozpylacz byłby uruchamiany w pewnych, losowych odstępach czasu i aerograf byłby zamocowany na obrotowej głowicy dzięki czemu rozpylał by feromon wokół siebie (w różnych miejscach).
Karaluchom nie powinno się to znudzić
[ Dodano: 2008-07-30, 17:19 ]
GrzesiekG, to przecież mówiłem o oprawię od specjalnie do tego celu przeznaczonej lampy UV
Karaluchom nie powinno się to znudzić
[ Dodano: 2008-07-30, 17:19 ]
GrzesiekG, to przecież mówiłem o oprawię od specjalnie do tego celu przeznaczonej lampy UV
Koledzy... A znacie historię o amerykańskim i rosyjskim problemie lotów kosmicznych? Otóż okazało się, że zwykłe długopisy nie działają w stanie nieważkości. Amerykanie wydali 5 miliardów dolarów i po paru latach skonstruowali długopis, który nie tylko pisał w stanie nieważkości ale także: do góry nogami, pod wodą, na szkle oraz przy przeciążeniach sięgających 8 g. Natomiast rosjanie zastosowali po prostu ołówek...
Niech ta anegdota będzie ostrzeżeniem. Nie bądźmy amerykanami i używajmy sprawdzonych metod zamiast konstruować na przykład "terminatora na karaluchy".
Jeśli chodzi o karalusze feromony to obawiam się, że będą niedostępne dla zwykłego człowieka. Ale jeśliby już jakoś został zdobyty to nie byłby potrzebny żaden rozpylacz. Karaluchy są tak wyczulone na te substancje chemiczne, że wystarczy pozostawić otwarte naczynie i wszystkie wyczują ten zapach. Moim zdaniem zamiast feromonu wystarczyłby na przykład roztwór cukru w wodzie w jakimś naczynku. Ta mieszanka ściąga do siebie niezawodnie wszystkie tego typu stworzenia.
Niech ta anegdota będzie ostrzeżeniem. Nie bądźmy amerykanami i używajmy sprawdzonych metod zamiast konstruować na przykład "terminatora na karaluchy".
Jeśli chodzi o karalusze feromony to obawiam się, że będą niedostępne dla zwykłego człowieka. Ale jeśliby już jakoś został zdobyty to nie byłby potrzebny żaden rozpylacz. Karaluchy są tak wyczulone na te substancje chemiczne, że wystarczy pozostawić otwarte naczynie i wszystkie wyczują ten zapach. Moim zdaniem zamiast feromonu wystarczyłby na przykład roztwór cukru w wodzie w jakimś naczynku. Ta mieszanka ściąga do siebie niezawodnie wszystkie tego typu stworzenia.
Ostatnio zmieniony 30 lip 2008, 16:25 przez Jasam, łącznie zmieniany 4 razy.
Jasam, ale czy takie urządzonko nie byłoby ciekawe - zwabiłoby karaluchy, a tobie wystarczyłoby je ubić 
To chyba lepszy pomysł niż ganianie ich z muchozolem.
To chyba lepszy pomysł niż ganianie ich z muchozolem.
Ostatnio zmieniony 30 lip 2008, 16:27 przez elemaniac, łącznie zmieniany 1 raz.
Nie szkodzi. Sam w tym samym poście wziąłem udział w dyskusji. Tylko przestrzegam przed zbytnim fantazjowaniem.
[ Dodano: 2008-07-30, 17:28 ]
"Jasam, ale czy takie urządzonko nie byłoby ciekawe - zwabiłoby karaluchy, a tobie wystarczyłoby je ubić
"
Użytkowniku elemaniac. Dokładnie w ten sposób działa zaproponowane przeze mnie naczynko z roztworem cukru. Sprawdzone. To może stanowić własnie sławetny wabik. Zaś do elektroniki zlaeży zabicie karaluchów. Najlepszym sposobem będzie to zrobić za pomocą wysokiego napięcia.Najlepiej tak by karaluch podążając do naczynka musiał stanąć na punktach o dużej różnicy potencjału. Zostałby wtedy porazony. Należałoby zadbać by zabity karaluch nie zrobił zwarcia i nie unieszkodliwił pośmiertnie naszego urządzonka.
[ Dodano: 2008-07-30, 17:28 ]
"Jasam, ale czy takie urządzonko nie byłoby ciekawe - zwabiłoby karaluchy, a tobie wystarczyłoby je ubić
Użytkowniku elemaniac. Dokładnie w ten sposób działa zaproponowane przeze mnie naczynko z roztworem cukru. Sprawdzone. To może stanowić własnie sławetny wabik. Zaś do elektroniki zlaeży zabicie karaluchów. Najlepszym sposobem będzie to zrobić za pomocą wysokiego napięcia.Najlepiej tak by karaluch podążając do naczynka musiał stanąć na punktach o dużej różnicy potencjału. Zostałby wtedy porazony. Należałoby zadbać by zabity karaluch nie zrobił zwarcia i nie unieszkodliwił pośmiertnie naszego urządzonka.
A co sądzicie o projekcie Monda, podanym przezemnie we wczesniejsym poscie? Dla przypomnienia chodzi o http://mondo-technology.com/zap.html