Zagięte końcówki elementów w płytkach drukowanych

Tutaj mozesz poruszać tematy ogólne powiązane z elektroniką, np. dyskusje na temat podzespołów, układów, zasad ich działania. Czyli można pisać o wszystkim czego nie da się przyporządkować do innych działów.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
M@ciej
Użytkownik
Posty: 736
Rejestracja: 13 sie 2005, 21:38
Lokalizacja: Szczecin

Zagięte końcówki elementów w płytkach drukowanych

Post autor: M@ciej » 04 wrz 2008, 10:34

Witam wszystkich :)

Pytanie do dyskusji: Dlaczego producenci sprzętu elektronicznego zaginają końcówki elementów od strony druku. Znacznie utrudnia to demontaż i serwis takich urządzeń a ścieżki na płytce odpadają przy próbie wymiany uszkodzonego elementu.

kuba989898
-
Posty: 9
Rejestracja: 18 kwie 2006, 12:20
Lokalizacja: B-no

Post autor: kuba989898 » 04 wrz 2008, 10:56

Nóżki elementów są zaginane po to żeby nie wypadały przy lutowaniu (prościej odwrócić płytkę). Poza tym lutując amatorsko układy też zagina się wyprowadzenia żeby elementy nie wypadały.
Z jednej strony przydatne przy montażu, a z drugiej nie praktyczne przy naprawach, no chyba że naprawa polega na wymianie całej płytki.

MiW
Użytkownik
Posty: 226
Rejestracja: 28 sty 2007, 11:32
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Post autor: MiW » 04 wrz 2008, 21:12

Lutowanie na fali nie wymaga zaginania wyprowadzeń, bo płytka jest lutowana dołem do dołu.
Ja mam lutownicę Elwik z pancernym grotem, któremu niestraszne odginanie nóżek na gorąco. Śrubokręt na zimno też jest skuteczny. Używam mnóstwo części z wylutu i odginanie nie jest dla mnie żadnym utrudnieniem.

Awatar użytkownika
Kulpina
Użytkownik
Posty: 2037
Rejestracja: 28 lip 2005, 16:57
Lokalizacja: Sanok
Kontakt:

Post autor: Kulpina » 04 wrz 2008, 21:42

Jeśli chodzi ci tylko o serwis i nie chcesz wykorzystać później wylutowywanej częsci, możesz po prostu uciąć nóżki od strony elementów, a potem odsysach powinien już sobie poradzić z odessaniem zarówno cyny jak i kawałka nóżki. :mrgreen:

Awatar użytkownika
M@ciej
Użytkownik
Posty: 736
Rejestracja: 13 sie 2005, 21:38
Lokalizacja: Szczecin

Post autor: M@ciej » 05 wrz 2008, 0:22

W tym sęk,że ja właśnie odzyskiwałem części z starych płytek i nóżki były pozaginane.W opornikach czy diodach mogłem złapać każdą nóżkę szczypcami chirurgicznymi,podgrzać od spodu pole lutownicze i wyciągnąc na siłę, ale każdą nóżkę oddzielnie. Wylutowując jednak delikatniejsze kondensatory musiałem już odginać nóżki śrubokrętem po uprzednim odessaniu cyny. W potencjometrach niektóre nóżki przy próbie odgięcia ułamywały się i trzeba będzie je regenerować pilnikiem.Dobrze,że nie wykorzystam już tej płytki, bo ścieżki odpadały aż miło :)

Awatar użytkownika
AWS 303
Użytkownik
Posty: 248
Rejestracja: 16 maja 2008, 20:45
Lokalizacja: Cieszyn

Post autor: AWS 303 » 05 wrz 2008, 5:52

M@ciej pisze:W tym sęk,że ja właśnie odzyskiwałem części z starych płytek...
Starych płytek? O ile dobrze myśle, w starszym sprzęcie nie były zaginane nóżki, przynajmniej w moim.

Awatar użytkownika
M@ciej
Użytkownik
Posty: 736
Rejestracja: 13 sie 2005, 21:38
Lokalizacja: Szczecin

Post autor: M@ciej » 05 wrz 2008, 9:15

W niektórych są zagięte, w niektórych nie.

Jak rozbierałem radiowzmacniacz "Zodiak", tam moduł radia jest na płytce z tworzywa nieprzezroczystego (takie brązowe) i ma niezagięte nóżki,ale ten zostawiłem i chcę w przyszłości uruchomić (potrzebne 15V i 35V), natomiast reszta, tj. końcówka mocy i zasilacz były na płytce z tworzywa przezroczystego (takie zielone) i miały zagięte nóżki, to samo magnetofon kasetowy firmy Diora o zatartych oznaczeniach był cały na płytce przezroczystej i miał pozaginane wyprowadzenia elementów. Oba przedstawione sprzęty pochodziły z lat 80-tych poprzedniego stulecia.

Mam uprzejmego sąsiada, który dostarcza mi zdekompletowane urządzenia (zawsze bez transformatora i z uciętym kablem sieciowym) do rozbiórki. Oprócz całego mnóstwa rezystorów i kondensatorów jest tam sporo tranzystorów BD135-140, które w przyszłości może wykorzystam do budowy wzmacniacza albo zasilacza, łącząc np. po 10 równolegle :P

Słowo "przezroczysty" nie jest tutaj ścisłe, chodzi o płytki wykonane z tworzywa prasowanego (te brązowe) i epoksydowo-szklanego (te zielone).

Marian B
Użytkownik
Posty: 130
Rejestracja: 03 lip 2008, 23:04
Lokalizacja: Szczecinek

Post autor: Marian B » 08 wrz 2008, 19:40

MiW napisał, że lutowanie na fali nie wymaga zagięcia nóżek. Moim zdaniem jest wręcz odwrotnie. To właśnie lutowanie na fali (cyny) zmusza do zaginania nóżek, gdyż elementy, jako dużo lżejsze od cyny, popłynęłyby sobie tam gdzie by się im chciało. Wszystko zależy od precyzji wykonanych otworków. Jeżeli są dość ciasne, niektóre cięższe elementy nie są zaginane. Np. w wielonóżkowych układach scalonych zawsze są zagięte conajmniej dwie nóżki.

Awatar użytkownika
M@ciej
Użytkownik
Posty: 736
Rejestracja: 13 sie 2005, 21:38
Lokalizacja: Szczecin

Post autor: M@ciej » 08 wrz 2008, 19:51

Ale u Diory robili chyba ręcznie,bo cyny też nie szczędzili, odzyskałem całą sztabę lutowia i nie poszło na śmietnik. Cynę tą wykorzystam do bielenia kabli lub wzmacniania ścieżek.

spark
Użytkownik
Posty: 412
Rejestracja: 25 lis 2004, 15:50
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: spark » 08 wrz 2008, 20:11

Jako że było mi dane doświadczyć praktycznie seryjnego montażu płytki drukowanej w fabryce to do podstawowego pytania - dlaczego? Jest wiele powodów:

Otóż elementy takie jak małe rezystory, zworki, kondensatory, cewki nie nakłada człowiek a maszyna robiąc to automatycznie. żeby wam zobrazować jak to robi powiem wam, że wygląda to mniej więcej jak kowal niegdyś tworzył swoje wyroby, maszyna dosyć energicznym ruchem nakłada element na płytkę z łańcucha (bardzo głośno do tego, zupełnie jak młotem o kowadło :roll: ) z dość dużą siłą, tak dużą, że gdyby nie zaginano nóżek elementów za każdym razem po uderzeniu głowicy nakładającej element w maszynie, pozostałe elementy już włożone w PCB wyskakiwałyby z niej tańcząc na jej powierzchni lub spadając w rytm pracy gdzieś poza okolice maszyny.

Samą procedurę wyginania w ten sposób końcówek wraz z ucinaniem nazywa się fachowo klinczowaniem od ang. "clinch".

Z tą falą też nie do końca prawda... rzeczywiście sam efekt klinczowania powoduje że elementy trzymają się płytki w takiej formie "wtulenia" się w nią co daje nam praktycznie nieruchomy element na swoim miejscu bez lutowania. Sama fala jedynie uwieńcza proces montażu, jednak zdarzało mi się, że gdy element był źle sklinczowany i był po prostu za luźny to fala powodowała magiczne wyciągnięcie elementu z padów i albo wyrzucenie go poza PCB albo, co również się zdarzało, element mógł zlutował się z drugiej strony. Z tego wniosek, że klinczowanie nie jest robione pod samą falę ale bardzo pomaga w procesie lutowania.

Poza tym płytka zanim trafi na falę przechodzi przez parę stanowisk, gdzie np. jest fastonowana, maskowana... no różne różności, wyobrażacie sobie taką wędrówkę PCB po hali produkcyjnej gdzie produkuje się ich tysiące dziennie, pakowane są do skrzynek po 100 sztuk i mają luźne elementy? Nie byłoby to zbyt imponujące, pewnie w pół drogi do fali zgubiłaby połowę komponentów...
Zresztą operatorzy nie cackają się z kolejnymi płytkami drukowanymi i krótko mówiąc delikatni nie są... a muszą w dość krótkim czasie sprawdzić poprawność montażu i często obracają płytkę w łapkach, klinczowanie utrzymuje elementy na miejscu powodując, swobodne przyglądnięcie się PCB która właśnie co przed chwilą wyszła z maszyny.

Co do otworków - faktycznie różnie to bywa, ale standardowo dla montażu THT był to 1mm. stanowczo za dużo dla małych elementów... za tym też przemawia klinczowanie...

Podsumowując - wiele zalet w procesie produkcyjnym, swoboda kontroli i diagnostyki. I do tego to właściwie służy...

pzdr.

ODPOWIEDZ