Kierunki w szkołach i na uczelniach
-
zyraf
- Użytkownik
- Posty: 145
- Rejestracja: 23 sie 2005, 11:34
- Lokalizacja: Nowy Dwor Mazowiecki
- Kontakt:
A ja jestem w 2 klasie warszawskiego technikum nr 9, klasa Technik Awionik. Wybralem sie tam glownie ze wzgledu na doswiadczenia kolegi ktory trafil do podobno najlepszego technikum elektronicznego w stolicy...
Niestety jest tak jak 'wszedzie', wiekszosc osob nie wie po co tam jest i nie ma ochoty uczyc sie przedmiotow zawodowych (podstawy elektroniki i elektrotechniki; w tej chwili doszla aerodynamika i konstrukcje statkow powietrznych), innych tez nie. Powoduje to troche problemow, bo jak ma nauczyciel robic dalej program jesli ciagle z obliczaniem wypadkowych rezystancji jest problem? Jest na szczescie coraz lepiej, aktywnie przeszkadzam w lekcji czasem wyjasniajac cos bardziej zrozumiale kolegom niz nauczyciel i coraz wiecej osob rozumie material przedstawiany na lekcji...
Fizyka? Generalnie sa 'pierdoly', ale wychodzi tez znajomosc matematyki i najwiekszy problem (przynajmniej tak zauwazylem w mojej klasie): przeksztalcanie i uzywanie wzorow, dzieki temu przedmiotowi sytuacja sie poprawia
Geografie i biologie mielismy przez rok, 3 godziny tygodniowo; chemie przez 3 semestry i juz z tym jest spokoj, ale naprawde nie rozumiem po co znowu przerabiamy historie od starozytnosci (o ile pamietam to samo, moze mniej dokladnie bylo w podstawowce i potem spowrotem w gimnazjum), wyglada na to ze bedzie ten przedmiot do konca. Podstawy podstawami, ogolna historia 'swiata', ale wazniejsze sa chyba ostatnie 3 wieki niz starozytna Grecja...
Jezyk polski: przerabiane jest wszystko 'bo potrzebne jest na mature', bardzo chetnie zaliczyl bym ja juz teraz i olal lektury oraz analize poezji...
Niestety na tak genialny efekt skladaja sie tez uczniowie ktorzy nie wiedza czego chca, a trafiaja do technikow gdzie glownie robia bydlo na lekcji i nie sa w stanie nauczyc sie podstaw czegokolwiek technicznego, oraz nauczyciele ktorzy trafiaja sie rozni
zrobienie jakis wstepnych egzaminow czy rozmow kwalifikacyjnych wg mnie nie pomoze, bo zabraknie ludzi do zrobienia technicznych klas i w efekcie i tak trafia tam osobnicy nie majacy z technika nic wspolnego
Niestety jest tak jak 'wszedzie', wiekszosc osob nie wie po co tam jest i nie ma ochoty uczyc sie przedmiotow zawodowych (podstawy elektroniki i elektrotechniki; w tej chwili doszla aerodynamika i konstrukcje statkow powietrznych), innych tez nie. Powoduje to troche problemow, bo jak ma nauczyciel robic dalej program jesli ciagle z obliczaniem wypadkowych rezystancji jest problem? Jest na szczescie coraz lepiej, aktywnie przeszkadzam w lekcji czasem wyjasniajac cos bardziej zrozumiale kolegom niz nauczyciel i coraz wiecej osob rozumie material przedstawiany na lekcji...
Fizyka? Generalnie sa 'pierdoly', ale wychodzi tez znajomosc matematyki i najwiekszy problem (przynajmniej tak zauwazylem w mojej klasie): przeksztalcanie i uzywanie wzorow, dzieki temu przedmiotowi sytuacja sie poprawia
Geografie i biologie mielismy przez rok, 3 godziny tygodniowo; chemie przez 3 semestry i juz z tym jest spokoj, ale naprawde nie rozumiem po co znowu przerabiamy historie od starozytnosci (o ile pamietam to samo, moze mniej dokladnie bylo w podstawowce i potem spowrotem w gimnazjum), wyglada na to ze bedzie ten przedmiot do konca. Podstawy podstawami, ogolna historia 'swiata', ale wazniejsze sa chyba ostatnie 3 wieki niz starozytna Grecja...
Jezyk polski: przerabiane jest wszystko 'bo potrzebne jest na mature', bardzo chetnie zaliczyl bym ja juz teraz i olal lektury oraz analize poezji...
Niestety na tak genialny efekt skladaja sie tez uczniowie ktorzy nie wiedza czego chca, a trafiaja do technikow gdzie glownie robia bydlo na lekcji i nie sa w stanie nauczyc sie podstaw czegokolwiek technicznego, oraz nauczyciele ktorzy trafiaja sie rozni
zrobienie jakis wstepnych egzaminow czy rozmow kwalifikacyjnych wg mnie nie pomoze, bo zabraknie ludzi do zrobienia technicznych klas i w efekcie i tak trafia tam osobnicy nie majacy z technika nic wspolnego
To ja również dorzucę trzy grosze. Nadmienię na wstępie że nie posiadam wykształcenia wyższego. Od kiedy pamiętam szkoły wyższe zawsze "wypluwały" gamoni. Znam wielu mgr. inż. którzy wiedzą i umiejętnością nie dorównują mi. Uważam, że jeśli ktoś coś chce osiągnąć, to sam musi się tego uczyć. Musi tego chcieć. Mój ojciec, technik z wykształcenia zawsze mi powtarzał, sam szukaj wiedzy i sam rozwiązuj problemy. Pracowałem na warsztacie łączności, miałem nad sobą kierownika z tytułem mgr. inż. i co? nie potrafił sobie poradzić z prostą usterką w radmorze, nie wspomnę już o naprawach takich radiotelefonów jak GM300 czy GP300 firmy Motorola. Osobiście cenię sobie ludzi, którzy SAMI dochodzą do swojej wiedzy.
A co do programu szkół myślę, że to nie stoi w niczym na drodze aby w tym czy w innym być najlepszym.
A co do programu szkół myślę, że to nie stoi w niczym na drodze aby w tym czy w innym być najlepszym.
I masz rację, tylko uważaj z stwierdzeniem
Nie wrzucaj wszystkich do jednego WORA, bo właśnie tacy ludzie jak piszesz "SAMI DOCHODZĄ DO SWOJEJ WIEDZY", ale i umiejętności (bo czym że była by wiedza bez odpowiedniego jej wykorzystania).
Tu słów kilka trochę zabawnych o moim wydziale
http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Politechnika_Śląska
Może się zdarzyć, że spotkasz na drodze takiego co: miał przed mgr jeszcze ZSZ+Techn., a potem Inż. + mgr. i też będzie coś umiał.kris74 pisze:Od kiedy pamiętam szkoły wyższe zawsze "wypluwały" gamoni.
Nie wrzucaj wszystkich do jednego WORA, bo właśnie tacy ludzie jak piszesz "SAMI DOCHODZĄ DO SWOJEJ WIEDZY", ale i umiejętności (bo czym że była by wiedza bez odpowiedniego jej wykorzystania).
Tu słów kilka trochę zabawnych o moim wydziale
Ostatnio zmieniony 25 lut 2007, 20:01 przez GAVRON, łącznie zmieniany 2 razy.
Taaa... To stwierdzenie strasznie mi sie podoba. Aktualnie jestem na drugim roku studiow na politechnice i po takiej wypowiedzi moge powiedziec tylko jedno: dobrze, ze zamiast sie przykladac do nauki siedze w domu i robie konkretne projekty. Mam nadzieje, ze sie nie mylisz, zeby sie nie okazalo, ze "gamonie" potrafia lepiej rozwiazywac rozne problemy, a jedynie potykaja sie na ich implementacji (do czego potrzeba tylko praktyki, wiec mozna to wycwiczyc). Ja tym czasem moge implementowac co chce, ale nie wiem jak z powodu brakow w wyksztalceniu...kris74 pisze:Od kiedy pamiętam szkoły wyższe zawsze "wypluwały" gamoni. .
Ostatnio, przytloczony masa materialu, zaczalem zmieniac nieco sposob myslenia. Polega to mianowicie na probie wciskania teorii w rozne uklady, np. implementacja DFT czy FIR na mikrokontrolerze. Dosc ciekawe zagadnienie, tylko niestety ludzie, ktorzy wymyslili te techniki zapisali je na stronach roznych podrecznikow w sposob zaszyfrowany (calki, sploty i matematyka "wyzsza"), co niemilosiernie utrudnia ich zrozumienie. Troche szkoda, ze musze sam w domu przekuwac teorie do praktyki, jakby nie mogli tego robic za mnie "madrzy" doktorzy i jeszcze madrzejsi profesorowie... A nawet nie robic, a pomagac przy tym. Jeden z doktorow kiedys powiedzial: "wzory sa bardzo fajne, pod warunkiem, ze sie wie co opisuja". Zgadzam sie z tym. Cierpie na znajomosc wzorow i brak ich zrozumienia.
Popieram Gavrona, nie uogólniajmy takich twierdzeń na marginesie zgodnie z niektórymi uwagami należałoby zlikwidować wszystkie uczelnie wyższe a jest też tak, że "nawet" kończąc studia można zostać doskonałym fachowcem.
Na marginesie świetny tekst o wydziale elektrycznym PŚ przeżyłem go terminowo ale odczucia mam takie same.
Na marginesie świetny tekst o wydziale elektrycznym PŚ przeżyłem go terminowo ale odczucia mam takie same.
Żadna szkoła nie wypluwa gamoni... to do niej garną się gamonie, którym bardziej zależy na jakimkolwiek "papierku", niż właściwej wiedzy.
Osoba, która chce się czegokolwiek nauczyć - zrobi to. Pozostałe "przepękają" te parę lat...
Paradoks polega na tym, że przez pracodawców poszukiwane są osoby nie z wiedzą, tylko z "papierkiem"...
Osoba, która chce się czegokolwiek nauczyć - zrobi to. Pozostałe "przepękają" te parę lat...
Paradoks polega na tym, że przez pracodawców poszukiwane są osoby nie z wiedzą, tylko z "papierkiem"...
te czasy juz minęły - owszem wykształcenie poparte uzyskanym dyplomem jest ważne gdyz daje jakieś informacje o potencjalnych mozliwościach ale zapewniam Cię ze jest to szybko weryfikowane w okresie próbnym.marcing pisze:Paradoks polega na tym, że przez pracodawców poszukiwane są osoby nie z wiedzą, tylko z "papierkiem"
Chyba muszą się przekonać na własnej skórze ale to zwykle bolesne jest - warto posłuchać tych co trochę lat już pracują.brzozi pisze:Może wpadniesz Wojtek do mnie do pracy i wyjaśnisz ten fakt 18 - letnim ekspertom, którzy uważają, że jakiekolwiek studia zaoczne załatwią im robotębo mnie powoli ręce opadają.
..proszę o informację na jakim kierunku studiów ZAOCZNYCH, najchętniej na Politechnice Warszawskiej mogę spodziewać się programowania mikrokontrolerów? Zależy mi na tym aby rozwijać się w tym kierunku. Nie jestem jakimś tam gówniarzem wyobrażającym sobie nie wiadomo co - chciałbym oprócz pracy zawodowej rozwijającej mnie w kierunku minus nieskończoności robić coś ciekawego, zająć się np projektowaniem, budową systemów mikroprocesorowych. Nie wiem nawet dokładnie jak to określić ponieważ nie mam pojęcia jaki kierunek studiów zapewnia sporą dawkę wiedzy na temat programowania uC. Czy najpierw muszę przejś przez jakieś ogólne elektroniczne studia, aby potem na podyplomówce zająć się prockami, czy może istnieje "coś", co rozwija od razu w tym kierunku? Czy ktoś z Was studiował na podobnym kierunku, miał podobne zainteresowania? Jak z pracą w zawodzie, "wzięciem", dalszym rozwojem, zarobkami?