Post
autor: KrzysiekK » 24 cze 2007, 9:07
Kiedyś (lata 80) można było kupić latarki produkcji rosyjskiej ładowane z sieci, zawierające pakiet kilku akumulatorków, nie pamietam jednak jakich. Po jakimś czasie oczywiście spadała ich pojemność i jednym ze sposobów ich regeneracji było delikatne ugniatanie ich obudowy (pojedynczych ogniw 1.2V) co na jakiś niezbyt długi czas powodowało poprawienie ich parametrów - pojemności. Oczywiście zdarzało się iż niektóre z nich nie wytrzymywały tego i ulegały rozszczelnieniu i lądowały w koszu. Prawdopodobnie ugniatanie ich obudowy powodowało iż masa chemiczna znajdująca we wnętrzu ogniw ulegała ubiciu i chwilowo zwiększało to pojemność takiego ugniecionego ogniwa. Teraz współcześnie kierując się tą metodą testowałem ją na bateriach jednorazowego użytku, głównie R20 do latarek. Kiedy ich pojemność spadła do tego stopnia iż żarówka latarki się zaledwie jarzyła, to baterie R20 z latarki po ich obwodzie dość mocno się obstukiwało drewnianym trzonkiem od młotka i to na jakiś czas pomagało, żarówka świeciła wtedy dość jasno. Kiedy obstukiwanie drewnianym trzonkiem młotka nie pomagało to tymi bateriami rzucało się dość mocno o betonowy korytarz co czasami przynosiło porządne efekty, choć czasem efekt był zupełnie odwrotny. Być może złamaniu uległ grafitowy pręt we wnętrzu takiego ogniwa. Nigdy też w ten sposób nie udało się mi doprowadzić do rozszczelnienia takiego ogniwa. Mechanizm poprawy parametrów ogniwa był prawdopodobnie taki sam, ubicie masy chemicznej we wnętrzu ogniwa pod wpływem uderzenia powodował chwilowy wzrost jego pojemności. Mamy co prawda XXI wiek, ale takie staroświeckie metody stosowało się kiedy pracodawca oszczędzał na zakupie baterii (tzn. kupował jeden zestaw baterii np. na pół roku), a ze swoich nikt nie chciał inwestować. Ostatecznie do jakiegoś czasu sytuacja uległa poprawie i pracodawca przejrzał na oczy i zainwestował w latarki z akumulatorami.