sta pisze:Gdyby nie było w instalacji przewodu PEN cały prąd roboczy płynąłby przez uziomu. W jego okolicy należałoby zwracać uwagę na zachowanie bezpiecznego poziomu napięcia krokowego, które niewątpliwie byłoby zauważalne. Biorąc pod uwagę różne warunki geologiczne w różnych miejscach i zależność "sprawności" uziomu zależnie od wilgotności prowokowanie ewentualnego zagrożenia jest niepotrzebnym ryzykiem
Teraz do mnie dotarło, że rozważasz istnienie fikcyjnej, bezużytecznej instalacji, właściwie niewykonalnej (nie sądzę, żeby było możliwe obniżenie rezystancji styku uziomu z ziemią o wartości mniejszej niż 1Ω). Apelowałbym jednak, żeby nie umieszczać takich informacji na tym forum. Ochrona przeciwporażeniowa jest zbyt odpowiedzialną dziedziną, żeby tego typu pomysły podsuwać na jakimkolwiek forum, a w szczególności na forum elektronicznym. Tutaj największą tragedią z błędnej interpretacji czyichś słów może być spalenie drogiego układu scalonego. Błędna interpretacja informacji dot. ochrony przeciwporażeniowej może mieć nieco gorsze skutki. A ktoś przeczyta o takim potworku, nie podejdzie do tego krytycznie i gdzieś coś takiego faktycznie zamontuje.
sta pisze:Cytowany fragment poprawiłem, mam nadzieję że zauważalnie
Poprawiłeś zauważalnie, ale wciąż do mnie nie przemawia. Nie tracę jednak nadziei na to, że przyjdzie kiedyś dzień, kiedy ludzie będą potrafili wyrazić swoje myśli w prosty sposób. Powiem Tobie co ja zrozumiałem z tego fragmentu:
Transformator zasilający instalację jest odizolowany od ziemi, tworząc układ sieci IT. Rozpatrując przewody robocze jednej fazy napięcie między nimi ma wartość skuteczną 230V i szczytową ok. 325V . Z tego co piszesz dalej, wynika, że jeżeli potencjał jednego z tych przewodów jest przykładowo o 100V wyższy od potencjału ziemi, to potencjał drugiego przewodu względem ziemi może wynieść 425V.
sta pisze:Uziemienie jednego z przewodów gwarantuje nam że żadne napięcie między tymi trzema elementami (2 przewodami i ziemią) nie przekroczy 400V, w przeciwnym wypadku mogłoby się zdarzyć że względem jednego z przewodów ziemia miałaby potencjał np. -100V, drugi przewód 400V co daje w sumie 500V. Stwarza to problem np. z izolacją
No dobra, potencjał jednego przewodu będzie o 100V wyższy od potencjału ziemi, ale napięcie między tymi przewodami wciąż będzie równe 400V i oba będą odizolowane od ziemi. Przecież normalnie używa się transformatorów separujących. Podłączysz do takowego jakiekolwiek urządzenie i nie obawiasz się przecież o różnice potencjałów któregoś z przewodów i ziemi.
Nie wiem, być może źle zrozumiałem ten fragment, ale przyznam szczerze, że jest on mocno nieskładny.
sta pisze:Zgadza się, dlatego w układzie sieci TN-C "zerowanie" nie stanowiło wielkiego zagrożenia w sprawnej instalacji. Tym nie mniej przez przewód N (jako roboczy) mogą płynąć znaczne prądy, transformator to może zły przykład ale w przypadku zwarcia, zanim zadziała bezpiecznik spadek napięcia na N może być znaczny
Pisałeś wcześniej, że:
sta pisze:Przewód N jak każdy inny nie jest nadprzewodnikiem i ma jakąś rezystancję. Zakładając że jakiś odbiornik w danej chwili będzie pobierał z sieci znaczny prąd (np. podłączany właśnie duży transformator), wtedy spadek napięcia na przewodzie śmiało może przekroczyć 24V a to już uznaje się za niebezpieczne. Dlatego właśnie Przewód N jest przewodem roboczym a PE ochronnym. Przez PE nie płynie więc praktycznie żaden prąd i ma on dokładny potencjał ziemi bo miejsce gdzie PEN rozdziela się na PE i N powinno być miejscowo uziemione.
Jeżeli uwzględniasz
sytuację awaryjną, to nie możesz jednocześnie pisać, ze na przewodzie PE nigdy nie wystąpi żadne napięcie. W przypadku zwarcia przewodu fazowego z obudową cały prąd popłynie właśnie przewodem PE, wywołując na nim spadek napięcia. Przy poprawnie działającej instalacji elektrycznej można pominąć spadek napięcia na przewodzie N, ponieważ jego rezystancja nawet w najbardziej dziadowskiej instalacji aluminiowej w bloku mieszkalnym stawianym za Gomułki Jest znacznie mniejsza od rezystancji teoretycznego odbiornika.