Witam,
Rozważam temat zasilacza 220/12, mającego napędzać silnik od wkrętarki aku, i wpadłem na następującą koncepcję: kondensator dużej pojemności jest ładowany przez element kluczujący wyprostowanym napiędciem 220V, sterowanie podobne jak w przypadku termostatu - utrzymywanie napięcia w zadanym progu.Element ograniczający prąd łądowania - dławik, oczywiście pomocniczy zasilacz na małym trafie do sterowania.
Problem jaki dostrzegam: w chwili załączenia wyprostowanego napięcia sieci przez klucz pojawi się ono nie tylko na kondensatorze, ale również na odbiorniku.
Chcę sobie z tym poradzić stosując drugi klucz i kondensator - kiedy pierwszy kondensator ładuje się wysokim napięciem, drugi jest odłączony i to z niego jest pobierana energia, z kolei kiedy pierwszy się naładuje jest on odpinany od wyprostowanego napięcia sieci i łączony z drugim kondensatorem.
Pytanie: dlaczego taki układ jest zły? Zakładam, że jakby był dobry, to byłby używany ciut więcej. Chciałbym zrobić coś takiego, ale zanim wezmę się za sprawdzanie tej koncepcji wolę dać okazję do przywalenia mi krytyką, bo potem może nie być kiedy...
Zasilacz - na kondensatorze, ale impulsowy...
Układ taki nazywa się przetwornicą Step Down http://www.opcode.eu.org/more_advanced/ ... zystorowe/.
Układ ma dwie zasadnicze wady:
1 - nie separuje od sieci 230V
2 - układ musi być stale obciążony.
Układ ma dwie zasadnicze wady:
1 - nie separuje od sieci 230V
2 - układ musi być stale obciążony.
Hehe, czyli moje czytanie ze zrozumieniem się kłania
Serdecznie dziękuję za link, powtórka z wykłądu z elektroniki ze studiów (fizyka techniczna), nie za tłusto, nie za chudo, wszystko jasno i w jednym miejscu. Raczej uczyli nas tam układów do Geigerów, więc wysokie napięcia, z niskich to było LabView i zasilacze stabilizowane na USB...
Separacja galwaniczna nie jest problemem - we wkrętarce obudowa i wszystkie zębatki są plastikowe, więc pełne bezpieczeństwo
Trochę tylko zasmuca mnie fakt ciągłego obciążenia - czy wystarczy dać odpowiedni rezystor równolegle do silnika, na którym wydzieli się z pół wata mocy kiedy silnik jest wyłączony?
Ewentualnie czy nie można badać napięcia wyjściowego i wyłaczyć przetwornicy kiedy osiągnie zadane więcej pół wolta?
Separacja galwaniczna nie jest problemem - we wkrętarce obudowa i wszystkie zębatki są plastikowe, więc pełne bezpieczeństwo
Ewentualnie czy nie można badać napięcia wyjściowego i wyłaczyć przetwornicy kiedy osiągnie zadane więcej pół wolta?
Nie jestem pewien, czy wszystkie zębatki we wkrętarce są plastikowe. Pewnie zależy to od producenta. W wiertarkach zawsze jedna zębatka musi być zrobiona z dielektryka, aby wiertarka zaliczała się do urządzeń drugiej klasy ochronności. Wkrętarki zasilane niskim napięciem z akumulatora są projektowane według innych zasad. Często przez szczeliny wentylacyjne można widać obudowę silnika i przewody. Ponieważ w silniku jest magnes stały przez taką szczelinę może zostać wciągnięty stalowy wiór lub obcięta nóżka rezystora, która będzie wystawać na zewnątrz. Jeśli zasilacz nie dawał by separacji galwanicznej, może wtedy dojść do przypadkowego porażenia.
Można wykorzystać jakieś gotowe rozwiązanie, np. ja do jednej wkrętarki mam przewinięty (na 7V) elektroniczny "transformator" do halogenów. Wkrętarkę 12V zasilałem z prostownika do akumulatorów samochodowych. Na myśl przychodzi jeszcze wykorzystanie zasilacza do komputera, tylko trzeba by go nieco przerobić. Można oczywiście wykorzystać elementy ze starego zasilacza ATX (transformator i półprzewodniki) do zbudowania własnej przetwornicy.
Można wykorzystać jakieś gotowe rozwiązanie, np. ja do jednej wkrętarki mam przewinięty (na 7V) elektroniczny "transformator" do halogenów. Wkrętarkę 12V zasilałem z prostownika do akumulatorów samochodowych. Na myśl przychodzi jeszcze wykorzystanie zasilacza do komputera, tylko trzeba by go nieco przerobić. Można oczywiście wykorzystać elementy ze starego zasilacza ATX (transformator i półprzewodniki) do zbudowania własnej przetwornicy.
Myślę, że zasilacz od halogenów nie jest złym pomysłem - posiadam takowy (220/12, 50W - prostownik, dwa tranzystory, rezystory, kondensatory, trafo - więc pewnie multiwibrator zasilający transformator hf), więc postaram się na tym wzorować (tj schemat podobny, tylko trafo policzone i nawinięte, na wyjściu Graetz z diod Shottkyego).
W taniej Toyi wszystkie zębatki to plastiki
a co do otworów wentylacyjnych, analogicznie w wiertarkach 220V - tam przecież jest dokładnie taka sama sytuacja, i nikt nie straszy możliwością porażenia. Zakładam też, że nie jestem pięcioletnim dzieciaczkiem, który pcha metalowe druty tam, gdzie nie trzeba
Inna sprawa że doza rozsądku zawsze jest wskazana.
ATX... Myślałem o TL494, ale to mnie na razie przerasta - nie wiem jak to ugryźć, najpierw muszę spalić kilka prostszych scalaków, potem przyjdzie czas na TL494. Adaptacja zasilacza ATX odpada, chcę wszystko zmieścić w obudowie akumulatora, z której usunięto wnętrzności, a ATX jest na to ciut za wielki, myślę, że nawet po usunięciu zbędnych elementów. Z takiej obudowy nie chcę rezygnować - sama wkrętarka marki Toya nie jest jeszcze jakaś megazła, to, co sprawia, że badziewnie się jej używa, to kiepski akumulator NiCd. Złożenie zasilacza w obudowie po starym akumulatorze zachowuje mobilność (jak się ma drugi akumulator) i pozwala podpiąć urządzenie na stałe do sieci 220V, co eliminuje kilkugodzinne przerwy w pracy. Sprawną wkrętarkę z martwym aku można dostać i za dychę jak się poszuka, stąd pomysł.
W taniej Toyi wszystkie zębatki to plastiki
ATX... Myślałem o TL494, ale to mnie na razie przerasta - nie wiem jak to ugryźć, najpierw muszę spalić kilka prostszych scalaków, potem przyjdzie czas na TL494. Adaptacja zasilacza ATX odpada, chcę wszystko zmieścić w obudowie akumulatora, z której usunięto wnętrzności, a ATX jest na to ciut za wielki, myślę, że nawet po usunięciu zbędnych elementów. Z takiej obudowy nie chcę rezygnować - sama wkrętarka marki Toya nie jest jeszcze jakaś megazła, to, co sprawia, że badziewnie się jej używa, to kiepski akumulator NiCd. Złożenie zasilacza w obudowie po starym akumulatorze zachowuje mobilność (jak się ma drugi akumulator) i pozwala podpiąć urządzenie na stałe do sieci 220V, co eliminuje kilkugodzinne przerwy w pracy. Sprawną wkrętarkę z martwym aku można dostać i za dychę jak się poszuka, stąd pomysł.
W wiertarce 230V przez otwory wentylacyjne można co najwyżej zobaczyć wiatrak. Tak, jak napisałeś, trzeba by być małym dzieckiem, żeby pchać coś głębiej. Jednak tak jak pisałem wcześniej, wkrętarki mają silnik DC z magnesami stałymi. Wiem z doświadczenia, że lubią zbierać ze stołu resztki wyprowadzeń elementów, które czasami wchodzą w te szczeliny. We wkrętarkach które mam bez problemu można dotknąć wyprowadzeń silnika i jego obudowy, wystarczy nawet 5mm odcinek przewodnika. Przy wiertarce zasilanej z sieci trzeba się postarać, żeby dotknąć nieosłoniętych elementów pod napięciem. Dlatego właśnie odradzałem rozwiązanie bez separacji galwanicznej. Jeżeli zasilacz ma być odłączanym modułem to tym bardziej powinien on zapewniać taką separację.