chcę zbudować końcówkę mocy w układzie przeciwsobnym [prosze nie mówcie że to głupie/nieopłacalne - to tylko eksperyment] problem w tym że mam tranzystory tylko npn a wiem że tranzystory w koncówce mocy pracują w układzie wtórnika emiterowego. noi jeden tranzystor byłby w tym układzie a drugi??
trzebaby dać na drugi tranzystor opornik na emiter o wartości takiej jak rezystancja głośnika??
wtedy też należałoby na pierwszy na kolektor dać rezystor... jak to ma wyglądać??
w spoczynku oba tranzystory powinny być minimalnie otwarte?
czy potrzeba zasilania symetrycznego??
hehe po tym co napisałem wygląda to jakbym się rzucał na wiatr...
układ przeciwsobny na "niekomplementarnych" tranzy
-
ZbeeGin
Nie potrzebujesz napięcia symetryczengo. Można zasilić jednym napięciem tylko należy wysterować wzmacniacz stałym napięciem które da na wyjściu dokładnie połowę napięcia zasilania. Oczywiście na wyjściu należy dać kondenstaor 2200-4700uF minusem do wyjścia wmacniacza.
W stopniu wyjściowym mogą pracować dwa tranzystory npn - układ quasi-komplemetarny. Jednak tranzystory sterujące tranzystorami mocy muszą już być parowane npn/pnp.
http://www.ampslab.com/c200qc.htm
http://sound.westhost.com/project12.htm
http://sound.westhost.com/project12a.htm
http://www.elektroda.net/cir/index/Audi ... IFIERS.htm
http://www.tcaas.btinternet.co.uk/jlh1969.pdf
Linkować dalej?
W stopniu wyjściowym mogą pracować dwa tranzystory npn - układ quasi-komplemetarny. Jednak tranzystory sterujące tranzystorami mocy muszą już być parowane npn/pnp.
http://www.ampslab.com/c200qc.htm
http://sound.westhost.com/project12.htm
http://sound.westhost.com/project12a.htm
http://www.elektroda.net/cir/index/Audi ... IFIERS.htm
http://www.tcaas.btinternet.co.uk/jlh1969.pdf
Linkować dalej?
Wyglądać ma to między innymi jak na schemacie, który posyłam w załączniku.
Co do rezystorów przyłączonych to nie mają one mieć wartości równej impedancji głośnika ale mają one tam być gdyż stabilizują one termiczny punkt pracy tranzystorów stopnia końcowego w momencie gdy występuje zbyt duża różnica temperatur miedzy złączami tych elementów (ograniczają one moc strat w danych warunkach chłodzenia), w fabrycznych konstrukcjach ich wartość sięgała rzędu 0,33÷1Ω.
A jeżeli chodzi o zasilanie symetryczne, kolega powyżej już napisał, iż nie trzeba stosować tego typu rozwiązania i w pewnym sensie ma rację z tym tylko, że włączenie kondensatora separującego składową stałą (a jest ona zawsze obecna na wy wyjściu przy zasilaniu nie symetrycznym ok. Uzas/2 ) zabójczą dla głośnika powoduje pewien wzrost zniekształceń nieliniowych i obcięcie pasma przenoszenia od strony niskich częstotliwości (basów), ale stanowi dobre zabezpieczenie głośników przed awarią układu np. przebiciem jednego górnego tranzystora i podaniem w ten sposób napięcia zasilania na głośnik. Jeżeli nie zależy Tobie zbytnio aby wzmacniacz był audiofilski - stosuj.
Przy zasilaniu symetrycznym nie trzeba dawać kondensatora i układ generalnie łudząco przypomina wzmacniacz operacyjny zasilany symetrycznie z tą różnicą, że wykonany jest na elementach dyskretnych.
A jeżeli chodzi o stan spoczynku to tak, mają być lekko otwarte (prąd spoczynkowy) wtedy układ działa w tzw. Klasie AB i daje w miarę niezniekształcony sygnał przy optymalnych stratach mocy przy braku wysterowania wzmacniacza lub przy bardzo niskim wysterowaniu.
Na koniec mogę Ci polecić jedną ze starych pozycji książkowych poświęconą w całości wzmacniaczom elektroakustycznym, może gdzieś ją drapniesz w bibliotece.
„Układy amatorskich wzmacniaczy elektroakustycznych” – praca zbiorowa pod kier. Aleksandra Witorta – Wyd. NOT-SIGMA 1985r.
Co do rezystorów przyłączonych to nie mają one mieć wartości równej impedancji głośnika ale mają one tam być gdyż stabilizują one termiczny punkt pracy tranzystorów stopnia końcowego w momencie gdy występuje zbyt duża różnica temperatur miedzy złączami tych elementów (ograniczają one moc strat w danych warunkach chłodzenia), w fabrycznych konstrukcjach ich wartość sięgała rzędu 0,33÷1Ω.
A jeżeli chodzi o zasilanie symetryczne, kolega powyżej już napisał, iż nie trzeba stosować tego typu rozwiązania i w pewnym sensie ma rację z tym tylko, że włączenie kondensatora separującego składową stałą (a jest ona zawsze obecna na wy wyjściu przy zasilaniu nie symetrycznym ok. Uzas/2 ) zabójczą dla głośnika powoduje pewien wzrost zniekształceń nieliniowych i obcięcie pasma przenoszenia od strony niskich częstotliwości (basów), ale stanowi dobre zabezpieczenie głośników przed awarią układu np. przebiciem jednego górnego tranzystora i podaniem w ten sposób napięcia zasilania na głośnik. Jeżeli nie zależy Tobie zbytnio aby wzmacniacz był audiofilski - stosuj.
Przy zasilaniu symetrycznym nie trzeba dawać kondensatora i układ generalnie łudząco przypomina wzmacniacz operacyjny zasilany symetrycznie z tą różnicą, że wykonany jest na elementach dyskretnych.
A jeżeli chodzi o stan spoczynku to tak, mają być lekko otwarte (prąd spoczynkowy) wtedy układ działa w tzw. Klasie AB i daje w miarę niezniekształcony sygnał przy optymalnych stratach mocy przy braku wysterowania wzmacniacza lub przy bardzo niskim wysterowaniu.
Na koniec mogę Ci polecić jedną ze starych pozycji książkowych poświęconą w całości wzmacniaczom elektroakustycznym, może gdzieś ją drapniesz w bibliotece.
„Układy amatorskich wzmacniaczy elektroakustycznych” – praca zbiorowa pod kier. Aleksandra Witorta – Wyd. NOT-SIGMA 1985r.
Ostatnio zmieniony 26 sty 2007, 1:34 przez GAVRON, łącznie zmieniany 1 raz.
Chodzi Ci o te 3 diody np. na moim schemacie oznaczone jako D2, D3 i D4 ?
Otóż polaryzują one wstępnie tranzystory mocy (cały układ Darlingtona) dając prąd spoczynkowy (angielski BIAS POINT – odpowiednik naszego PUNKTU PRACY), ponadto posiadają ujemny współczynnik zmiany napięcia przewodzenia w funkcji temperatury, co przy odpowiednio bliskim usytuowaniu obok radiatora powoduje przy wzroście jego temperatury przytykanie tranzystorów końcowych i ograniczenie w ten sposób prądu kolektora, co w konsekwencji daje mniejszą moc strat.
Tego typu polaryzacja wcale nie musi być wykonywana na diodach, często (np. w OR TOSCA AWS303 - ZR „DIORA”) stosuje się tranzystor polaryzowany dzielnikiem napięcia z potencjometrem lub na stałych rezystorach. Ten z potencjometrem daję wówczas regulację prądu spoczynkowego podczas uruchamiania bądź serwisowania układu jest to przydatne ze względu na rozrzut parametrów elementów. Tranzystor bierze się w obudowie pozwalającej na przykręcenie go do radiatora i mamy kontakt termiczny.
Przykłady takich układów wysyłam w załączniku.
Dodano potem:
Załącznik zlikwidowałem ze względu na limit UPLOAD-u, co nie co na ten temat jest w EdW 1/2007 str. 22.
Otóż polaryzują one wstępnie tranzystory mocy (cały układ Darlingtona) dając prąd spoczynkowy (angielski BIAS POINT – odpowiednik naszego PUNKTU PRACY), ponadto posiadają ujemny współczynnik zmiany napięcia przewodzenia w funkcji temperatury, co przy odpowiednio bliskim usytuowaniu obok radiatora powoduje przy wzroście jego temperatury przytykanie tranzystorów końcowych i ograniczenie w ten sposób prądu kolektora, co w konsekwencji daje mniejszą moc strat.
Tego typu polaryzacja wcale nie musi być wykonywana na diodach, często (np. w OR TOSCA AWS303 - ZR „DIORA”) stosuje się tranzystor polaryzowany dzielnikiem napięcia z potencjometrem lub na stałych rezystorach. Ten z potencjometrem daję wówczas regulację prądu spoczynkowego podczas uruchamiania bądź serwisowania układu jest to przydatne ze względu na rozrzut parametrów elementów. Tranzystor bierze się w obudowie pozwalającej na przykręcenie go do radiatora i mamy kontakt termiczny.
Przykłady takich układów wysyłam w załączniku.
Dodano potem:
Załącznik zlikwidowałem ze względu na limit UPLOAD-u, co nie co na ten temat jest w EdW 1/2007 str. 22.