Objawy lutowania

Czyli wszystko co dotyczy wyposażenia elektronika: multimetry, oscyloskopy, generatory, zasilacze, lutownice itp. Również tutaj można zadawać pytania co, jak i czym można mierzyć. Porady dotyczące montażu układów, lutowania, wykonywania obwodów drukowanych itp.
Awatar użytkownika
Sagittarius
Użytkownik
Posty: 130
Rejestracja: 29 maja 2007, 9:29
Lokalizacja: Kujawsko-pomorskie
Kontakt:

Post autor: Sagittarius » 13 cze 2007, 14:15

Lutowanie trzeba prowadzić w dobrze wietrzonych miejscach. Pochłaniacz to dobra rzecz, ale nie każdego na niego stać. Dobrze jest wyrobić sobie również odruch, który polega na tym, że podczas wykonywania lutu, nie pochyla się nad grotem i wydycha się powietrze. Choroba, o której ktoś wcześniej wspomniał jest raczej chorobą zawodową, ale należy do prac podchodzić z dużą ostrożnością.

U mnie było tak. w szkole podstawowej, jako młody i początkujący lutowałem starą, ale dobrą lutownicą oporową. Dostałem stary telewizor na "na części". Dziś wiem, że takie części rzadko się do czegośprzydają, chyba, że jest się wielbicielem urządzeń retro. Wtedy to kopalnia złota, ale wróćmy do tematu. Luty twarde były i potrzeba było trochę kalafonii do każdego. Lutowałem w małym pomieszczeniu przez trzy dni po kilka godzin.

Efekt...

Dwa dni później złapała mnie "grypa" jakaś. Tak mi się wtedy wydawało. Objawy to złe samopoczucie, temperatura, ogólne osłabienie (nie mogłem stanąć na nogach), brak apetytu, wysoka potliwość (to akurat dobre, bo ułatwia wydalanie toksyn z organizmu). leżałem tydzień. Dzień po podniesieniu się z łóżka był szkolny wyjazd w góry. Wszystko wyglądało ok, ale... w połowie drogi na giewont osłabienie powróciło. Poty, osłabienie, pragnienie. Dosłownie czołgałem się za grupą. Opiekun nie pozwolił mi wejść na sam szczyt. Zatrzymał mnie przed nim i kazał czekać. Po zejściu z góry i wypiciu napoju wszystko się ustabilizowało. Po powrocie z wycieczki i testach kondycyjnych okazało się, że wszystko jest dobrze. Po pewnym czasie okazało się, że to nie była grypa, a efekt pracy z lutownicą, starymi lutami i kalafonią.

Dlatego ostrzegam, by lutować z rozsądkiem. Bezpieczeństwo i zdrowie jest najważniejsze.

Zdrowia życzę :-)

Awatar użytkownika
timo66
Moderator
Posty: 1807
Rejestracja: 20 maja 2006, 19:15
Lokalizacja: 66'15" M.a.R.s.
Kontakt:

Post autor: timo66 » 14 cze 2007, 19:55

Witam
Ja jak bylem na praktyce , to tam mi powiedzieli że opary kalafoni sa szkodliwe [trujące] wieć niebędziemy używać kalafoni [ilość kalafoni /topnika w cynie jest wystarczająca do lutowania], i można powiedzieć ze cały miesiąc lutowalem na sucho . I co się jeszcze dowiedziałem to "cyna" jest także trująca i powinno się umyć rece po zakończeniu lutowania . Osobiście znam kilka osób które przygryzają sobie cyne podczas lutowania [widocznie im to nieszkodzi , bo by tego nierobili ], a tak osobiście to po lutowaniu jak się nawdycham kalafoni to drapie troche w gardle i jest uczucie suchości [w gardle oczywiście] , ale to mi nieprzeszkadza :cool:

alaris
Użytkownik
Posty: 530
Rejestracja: 21 lut 2006, 14:56
Lokalizacja: Gorzow/Poznan

Post autor: alaris » 14 cze 2007, 20:19

timo66 pisze:[widocznie im to nieszkodzi , bo by tego nierobili ]
Swietny tekst :mrgreen: Czyli palenie papierosow tez nie szkodzi, bo ludzie tego by nie robili? :)
Sorry za off-topic, ale ten tekst jest po prostu zabawny :)

zyraf
Użytkownik
Posty: 145
Rejestracja: 23 sie 2005, 11:34
Lokalizacja: Nowy Dwor Mazowiecki
Kontakt:

Post autor: zyraf » 15 cze 2007, 5:08

Czesto mi sie zdarza uzywac zebow w celu odwiniecia 'troche' ze szpulki, jak brakuje w danej chwili wolnych rak. Niektore stare pcb sa zrobione jakas dziwna technika i przy lutowaniu tego naprawde mozna sie zle poczuc, ale wszystkie z ktorymi sie spotkalem najpierw ostrzegaja mocnym zapachem, zle efekty (jak bol glowy) przychodza pozniej.
Niewykluczone ze wprowadzenie lutowia bezolowiowego dla ludzi lutujacych w domu nie bedzie calkiem dobrym rozwiazaniem, zwykle SnPb stosowane jest od lat bez problemow, pomysl z bezolowiowym spowodowany jest raczej masowa produkcja, gdzie i tak raczej juz stosuje sie obieg zamkniety i filtrowanie, a ludzie nie maja duzo kontaktu z czymkolwiek co powstaje przy lutowaniu. Poczekamy, zobaczymy...
Narazie wiem ze naturalna kalafonia raczej nie jest zla, pachnie tez w miare dobrze

Awatar użytkownika
Alek
Użytkownik
Posty: 547
Rejestracja: 27 lip 2003, 12:37
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Alek » 15 cze 2007, 7:15

Głównym składnikiem kalafonii jest kwas abietynowy C19H29COOH. Nie podejmuję się zgadywać jakie są produkty jego utlenienia, jednak raczej nie powinny zawierać pierścieni aromatycznych. Podejrzewam więc przede wszystkim działanie drażniące a nie rakotówrcze oparów kalafonii-produktów utlenienia względnie parującego kwasu abietynowego.
Tak czy inaczej z całą pewnością należy dobrze wietrzyć.

Odnośnie ołowiu. Prężność pary nasyconej ołowiu w temperaturze 227 stopni wynosi 10^-12 Tr; Przy 337 stopniach jest to 5*10^-9 Tr. Wciąż są to bardzo małe prężności. Dla porównania prężność pary nasyconej rtęci w 20 stopniach wynosi 10^-3 Tr, a więc 500000 razy więcej niż prężnosć pary ołowiu przy 337 stopniach i 1000000000 razy więcej niż prężność ołowiu przy 227 stopniach.
Zważywszy, że mamy do czynienia ze stopem cyna-ołów prężności te będą jeszcze niższe.

Spodziewam się zatem, że ewentualne zatrucia mogłyby być powodowane tym nieszczęsnym odgryzaniem cyny i jedzeniem brudnymi po lutowaniu rękoma.

Ze strony srebra też nie widzę zagrożenia, chyba, że ktoś by połykał jego związki.

zyraf
Użytkownik
Posty: 145
Rejestracja: 23 sie 2005, 11:34
Lokalizacja: Nowy Dwor Mazowiecki
Kontakt:

Post autor: zyraf » 15 cze 2007, 10:20

Jesli chodzi o "zle" produkty przy lutowaniu lutowiem bezolowiowym mialem na mysli cokolwiek co beda zawierac topniki. Jak ta sprawa wyglada?

Awatar użytkownika
Kulpina
Użytkownik
Posty: 2037
Rejestracja: 28 lip 2005, 16:57
Lokalizacja: Sanok
Kontakt:

Post autor: Kulpina » 15 cze 2007, 13:59

C19H29COOH Nie specjalnie znam sie na chemi ale z etgo nie wyjdzie przypadkiem CO (C19H29 CO OH) ale to by było chyba zbyt groźne...

Awatar użytkownika
timo66
Moderator
Posty: 1807
Rejestracja: 20 maja 2006, 19:15
Lokalizacja: 66'15" M.a.R.s.
Kontakt:

Post autor: timo66 » 15 cze 2007, 20:10

alaris pisze:
timo66 pisze:[widocznie im to nieszkodzi , bo by tego nierobili ]
Swietny tekst :mrgreen: Czyli palenie papierosow tez nie szkodzi, bo ludzie tego by nie robili? :)
Sorry za off-topic, ale ten tekst jest po prostu zabawny :)

troche zle to napisałem chodziło mi oto że im to smakuje , bo przygryzaja jak trawe , czy wykalaczke :cool:

Awatar użytkownika
Gall Anonim
-
Posty: 33
Rejestracja: 18 lis 2006, 15:48
Lokalizacja: z nad Jarugi
Kontakt:

Post autor: Gall Anonim » 15 cze 2007, 23:29

Alek pisze:Głównym składnikiem kalafonii jest kwas abietynowy C19H29COOH.
Kwas abietynowy C19H29COOH, z tego co pamiętam, to kwas karboksyowy, a one ulegają półspalaniu, (C19H29COOH+O2->CO+H2O), z którego powstaje niebezpieczny tlenek węgla. Nie wdaje się w szczegóły, ale ta dziwna grypa kolegi Sagittariusa, wydaje się być wynikiem właśnie tego związku. Dodam tylko, że reakcja ta zachodzi przy częściowym dostępie powietrza, więc wniosek jest jeden: lutowanie trzeba prowadzić w pomieszczeniu, gdzie zachodzi ciągła cyrkulacja powietrza.

Awatar użytkownika
Kulpina
Użytkownik
Posty: 2037
Rejestracja: 28 lip 2005, 16:57
Lokalizacja: Sanok
Kontakt:

Post autor: Kulpina » 16 cze 2007, 9:31

Co!? Przecież tlenek węgla może chyba zabić. A pozatym on już chyba nie jest usuwany z organizmu. Dodatkowo tlenek węgla jest bezzapachowy.

Awatar użytkownika
Alek
Użytkownik
Posty: 547
Rejestracja: 27 lip 2003, 12:37
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Alek » 16 cze 2007, 9:58

Tlenek węgla, podobnie jak np. cyjanek potasu nie jest trucizną addytywną. Po pewnym czasie jest on usuwany.
Z kolei ołów jest jak najbardziej trucizną addytywną, gdyż gromadzi się m.in. w kościach skąd nie jest praktycznie usuwany.

W warunkach lutowania spodziewałbym się powstawania małych ilości tlenku węgla.
A może ktoś zrobi na temat związków powstajacych podczas lutowania :lol: :?:

Awatar użytkownika
Kulpina
Użytkownik
Posty: 2037
Rejestracja: 28 lip 2005, 16:57
Lokalizacja: Sanok
Kontakt:

Post autor: Kulpina » 16 cze 2007, 10:13

A są podane jakieś średnie ilości CO które są w stanie zabić i jak szybko taki CO jest usuwany? Możnaby wyliczyć jakie ilości cyny są względnie bezpieczne...

zyraf
Użytkownik
Posty: 145
Rejestracja: 23 sie 2005, 11:34
Lokalizacja: Nowy Dwor Mazowiecki
Kontakt:

Post autor: zyraf » 16 cze 2007, 10:43

Warto chyba zauwazyc ze chyba tylko niewielka czesc kalafoni przy normalnym lutowaniu ulega utlenieniu, sporo jej znajduje sie przy lutach (i jest normalnego koloru).
Spala sie dosyc dziwnie, probowalem kiedys w malych ilosciach, napewno nie jest to spalanie calkowite. Powstaje lekki 'syf'/sadza ktora troche lata w powietrzu i brudzi cokolwiek co napotka...

Awatar użytkownika
Sagittarius
Użytkownik
Posty: 130
Rejestracja: 29 maja 2007, 9:29
Lokalizacja: Kujawsko-pomorskie
Kontakt:

Post autor: Sagittarius » 18 cze 2007, 12:47

Gdy opisywałem moje reakcje po lutowaniu, chciałem przedstawić tylko to, co może się przytrafić. Nie ma powodów, by szukać minimalnych dopuszczalnych ilości takich lub innych związków. Nie można mówić, że jakiś stop cyny lub któryś topnik jest pod tym znaczeniem lepszy od innego, nawet jeśli tak jest. Zasad BHP należy przestrzegać zawsze. Ważne jest to, że podczas prac lutowniczych lepiej zachowywać środki bezpieczeństwa w postaci wietrzenia pomieszczeń, pochłaniaczy, itd. Zawsze... Skutki zaniedbania są mało przyjemne. Do dziś je pamiętam :-\


A co do ilości tlenku węgla podczas lutowania, to ilości samego tlenku są mniej wazne. Podczas prac w małym pomieszczeniu, które jest źle wietrzone opary i dym wypełniają pomieszczenie wypierając tlen. Stężenie alarmowe tlenu w detektorach osobistych ustawiane według norm wynosi 19% tlenu, a stracić przytomność można, gdy stężenie to spadnie poniżej 18%. W warunkach normalnych zawartość tlenu w powietrzy wynosi od około 20 do 21% (zmierzone detektorami gazów). Podobnie jest jeśli chodzi o gazy, które nie są toksyczne. Jesli taki gaz wypełnia pomieszczenie, to wypiera tlen... To jest najgroźniejszy efekt.

Pozdrawiam

Awatar użytkownika
Kulpina
Użytkownik
Posty: 2037
Rejestracja: 28 lip 2005, 16:57
Lokalizacja: Sanok
Kontakt:

Post autor: Kulpina » 18 cze 2007, 14:02

CO jest groźny ponieważ łączy się z czerwonymi krwinkami na stałe i nie pozwala im przyjmowac tlenu. Nie mogą przez to rozprowadzać tlenu i następuje śmierć chyba że takiej osobie zostanie udzielona pomoc. Nie wiem jaka to pomoc, ale CO jest niebezpieczny zawsze.

ODPOWIEDZ