Dylemat z uczelnią :/

Tutaj jest możliwa wymiana informacji na temat wszystkich szkół, w których prowadzone sa zajęcia z elektroniki, nawet jesli byłyby to tylko zajęcia dodatkowe. Można również dzielić się swoimi wrażeniami z nauki w takich szkołach, może to ułatwić innym podjęcie decyzji o wyborze szkoły.
Awatar użytkownika
brzozi
Użytkownik
Posty: 297
Rejestracja: 02 sie 2005, 22:11
Lokalizacja: Trzebinia
Kontakt:

Post autor: brzozi » 12 lip 2008, 20:55

Ja odnoszę wrażenie, że uczelnie, przynajmniej te lepsze starają się trzymać poziom a tymczasem poziom w szkołach średnich i gimnazjach zleciał na łeb i to prowadzi właśnie do nieszczęścia. Odsiew zawsze był duży ja słyszałem, że inżynier nie może się mylić i wynik musiał być z dokładnością do 2 miejsc po przecinku inaczej nie zaliczali zadania. Z drugiej strony widzę też, że na niektórych uczelniach dają zadania naprawdę proste i wynik jest ten sam, a mam dość duży przegląd uczelni. Generalnie jest dziwnie, aczkolwiek będę się upierał, że jak ktoś naprawdę będzie miał czas i chęci to przejdzie bez problemów, chyba że faktycznie metody oceniania podłoga razy sufit będą funkcjonowały ale to już też schodzi na margines, bo uczelnie tracą grunt pod nogami z racji niewielkiej ilości studentów.

Awatar użytkownika
Akropol
-
Posty: 14
Rejestracja: 31 sie 2008, 11:06
Lokalizacja: wrocław

Post autor: Akropol » 05 wrz 2008, 17:52

Wiem o czym mowisz ... Ja trafilem na maniaka z analizy, ktory zrobil nam egzamin z samych calek ._. (analiza 1), przy czym z 15 wykladow o calkach byly 4 ostatnie... no coz nie bylem jedynym ktory uwalil, ale gdyby nie to, to bylbym na 2 roku teraz, a nie znowu na 1 ._. ech... pierwsze koty za ploty.

Awatar użytkownika
ghazi
-
Posty: 85
Rejestracja: 01 lut 2008, 0:51
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: ghazi » 05 wrz 2008, 19:04

brzozi,, określenie "poziom (nauczenia)" jest bardzo względne. Podam prosty przykład:

Studiuję na wydz. Elektroniki PWr z myślą o specjalności inżynieria dźwięku. Elektroniką zacząłem się interesować dość późno, bo dopiero w 2-3 klasie LO. Liceum nie dało mi możliwości pogłębiania tych zainteresowań i uczyłem się sam. Na studiach byłem bardzo rozczarowany, bo zawalili mnie matematyką i programowaniem. Szybko okazało się jednak, że aparat matematyczny jest w elektronice niezbędny i się przydaje. Nigdy nie zaliczałem czegoś "na odwal", ale nie miałem też ambicji na średnią 5.0. Tym sposobem zawsze mam trochę wolnego czasu, który poświęcam po części na swoje hobby - elektronikę. Tym sposobem całość się zazębia :) Uważam to za podejście dobre. Po co gnębić studenta/ucznia bardzo trudnymi zadaniami z tzw. * (gwiazdką), skoro chętni sami powinni się tym zająć, a reszta, w tym ja, zajmie się w tym czasie czymś innym. Oczywiście znajdą się też tacy, którzy czas wolny poświęcą na obijanie się, no ale nie można winić za to uczelni - szkoły dla dorosłych.

A teraz wracając do gimnazjum/liceum. W czasach gimnazjalnych kopałem piłkę, jeździłem na rowerze, gdy tylko robiło się ciapło gnałem po lekcjach na basen. Nie wyobrażam sobie, żeby czas dzieciństwa spędzać na ślęczeniu nad książkami. IMO w gimnazjum uczeń winień otrzymać PODSTAWY, szczególnie poprawnego wyslawiania się, podstawowych lektur (ale, o zgrozo, ale nie Dziadów! w tym wieku się tego nie rozumie), poprawnego pisania. Na fizyce powinno się rozmawiać o "napięciu w gniazdku", czyli czymś namacalnym, a nie klepać wzory na indukcję pola, których niktórzy nie rozumieją nawet w wieku maturalnym.

Z kolei szkołę śrenią trudno tu gdzieś "ulokować". Pamiętacie rozwinięcie skrótu MPO? Młodzież Po Ogólniaku - ogólniaku który w sumie niczego konkretnego nie nauczył... Z historii niewiele pamiętam, co zakułem na sprawdzian to zapomniałem. Lubie rozmiawiać o polityce i bierzących wydarzeniach (np. wojna w Gruzji), ale znowu - zajęcia z historii nie przewidują omawiania bierzących problemów, tylko "od średniowiecza do historii nowożytnej w 45minut tygodniowo". Lekcji polskiego nienawidziłem bo tłukliśmy takie "przeboje" jak Bogurodzica. Z fizyki wyniosłem sporo, ale suma sumarum na elektronice niebardzo przydaje się mechanika etc. Po prostu mając na I sem. fizyke korzystałem z zeszytu z LO dopisujący tylko wyprowadzania wzorów zaczynające się od "całka". Można w liceum "trzymać poziom", ale czy komuś się to później przyda? Języki obce - owszem. Matematyka - zależy komu. Co innego technikum....

EDIT: Wyczytałem w swoim poście dużą stronniczość w stronę przedmiotów ścisłych. Ale trudno mi się wypowiadać tutaj z punktu widzenia humanisty....
Ostatnio zmieniony 05 wrz 2008, 19:09 przez ghazi, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
ghazi
-
Posty: 85
Rejestracja: 01 lut 2008, 0:51
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: ghazi » 05 wrz 2008, 19:14

EDIT
Powżej był post Luminofora, nie wiem co się z nim stało? Ten post, to odpowiedź na jego pytanie!


Zawsze uważałem technikum za szkołę "gorszej kategorii". Ale tylko do czasu studiów, kiedy okazało się, że 50% kolegów skończyło właśnie technika. Nie są to bluzgający nieokrzesani dresiarze, ale ludzie, którzy posiadają sporą wiedzę techniczną. Zaskoczył mnie kumpel, który tłumaczył mi matmę, z którą po dobrym liceum w klasie mat-fiz miałem czasem problemy. Dzisiaj zaskoczył mnie kolega, który zaproponował rozwiązanie problemów ze wzmacniaczem - mimo, ze nie interesuję się tym aż tak jak ja - po prostu omawiali takie rzeczy w szkole. Konkluzja jest taka, że technikum to szkoła konkretna, liceum - bardzo ogólna. Kto pójdzie do technikum przypadkiem - przepadł. Do liceum nadają się wszyscy - ale ta szkoła próbując przygotować do "wszystkiego" (mimo teoretycznie profilowanych klas) nie zrobi tego aż tak dobrze, jak szkoła o konkretnym profilu.

Ale mając teraz możliwość cofnięcia się o 5 lat nadal wybrałbym swoje LO. Eh, te dziewczyny z klas przyrodniczych i językowych ;) A tak serio serio - to po liceum i dobrze zdanej maturze mam duży wybór. Mogłem iść na Akademię Ekonomiczną, na Politechnikę, na Uniwersytet Przyrodniczy, nawet na Uniwerek, na kierunki, na których zamiennie z biologią/chemią/historią biorą pod uwagę mature z matematyki/fizyki.

Awatar użytkownika
Luminofor
Użytkownik
Posty: 1375
Rejestracja: 27 lis 2007, 17:17
Lokalizacja: Polska

Post autor: Luminofor » 05 wrz 2008, 19:19

ghazi pisze:Zawsze uważałem technikum za szkołę "gorszej kategorii"
Takie jest ogólne przekonanie, stereotyp.
ghazi pisze:Nie są to bluzgający nieokrzesani dresiarze
Kolejny stereotyp.
ghazi pisze:ale ludzie, którzy posiadają sporą wiedzę techniczną
Sam fakt skończenia technikum o tym nie świadczy, wierz mi, wiem o czym mówię. :D
ghazi pisze:Kto pójdzie do technikum przypadkiem - przepadł.
Może nie przepadł, ale będzie mu tam źle, nieswojo i będzie szedł po najmniejszej linii oporu.
ghazi pisze:Do liceum nadają się wszyscy
Nieprawda. Niektórzy są za głupi na liceum i ida do zawodówek, a niektórzy za mądrzy na liceum i idą do technikum.
ghazi pisze:- ale ta szkoła próbując przygotować do "wszystkiego" (mimo teoretycznie profilowanych klas) nie zrobi tego aż tak dobrze, jak szkoła o konkretnym profilu.
Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego.
ghazi pisze:Ale mając teraz możliwość cofnięcia się o 5 lat nadal wybrałbym swoje LO. Eh, te dziewczyny z klas przyrodniczych i językowych
W technikum też są dziewczyny, co prawda w proporcji 1:20, ale są. :D
ghazi pisze:A tak serio serio - to po liceum i dobrze zdanej maturze mam duży wybór. Mogłem iść na Akademię Ekonomiczną, na Politechnikę, na Uniwersytet Przyrodniczy, nawet na Uniwerek, na kierunki, na których zamiennie z biologią/chemią/historią biorą pod uwagę mature z matematyki/fizyki.
Ja po technikum tez mogłem iść wszędzie - wszystko opiera się na tym, co zdajemy na maturze.

[ Dodano: 2008-09-05, 20:25 ]
EDIT
Powżej był post Luminofora, nie wiem co się z nim stało? Ten post, to odpowiedź na jego pytanie!
Ehhh szkoda słów, krótko mówiąc jeden moderator się bezczelnie wcina w dyskusje usuwając i edytując moje posty, ale nvm, niech ma tą nikłą satysfakcję.
Ostatnio zmieniony 05 wrz 2008, 19:23 przez Luminofor, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ