Znalezionych wyników: 126
Elportal - Forum Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Tester LED i podświetlenia ledowego.
Marian B

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 73

PostForum: DIY - projekty użytkowników forum   Wysłany: 2018-01-11, 21:29   Temat: Tester LED i podświetlenia ledowego.


Tester LED i podświetlenia ledowego.

Zainspirowany tym tematem na forum rosyjskich kolegów:
http://monitor.net.ru/forum/topic544255-0.html
postanowiłem zbudować podobne urządzenie. Temat interesujący przez całe 6 stron, chociaż opisuje cały czas jedno rozwiązanie w różnych wariantach wykonawczych.

Moje założenia projektowe były podobne, ale jednak trochę inne. Przede wszystkim postanowiłem zrobić zabezpieczenie przed nie prawidłowym, odwrotnym podłączeniem badanych LED, co przy wyższych napięciach z reguły skutkuje uszkodzeniem, szczególnie gdy jest mała ilość diod w szeregu. Pomimo zwracania na to uwagi, pomyłkowe odwrotne podłączenie to tylko kwestja czasu.

Problem oczywiście nie dotyczy LED zabezpieczonych dodatkową równoległą przeciwstawnie diodą, ale nie wszystkie LED tak mają.

Nie zawsze jest możliwość sprawdzenia czy LEDy są zabezpieczone diodami, szczególnie gdy niema (łatwego) dostępu do oddzielnych diod w badanym urządzeniu. Do sprawdzenia kilku diod w szeregu, a nawet niektórych oddzielnie, potrzebne wyższe napięcie, nie dostępne w zwykłych omomierzach.

Zrezygnowałem też z amperomierza, bo uważam, że w takim testerze jest on nie potrzebny. Przepływ prądu ze żródła prądowego w czasie trwania jest sygnalizowany optycznie dużą zieloną LED (D19), dodatkowo w chwili włączenia tego prądu jest krótkotrwały sygnał dżwiękowy (przydatna funkcja gdy wzrok i ręce zajęte dołączaniem końcówek pomiarowych). Do regulacji i odczytu wartości prądu wystarczy potencjometr i duża, wygodna gałka z wskażnikiem nad czytelną skalą.
Potrzebną wartość prądu można nastawić nawet przed włączeniem testera do sieci.

Tester ma zabezpieczenie przed porażeniem wysokim napięciem (+290V) przy krótkotrwałym przypadkowym dotknięciu końcówek pomiarowych.
Przy włączonej automatyce stałe napięcie +290V lub +8,5V na zaciskach pomiarowych (Dx) pojawi się po czasie 1 sekunda od chwili zaistnienia przyczyny, to znaczy dołączenia LED, lub rezystancji dotknięcia obu końcówek jednocześnie. W czasie trwania tej 1 sekundy na gniazdach Dx jest zmienne napięcie ~200V, ale jest ono nie grożne, nie wyczuwalne, gdyż podawane przez bardzo dużą rezystancję rezystorów R3 i R3a.
Zabezpieczenie nie uchroni przed porażeniem przy "celowo" długim, powyżej 1 sekundy, dotykaniu końcówek. Zakładam, że takim testerem raczej nie będą posługiwać się dyletanci.

Przy wyłączonej automatyce (wyłącznik W2 zwarty) zabezpieczenie przed porażeniem i odwrotnym włączeniem LED nie działa, stałe napięcie +290V lub +8,5V jest doprowadzone "na sztywno" do wejścia Dx.
Wyłączenie automatyki jest sygnalizowane czerwoną diodą D20.

Po wyłączeniu automatyki i nastawieniu minimalnego prądu można sprawdzać dowolne, nawet najmniejsze diody Zenera zarówno przy napięciu +8,5V, jak i przy napięciu +290V. Napięcie Zenera pokaże woltomierz.
Jeżeli mamy większą ilość "nie znanych" LED w swoich zapasach, poświęcając jedną można sprawdzić jakie jest dopuszczalne napięcie zaporowe badając tak jak diodę Zenera. LED z reguły nie zostanie całkowicie uszkodzona, tylko "nadpsuta", będzie można sprawdzić zwykłym omomierzem że rezystancja w kierunku zaporowym zmalała nawet do kilku kiloomów, chociaż dalej dobrze świeci przy prawidłowym podłączeniu.
Ogólna zasada, po wyłączeniu automatyki trzeba "wiedzieć co się robi".

Nigdzie nie znalazłem jakiegoś sensownego układu pozwalającego na wykrycie kierunku podłączenia badanej LED. W końcu wpadłem na pomysł że każda LED jednak diodą jest, taką "kiepską diodą Zenera", i ma jakieś tam własności prostownicze, a więc po wyprostowaniu przez nią napięcia zmiennego na mostku detekcyjnym można uzyskać napięcie dodatnie lub ujemne w zależności od kierunku podłączenia diody.
Typowe charakterystyki:



Problemem jest że badana wypadkowa dioda "Dx" jest nie określona.
Może to być jedna dioda i wtedy wystarczy napięcie zmienne o wartości kilka woltów. Może to być kilka, kilkanaście diod, a nawet około 100, i wtedy napięcie zmienne powinno być co najmniej 200V. Producenci z reguły nie podają w katalogach dopuszczalnego napięcia wstecznego (wspomniana "kiepska dioda Zenera"), a to napięcie w zależności od producenta, koloru, rodzaju diody może się wahać w granicach od kilku woltów do około 50V i więcej. Sprawdziłem to przy badaniu około 100 różnych diod, przy czym około 30 było poddanych specjalnie "badaniom niszczącym".
Ponadto napięcie zmienne powinno mieć symetryczny kształt, aby można było wyrażnie odróżnić wyprostowane napięcie, czy jest dodatnie czy ujemne.

Robiłem próby z kilkoma przetwornicami impulsowymi, niestety układ detekcji nie zdawał egzaminu ze względu na mocno nie symetryczne napięcie zmienne po wtórnej stronie, a także i zmieniającą się częstotliwość.
Budowanie jakiejś specjalnej przetwornicy dającej na wtórnym uzwojeniu co najmniej 200V nie zniekształconego, symetrycznego przebiegu napięcia możliwe ale uciążliwe, potrzebny też transformator impulsowy w tym przypadku, i układ bardziej skomplikowany, a wymiary wcale nie będą małe.

Dla tego wybrany został zwykły transformator sieciowy.
Ma on tylko jedną wadę, "kawał żelaza" to jest. Po za tym same zalety. Wręcz idealna sinusoida o wzorcowej częstotliwości na wtórnych uzwojeniach, duże napięcie zmienne, małe napięcie zmienne, izolacja galwaniczna, banalnie prosty zasilacz, większa niezawodność.



Schemat i opis działania.




W punkcie X na mostku detekcyjnym C11, R5 w zależności od tego co aktualnie podłączone do wejścia "Dx" mogą wystąpić cztery stany.

"O" ---- do wejścia Dx nic nie podłączone, napięcie w punkcie X wynosi 0V
"+" ---- do wejścia Dx prawidłowo podłączona LED, w punkcie X dodatnie napięcie
"--" ---- do wejścia DX odwrotnie podłączona LED, w punkcie X ujemne napięcie
"~" ---- wejście Dx zwarte lub dołączona LED z równoległą diodą zabezpieczającą, w punkcie X występuje napięcie zmienne.

W mini tabelkach na schemacie są podane napięcia w ważniejszych punktach układu odpowiadające stanom w punkcie X.
W zasadzie te tabelki wyjaśniają zasadę działania, ale układ jako całość ma trochę pokrętną logikę działania, więc opis po kolei.


Stan "O", w punkcie X napięcie 0V, do wejścia Dx nic nie podłączone.

Na wejściu 2(A) (wzmacniacza A) 0V, na wyjściu 1(A) dodatnie napięcie dzięki odpowiednio ustawionemu napięciu na wejściu nie odwracającym (punkt pomiarowy PP). Tranzystory T1 i T2 przewodzą, na ich kolektorach niema napięcia, tranzystor T3 nie przewodzi i nie włącza przekażnika P1, zielona kontrolka D19 nie jest zasilana z kolektora T2 przez diodę D13.
Na wejściu 6(B) też 0V, na wyjściu 7(B) ujemne napięcie (zapewnia je odpowiednio dobrane napięcie na wejściu nie odwracającym 5(B) za pomocą rezystorów R11,R12), czerwona kontrolka D18 nie świeci.
Tranzystor T5 jest w stanie przewodzenia bo na jego bramce jest napięcie +8,5V, ale przepływa przez niego tylko bardzo mały prąd ograniczony dużą rezystancją wewnętrzną woltomierza. Dzięki stosunkowo bardzo małej rezystancji R26 i R27, na tych rezystorach praktycznie napięcie 0V. Tranzystor T4 nie przewodzi.

Woltomierz pokazuje aktualnie włączone wyłącznikiem W1 napięcie stałe.

Napięcie 0V z rezystora R26 na wejściu 2(C), na wyjściu 1(C) +7V, i dalej po negacji wzmacniaczem D na wyjściu 7(D) jest 0V, nie jest zasilana kontrolka D19 przez diodę D14, nie jest zasilany buzzer, oraz niema napięcia podtrzymania przewodzenia tranzystoraT3 z wyjścia 7(D) za pomocą diody D15.


Stan "+", w punkcie X dodatnie napięcie, badana LED podłączona prawidłowo do wejścia Dx.

Na wejściach 2(A) i 6(B) napięcie dodatnie wynikające z detekcji przez badaną diodę napięcia zmiennego z transformatora.
Stan wyjścia 7(B) nie zmieni się, nie świeci czerwona dioda D18 informująca o nie prawidłowym podłączeniu badanej LED.
Napięcie na wyjściu 1(A) zmieni się na ujemne, tranzystory T1 i T2 zatkane, na ich kolektorach napięcie zasilania (+8,5V).
Zielona kontrolka, dioda D19 świeci nieco słabszym światłem zasilana z kolektora T2 przez dobierany do potrzebnej jasności rezystor *R18, diodę D13 i rezystor R20. Kontrolka świecąc słabszym światłem informuje, że za chwilę zostanie włączony przekażnik i badana LED zostanie podłączona do wybranego napięcia stałego w szereg z regulowanym żródłem prądowym T4,T5.

Jednocześnie napięcie z kolektora T1 jest podawane przez diodę D11 i układ opóżniający R16,C13 (czas opóżnienia 1 sekunda) na bramkę tranzystora T3 i po czasie opóżnienia zostanie włączony przekażnik P1. LED zostaje przełączona pod napięcie stałe, płynie przez nią prąd nastawiony regulatorem R27.

Woltomierz pokaże napięcie na badanej LED.

Na rezystorach R26 i R27 odkłada się napięcie około 0,61V, zawsze takie samo, nie zależnie od prądu gdy żródło prądowe jest w pełni wysterowane.
To napięcie (0,61V) jest wykrywane przez wejście 2(C), na wyjściu 1(C) pojawia się 0V i po negacji, na wyjściu 7(D) pojawia się napięcie +6,3V podtrzymujące przewodzenie tranzystora T3.

Chwila pojawienia się napięcia podtrzymania (włączenia przekażnika) jest sygnalizowana krótkim sygnałem dżwiękowym za pomocą buzzera podłączonego przez kondensator C14. Jednocześnie z wyjścia 7(D) jest zasilana przez diodę D14 i rezystor R20 zielona kontrolka D19. Świeci ona teraz pełnym światłem informując o przepływie przez badaną LED ustalonego regulatorem R27 prądu.

W chwili przełączania przekażnika tranzystory T1 i T2 zaczynają przewodzić bo zostaje odłączone zmienne napięcie od badanej LED, a tym samym zanika dodatnie napięcie w punkcie X.
Napięcie na kolektorach T1 i T2 zanika, ale napięcie na bramce T3 nie zanika natychmiast. Decyduje o tym dioda D11 oraz rezystor R17 i kondensatory C12 i C13.
Czas zaniku napięcia na bramce T3 jest dłuższy niż szybkość działania przekażnika, napięcie podtrzymania z wyjścia 7(D) zapewnia bezprzerwowe włączenie tranzystora T3 i przekażnika. Dioda D12 przyśpiesza odłączenie napięcia stałego z końcówek pomiarowych (z wejścia Dx) po odłączeniu badanej LED.


Stan "--", w punkcie X ujemne napięcie, badana LED podłączona odwrotnie.

Na wejściach 2(A) i 6(B) ujemne napięcie wynikające z detekcji przez badaną diodę napięcia zmiennego z transformatora.
Na wyjściu 1(A) napięcie dodatnie, dalej w tym łańcuszku podobnie jak przy stanie "O".

Natomiast zmieni się stan wyjścia 7(B) z ujemnego na dodatni, zaświeci się czerwona kontrolka D18 informując o nie prawidłowym podłączeniu badanej LED.
Nic więcej się nie dzieje. Badana LED nie jest podłączona do napięcia stałego.


Stan "~", w punkcie X zmienne napięcie, wejście Dx zwarte, lub dołączona LED z równoległą diodą zabezpieczającą.

Zmienne napięcie na wejściach 2(A) i 6(B) powoduje że na wyjściach 1(A) i 7(B) pojawią się przebiegi prostokątne.
Przebieg prostokątny pojawi się też na kolektorach tranzystorów T1 i T2. Pod wpływem tych przebiegów zaświecą obie diody D18 i D19, zielona i czerwona, w jednej obudowie, dając wypadkowe światło pomarańczowe, nieco ciemniejsze.
Przebieg prostokątny z kolektora T1 jest prostowany przez diodę D11, i wyprostowane napięcie na kondensatorze C12 włącza po opóżnieniu 1 sekunda tranzystor T3.
Dalej w tym łańcuszku tak jak przy stanie "+". Zaświeci pełnym światłem zielona D19 sygnalizując przepływ nastawionego prądu przez LED, i wtedy ta LED świeci, lub przepływ tego samego prądu przez diodę zabezpieczającą i wtedy badana LED nie świeci.

W każdym przypadku woltomierz pokaże odpowiednie napięcie na badanym elemencie bo po załączeniu przekażnika woltomierz jest podłączony równolegle do wejścia Dx. W przypadku zwartych końcówek pokaże 0V.

Światło pomarańczowe, wypadkowe z dwóch diod D18 i D19, podobnie jak tylko zielone z D19 informuje że za 1 sekundę włączy się przekażnik, ale daje jednocześnie rozeznanie co jest podłączone do wejścia Dx. Daje też wystarczający czas na cofnięcie końcówki pomiarowej w przypadku wątpliwości co do prawidłowego (bezpiecznego) podłączenia.



Żródło prądowe na tranzystorach T4 i T5 (w tak prostym wykonaniu) ma pewną bezwładność związaną z tym, że tranzystor T5 jest stale w stanie przewodzenia gdyż rezystor R29 podłączony do napięcia zasilającego. Dzieki temu bardzo proste podłączenie woltomierza.
W pierwszej chwili po podłączeniu badanego elementu popłynie impuls dużego prądu zanim tranzystor T4 wyreguluje prąd płynący przez T5. Na tą "bezwładność" mają też wpływ pojemności montażowe.
Indukcyjność L1 i L2 powoduje że prąd "powoli narasta" od wartości zerowej do nastawionej. Szybkość narastania prądu jest dużo mniejsza niż szybkość stabilizowania się pracy tranzystorów T4 i T5.
Na początku nie przewidziałem konieczności zastosowana tych dławików i kilka małych diodek zostało spalonych przy PRAWIDŁOWYM podłączeniu na zakresie wyższego napięcia. Po zamontowaniu dławików nie było już tego zjawiska. Indukcyjność cewek jest znaczna, porównywalna do indukcyjności uzwojenia przekażnika, diody D5 i D6 służą do stłumienia impulsu napięcia samoindukcji w chwili przerywania prądu, przy odłączaniu końcówek pomiarowych.
Cewki pochodzą z układów korekcji NS i OW jakiegoś telewizora z kineskopem.

Niszczącym czynnikiem nie jest napięcie przyłożone do LED w kierunku zaporowym, tylko działanie termiczne prądu po przekroczeniu dopuszczalnego napięcia wstecznego (wspomniana wcześniej "kiepska dioda Zenera"). Duża rezystancja R3 i R3a ogranicza prąd płynący przez badaną LED do wartości nie grożnej dla struktury wewnętrznej. Ta rezystancja powinna być możliwie duża, kilkadziesiąt megaomów przy napięciu zmiennym rzędu ~200V. Jednak ze względów praktycznych i przyjętych założeń układowych trzeba było wybrać bezpieczną wartość kompromisową tej rezystancji, oraz pozostałych elementów współpracujących z wzmacniaczami A i B.


Rezystory R3, R3a, R4 oraz kondensator C11 stanowią główny dzielnik napięcia zmiennego ~200V, decydujący o wielkości napięcia w punkcie X.
Rezystor R5 ma nie wielki wpływ na to napięcie, służy przede wszystkim do rozładowywania kondensatora C11. Przy kondensatorze C11=47nF i R3+R3a=15M wartość napięcia w punkcie X jest największa przy dobranej doświadczalnie wartości R5=235k (470kII470k).
Diody Zenera D7, D8 zabezpieczają przed ewentualnym dostaniem się wysokiego napięcia, np. zwarcie lub zawilgocenie czy zaparowanie rezystorów R3, R3a.

Dla częstotliwości 50 Hz rezystancja pojemnościowa Xc dla różnych (przykładowych) kondensatorów wynosi:

C=10nF, Xc=318k
C=20nF, Xc=159,23k
*C=47nF, Xc=67k
C=0,1µF, Xc=31,8k

W porównaniu z dużą rezystancją R3+ R3a=15M, rezystancja Xc=67k kondensatora C11=47nF, jest bardzo mała.
Dla tego można pominąć te wszystkie pierwiastki i kwadraty wynikające z trójkąta rezystancji, można przyjąć że to jest liniowy dzielnik decydujący o napięciu w punkcie X.
Napięcie ustawione rezystorem R8 w punkcie pomiarowym PP, na wejściu nie odwracającym 3(A) ustawia właściwy próg działania wzmacniacza A (w zasadzie to przerzutnik Schmitta z regulowanym progiem).
Wartość ustawionego napięcia w punkcie PP zależy od tego jakie napięcie jest spodziewane w punkcie X, oraz od tego jaki priorytet aktualnie (lub najczęściej) potrzebny.

Kondensator C11 o mniejszej pojemności, np, 10nF lub 20nF, to wyższe napięcie wyprostowane w punkcie X, można wtedy zastosować rezystory R3 o większej wartości, nawet do 40M, ale napięcie po wyprostowaniu jest bardzo mało wygładzone, bardzo mocno pulsujące. Układ dobrze wykrywa większą ilość LED z równoległymi diodami zabezpieczającymi.
Wzrasta czułość, daje się zauważyć wpływ zakłóceń indukujących się w (długim) przewodzie pomiarowym dochodzącym do "--Dx". Dotknięcie ręką izolacji tego przewodu powoduje włączenie przekażnika, trzeba mocno obniżać czułość (zwiększać napięcie w punkcie PP), a to powoduje złą pracę przy większej ilości LED diodami zabezpieczającymi.

Duża pojemność kondensatora C11 np. 0,1µF, to napięcie wyprostowane o małej wartości bardzo dobrze wygładzone, przez co nie można dobrze wykrywać większej ilości LED z diodą zabezpieczającą. Trzeba zmniejszyć R3 do wartości nawet mniej niż 10M co nie jest bezpieczne dla LED, i obniżyć wartość napięcia w punkcie PP.
Całkowita nie wrażliwość na zakłócenia pochodzące z długich przewodów pomiarowych.

Pojemność kondensatora C11 powinna być tak dobrana, aby po zwarciu wyjścia Dx w punkcie X było napięcie zmienne pozwalające na przekroczenie progu i uruchomienie przekażnika. Pozwala to np. na sprawdzenie przebiegu i ciągłości ścieżek w linijkach. Próg nie może być zbyt mały, bo wtedy nie będzie dobrego zabezpieczenia, jednocześnie nie może być zbyt duży, bo wtedy zabezpieczenie będzie działać bardzo dobrze, ale nie będzie można zaświecić większej ilości LED z diodami zabezpieczającymi, np. tylko dwie lub trzy, zamiast całej długiej linijki, co jest bardzo potrzebne (np.15 LED "3V").
Wniosek z tego, że napięcie w punkcie X oprócz składowej stałej po wyprostowaniu musi też mieć odpowiednio dużą składową zmienną.

Wartości wszystkich elementów z otoczenia A i B, na schemacie ideowym zostały dobrane doświadczalnie, optymalnie, po dość żmudnych próbach z około setką rożnych LED, oraz różnymi linijkami (stringami) z podświetlenia telewizorów, przede wszystkim z uwzględnieniem łatwego i bezpiecznego wyszukania uszkodzonej diody w linijce.



Napięcie w punkcie pomiarowym PP.

Punkt pomiarowy PP jest wyprowadzony na tylną ściankę, a rezystor nastawny R8 jest dostępny przez otworek w górze obudowy.

Aby ustawić/skalibrować tester należy przełącznikiem W1 włączyć napięcie +290V, rezystor R8 ustawić tak, aby w punkcie PP było największe napięcie, (około 1,6V). Następnie zewrzeć wejście Dx, i powoli zmniejszając rezystorem R8 napięcie w punkcie PP, spowodować włączenie przekażnika. Zaświeci zielona kontrolka D19, będzie krótki sygnał dżwiękowy. Dla takich wartości elementów jak na schemacie będzie to napięcie 1,30V. Dla pewności działania obniżyć do wartości 1,25V.

Takie ustawienie (1,25V) pozwala na pewne i bez pomyłek wykrycie nie prawidłowego podłączenia do gniazd "Dx" na zakresie +290V, pojedyńczych LED o nawet najgorszych parametrach (z dopuszczalnym napięciem wstecznym rzędu 15V).
Im większa ilość LED w szeregu, tym lepsza jakość wypadkowej diody "Dx", większa różnica pomiędzy wypadkowym napięciem zaporowym a wypadkowym napięciem przewodzenia, zmniejsza się możliwość błędu.

Pomimo istnienia automatyki, nie należy nie potrzebnie ryzykować. Pojedyńczą LED należy sprawdzać przy małym napięciu +8,5V, niema wtedy żadnego ryzyka nawet przy wyłączonej automatyce. Cały czas mowa o LED bez równoległych diod zabezpieczających.

Gdy z góry wiadomo że mamy do czynienia z LED z równoległą diodą zabezpieczającą, całą tą automatykę można wyłączyć (wyłącznikiem W2) i nie zawracać sobie nią głowy. Trzeba tylko wtedy uważać aby przypadkowo nie "dostać po palcach".

W podświetleniach telewizorów z reguły są stosowane LED z zabezpieczającymi diodami. Dla własnej wygody w wyszukiwaniu uszkodzonej LED w konkretnej linijce jednak nie warto wyłączać zabezpieczenia, tylko obniżyć napięcie w punkcie PP w ten sposób, aby można było zaświecić nawet najdłuższą linijkę (nie całe podświetlenie). W tym konkretnym przypadku przy napięciu 0,95V można zaświecić 17 LED "3V" albo 8 LED "6V".

Takie kompromisowe ustawienie progu na stałe wprowadza pewne ograniczenie, nie wygodę w użytkowaniu. Dla tego w póżniejszym czasie wprowadziłem małą zmianę. Pojedyńczy dwu pozycyjny wyłącznik W2 został zamieniony na trzy pozycyjny podwójny, oraz czerwona LED D20 zamieniona na podwójną LED czerwono/zieloną D21, D22.

Gdy przełącznik W2 w środkowej pozycji, w punkcie PP maksymalne napięcie progowe (+1,25V) ustawione rezystorem R8. Diody D21 i D22 nie świecą.

Gdy przełącznikk W2 w dolnej pozycji (na schemacie), automatyka wyłączona, świeci czerwona LED D21.

Gdy wyłącznik W2 w górnej pozycji, równolegle do puntu PP zostaje dołączony rezystor nastawny R33 ustawiający minimalne dopuszczalne napięcie progowe w ten sposób, aby tester był nie wrażliwy na dotykanie/chwytanie izolacji przewodu "-Dx".
W tym konkretnym przypadku jest to napięcie +0,159V. Świecą jednocześnie diody D21 i D22 dając światło pomarańczowe. Rezystorem R32 dobiera się odpowiednią barwę.

Takie ustawienie pozwala na podłączenie dużej ilości LED z równoległą diodą zabezpieczającą przy jednoczesnym zabezpieczeniu przed porażeniem napięciem +290V.

Rezystor R33 zamontowany na tylnej ściance obudowy, obok punktu PP, i jest dostępny przez otworek w górze obudowy.



Obniżenie progu powoduje że zabezpieczenie może nie zadziałać przy badaniu (przy +290V) pojedyńczych zwykłych LED z bardzo małym napięciem wstecznym. Dobrze działa już od dwóch i więcej w szeregu, bo rośnie "jakość" wypadkowej diody Dx.
Jak wyżej napisałem pojedyńcze diody należy badać przy niskim napięciu bez żadnego ryzyka.









Transformator i obudowa.

Najbardziej pasującym do założeń udało się znależć transformator sieciowy typu TSL15/001. Posiada on dwa wtórne uzwojenia: ~200V i ~6,3V, co po wyprostowaniu daje odpowiednio napięcia +290V, +8,5V i --8,5V. Trzecie uzwojenie do zasilania woltomierza trzeba było nawinąć.

Wybór transformatora wymusił wybór obudowy typu Z-3/B (wymiary 150x110x70 mm), a z kolei obudowa i transformator wymusiły wymiary płytek i sposób ich zamontowania, oraz długość i prowadzenie wiązek/wstążek przewodów.
Wszystko dokładnie widać na fotografiach.
Długość przewodów i sposób zamontowania płytek pozwala na wygodne wyjęcie płyty czołowej i płytek np. w celu naprawy. Płytka zasilacza jest mocowana na słupkach obudowy za pomocą wlutowanych pierścieni z blaszki, druga płytka wsuwana w specjalny stojaczek.

Transformator TSL15/001 ma kolumnę środkową o wymiarach 2,3x2,3 cm, skąd przekrój 5,9 cm².
Dla tego przekroju rdzenia wypada 8 zw/V. Sprawdzony, praktyczny wzór do określenia ilości zwojów na 1V:

45/S gdzie S to przekrój środkowej kolumny rdzenia w [cm²].

Do zasilania woltomierza wystarczy nawinąć 35 zwojów. Ja nawinąłem nieco więcej, bo 54 zwoje, tyle się zmieściło w jednej warstwie drutu o średnicy 0,3 mm, i wykorzystałem 40 zwojów, co po wyprostowaniu dało 6V. Dla tego w zasilaniu woltomierza jest rezystor R1, aby nie potrzebnie nie obciążać stabilizatora w woltomierzu.

Pozostałe 15 zwojów w póżniejszym czasie zostały połączone w szereg z uzwojeniem 6,3V, co podniosło wyprostowane napięcie z 8,5V na 10,5V. Wpłynęło to na pracę testera tylko tyle, że na niższym napięciu zamiast trzech "zwykłych" LED można zaświecić cztery. Nie wpłynęło na pracę przekażnika, ani żródła prądowego.

Oczywiście nawijanie bez rozbierania rdzenia trochę żmudne jest, ale można to zrobić przy odrobinie cierpliwości.
Przed rozpoczęciem nawijania trzeba przeciąć miedzianą blaszkę ekranującą (po każdej stronie) i ją odgiąć. Okna, blachę rdzenia wykleić np. taśmą malarską aby nie kaleczyć izolacji drutu. Na istniejące uzwojenie po obu stronach nakleić dwustronną taśmę klejącą, będzie utrzymywać nawijane zwoje.

Trzeba zmierzyć długość jednego zwoju i odmierzyć potrzebną długość drutu. Będzie to około 7,5 m. Drutu nie można na nic nawijać, musi leżeć sobie luzem. Wokół stołu/stanowiska trzeba usunąć wszystkie wystające przedmioty aby drut nie zaczepiał i przewlekać, przewlekać i jeszcze raz przewlekać. Każde przewleczenie to pół zwoju, trzeba zablokować klinem elastycznym np. z kilkakrotnie złożonej kartki papieru, aby zwoje nie rozsypywały się. Po każdym przewleczeniu przełożyć klin na drugą stronę.
Końce uzwojenia przylutować do oczek z drutu wtopionego w karkas po przeciwnej stronie wyprowadzeń fabrycznych.
Po zabezpieczeniu uzwojenia taśmą izolacyjną zlutować przeciętą blaszkę ekranującą. Można zlutować nie po całym przecięciu, tylko w jednym punkcie za pomocą kawałka drutu.







Woltomierz i płyta czołowa.

Woltomierz powinien mieć co najmniej 4 cyfry i zakres pomiarowy co najmniej 300V. Idealny byłby taki z automatyczną zmianą zakresu, ze zmiennym punktem dziesiętnym. Niestety, o takich właściwościach, taniego i o małych wymiarach nie znalazłem.
Zastosowany został cztero cyfrowy woltomierz o zakresie do 30V, ze stałym punktem dziesiętnym po drugiej cyfrze, po odpowiednim przystosowaniu:

http://allegro.pl/woltomi...4.html#imglayer

Stale świecący drugi punkt został zamalowany czarną farbą, a na miejscu trzeciego punktu została zamontowana na cienkich drucikach miniaturowa zielona LED SMD o rozmiarze 0603. W szereg z diodą rezystor SMD(1206) 30k. W razie potrzeby trzeba dobrać inną wartość tego rezystora, aby jasność punktu nie różniła się od jasności cyfr. Całość podłączona do pinów zasilających układ woltomierza. Druciki utrzymujące diodę są przyklejone taśmą do boku wyświetlacza.
Przylutowanie drucików do tak małej diody może być wyzwaniem. Najlepiej to zrobić w następujący sposób. Już na wstępie zaplanować kierunek podłączenia diody, aby póżniej nie krzyżować drucików. Pocynowany drucik zamocować w imadełku, lub w innym statywie, diodę ująć płaskimi szczypcami/pincetą w celu odprowadzenia ciepła, przyłożyć do drucika i krótkim, szybkim dotknięciem lutownicy, przylutować.
Przeróbka punktu na drodze elektronicznej nie wchodzi w grę ze względu na budowę tego woltomierza.

Do poszerzenia zakresu z 30V na 300V wystarczył szeregowy rezystor SMD(1206) o wartości 1M, włączony za pomocą izolowanego przewodu (300V!) w przecięcie ścieżki od pinu wejściowego +Vin.
Okazało się w tym przypadku że nie potrzeba żadnego dodatkowego rezystora regulacyjnego. Dokładność (0,1V) jest wystarczająca zarówno przy małych jak i dużych wartościach napięcia.

Przeróbka woltomierza dobrze widoczna na fotografiach.
Płytka woltomierza jest bardzo dokładnie spasowana z jego obudową. Grubość montowanej LED tylko 0,4 mm, ale aby nie doszło do pęknięcia szybki (zdarzyło się i trzeba było docinać nową) trzeba o tą odległość podpiłować uszka mocujące płytkę.
Wymiary woltomierza 48x29x22 mm, wymiary otworu montażowego 46x27 mm.

Woltomierz służy też jako wskażnik włączenia testera do sieci pokazując zawsze aktualnie włączone napięcie, dla tego na płycie czołowej niema kontrolki włączenia.
Woltomierz został zamontowany przy dolnej krawędzi płyty czołowej, pod przełącznikami ze względu na ergonomię. Można wygodnie oprzeć palce o obudowę i przełączać.

Podwójna czerwono-zielona LED (D18, D19) o średnicy 8 mm jest wciśnięta w nieco mniejszy otwór w pasku z gumy o grubości 2,5 mm, guma przyklejona do płyty. Czerwona dioda D20 o średnicy 3 mm wciśnięta bezpośrednio w otwór w płycie, obok wyłącznika automatyki.





Potencjometr i skala.

Regulacja prądu żródła prądowego na tranzystorach T4 i T5 odbywa się za pomocą drutowego potencjometru R27 o wartości 100Ω. Praktycznie sprawdzone zostały potencjometry o wartościach 50Ω, 100Ω i 150Ω. Najbardziej optymalny okazał się potencjometr 100Ω. Przy tej wartości minimalna wartość prądu wynosi 5mA, oraz niezbyt mocno nie liniowa skala w zakresie większych prądów. Przy wartości 150Ω minimalna wartość 4mA, a skala bardzo mocno rozciągnięta w zakresie małych prądów i ściśnięta w zakresie dużych. Przy 50Ω minimalna wartość prądu 11mA, co jest zbyt dużo, ale skala jest mniej nie liniowa.
O prądzie maksymalnym (z założenia 200mA) decyduje dobrany rezystor R26 o wartości 2,68Ω (1+1+0,68). Rezystor R26 ze względu na wartość nie jest mocno obciążony, może być bardzo małej mocy, nawet typu SMD w razie konieczności.

Skala wykonana z grubszego papieru jest pod przeżroczystą osłoną o grubości 2mm. Duża gałka z wskażnikiem pozwala na ustawienie prądu (nawet przed włączeniem do sieci) z dużą dokładnością w zakresie do 15mA i dobrą dokładnością od 15 do 30mA. Powyżej tych wartości dokładność w takim testerze jest nie istotna, wystarczy że jest możliwość sprawdzenia badanych LED przez kilka sekund maksymalnym prądem.
Skalowanie, to narysowanie odpowiednich kresek pod wskażnikiem gałki po zwarciu wejścia "Dx" za pomocą miliamperomierza i odczytaniu wartości ustawionego prądu.
Na początku kreski trzeba lekko narysować ołówkiem i czynność skalowania powtórzyć kilka razy, uwzględniając błąd paralaksy.

Nakrętkę mocującą potencjometr trzeba opiłować na okrągło.
Dopasować otwór w przeżroczystej osłonie i potrzebne wymiary samej osłony w ten sposób aby nakrętka wchodziła w otwór, a osłona dolną krawędzią opierała się o spód obudowy możliwie bez luzów.
W papierze na skalę, na razie o większych wymiarach niż osłona wykonać otwór i tak dopasować dolną krawędż aby była równa z dolną krawędzią płyty czołowej, wchodziła w wgłębienie w dolnej części obudowy. Po nałożeniu przeżroczystej osłony można przyciąć papier dokładnie z osłoną.
Gałka przyciska osłonę i skalę za pomocą pierścienia ślizgowego z fibry dopasowanego/dopiłowanego z uszczelki wodociągowej. Pierścień zapobiega obcieraniu gałki o szybkę.

Takie wykonanie pozwoli na bezbłędne ponowne ustawienie skali w przypadku demontażu.







Fotki demo.

  Temat: Automatyczny wyłącznik rozrusznika z czujnikiem Halla.
Marian B

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 1597

PostForum: DIY - projekty użytkowników forum   Wysłany: 2016-07-10, 21:39   Temat: Automatyczny wyłącznik rozrusznika z czujnikiem Halla.

Po ponad 13 latach bezproblemowego użytkowania automatycznego wyłącznika rozrusznika wykorzystującego kontaktron i przekażnik, okazało się że jest to bardzo przydatna rzecz, szczególnie przy współpracy z przyciskiem "start-stop". Postanowiłem zmienić to rozwiązanie na nieco bardziej eleganckie i nowocześniejsze z wykorzystaniem czujnika Halla.

Poprzedni układ opisany tutaj:
http://www.elektroda.pl/r...2869284#2869284
W tym linku jest też dokładny opis zjawisk zachodzących w czasie rozruchu silnika spalinowego. Te zjawiska są takie same w przypadku tego "nowego" układu.

W nowym układzie niema żadnych elementów elektromechanicznych, układ jest prosty pod względem elektrycznym, jednak całość pod względem wykonania mechanicznego wymaga dużo większej precyzji.
Wszystkie podstawowe elementy: płytka montażowa, magnetowód, obudowa, a szczególnie wycięcia w obudowie na przewód do rozrusznika, wymagają całego szeregu pasowań wzajemnego usytuowania, każde kolejne pasowanie wynika z poprzedniego, pasowania powinny być lepsze niż 0,5 mm.
Dokładne wykonanie elementów skutkuje tym, że można póżniej bez problemów zdemontować/rozmontować wszystko, następnie ponownie zmontować bez koniecznośći jakich kolwiek regulacji.

Wszystkie elementy konstrukcyjne za wyjątkiem magnetowodu powinny być wykonane z materiałów obojętnych magnetycznie. Tylko magnetowód jest ferromagnetykiem, jest wykonany z odpowiednio uformowanych pasków, blaszek z miękkiej stali.

Automatyczny wyłącznik pokazany na rys.1 wyłącza rozrusznik dokładnie w chwili, gdy silnik samochodu zaczyna pracować, pomimo tego, że wyłącznik w stacyjce jest jeszcze w pozycji rozruchu.


Włączenie zasilania (stacyjka w pozycji rozruchu) powoduje ładowanie kondensatora C1 przez rezystor R1 oraz diodę D1 i dodatkowo rezystor R4.
Stała czasowa tych elementów wynosi około 0,2 sek. Kondensator C1 „stanowi zwarcie” (ładując się przewodzi prąd), bramka tranzystora T1 podłączona do masy przez diodę D1 i ładujący się kondensator C1, tranzystor T1 przewodzi, zostaje włączony elektromagnes rozrusznika, i swoim stykiem włączy rozrusznik na czas około 0,2 sek. Jest to czas nie wystarczający do uruchomienia silnika samochodu, ale w zupełności wystarczający do włączenia rozrusznika.
Bardzo duży prąd pobierany przez rozrusznik w chwili włączenia, oraz kręcenia wału korbowego wytwarza wokół przewodu zasilającego pole magnetyczne. Na przewodzie zasilającym rozrusznik jest zamontowany magnetowód w postaci dwóch stalowych blaszek. W szczelinie magnetowodu umieszczony czujnik Halla (układ scalony US1). Duże pole magnetyczne wokół przewodu w czasie rozruchu powoduje przewodzenie tranzystora T wewnątrz czujnika Halla, przewodzący tranzystor T podtrzymuje przewodzenie tranzystora T1 zwierając jego bramkę przez rezystor R2 do masy. Jednocześnie dioda D1 zostaje zatkana, a kondensator C1 doładowuje się do pełnego ładunku przez rezystor R4 i "tworzy przerwę" (zakończone ładowanie oznacza brak przepływu prądu). Gdy po pewnym czasie np. 1,5 sek. silnik samochodu zostanie uruchomiony, rozrusznik zaczyna pracować na biegu jałowym, jego pobór prądu gwałtownie maleje, maleje pole magnetyczne wokół przewodu, tranzystor T w czujniku Halla przestaje przewodzić, tranzystor T1 też przestaje przewodzić, bo jego bramka odłączona od masy, naładowany kondensator C1 nie wpływu na układ ("stanowi przerwę"), rozrusznik wyłączony pomimo tego, że stacyjka znajduje się w pozycji rozruchu.
Po wyłączeniu zasilania kluczykiem (styk R), kondensator C1 szybko rozładowuje się przez diodę D2 oraz rezystory R4 i R3, układ gotowy do ponownego cyklu rozruchu.

Bezpiecznik B1, to pozostawione 3 druciki w przewodzie połączeniowym do nóżki 1 układu US1. Zabezpieczenie ma się przepalić w przypadku uszkodzenia układu US1 gdyż jego zasilanie (nóżka 1), jest podłączone bezpośrednio do akumulatora.

Rezystancja cewki elektromagnesu zmierzona omomierzem wynosi 1,3 om, (samochód Skoda Octavia 2.0), prąd płynący przez tranzystor T1 nie przekracza 10A (dopuszczalny prąd tranzystora 74A), czas rozruchu silnika z reguły nie trwa dłużej niż 1 do 2 sekund, tranzystor nie grzeje się, jest zamontowany bez radiatora.
Dioda D3 zabezpiecza tranzystor T1 przed uszkodzeniem w chwili przerwania prądu płynącego przez cewkę elektromagnesu.

Automatyczny wyłącznik rozrusznika podłącza się w przecięcie przewodu biegnącego do elektromagnesu rozrusznika za pomocą złączy konektorowych K1 i K2, dodatkowo masa, K3. W przypadku awarii wyłącznika można wrócić do stanu poprzedniego łącząc ze sobą konektory K1a i K1b.

Wykonanie magnetowodu. Układ pomiarowy.

Układ scalony US1 (TLE4905L) zawiera w sobie czujnik Halla, przerzutnik Szmitta, oraz tranzystor wyjściowy/wykonawczy z otwartym kolektorem. Jest to poprostu przełącznik sterowany polem magnetycznym. Gdy znajdzie się w polu magnetycznym o właściwym kierunku (jest to czujnik unipolarny), po przekroczeniu pewnej wartości pola magnetycznego tranzystor na wyjściu przewodzi.
Niema możliwości regulacji czułości na drodze elektronicznej i dlatego regulację czułości "automatycznego wyłącznika rozrusznika" w oparciu o czujnik TLE4905L trzeba wykonać przez regulację rezystancji obwodu magnetycznego, czyli poprostu przez odpowiedni dobór długości blaszek magnetowodu zamontowanego na przewodzie zasilającym rozrusznik.
Trzeba wykonać próbny magnetowód i skorzystać z układu pomiarowego pokazanego na Rys.3.

Konstrukcja próbnego magnetowodu i układ pomiarowy do optymalnego doboru długości blaszek magnetowodu są pokazane na Rys.3, oraz na fotografiach.

Paski z miękkiej cynowanej blachy stalowej o grubości 0,4 mm i szerokości 4,5 mm (np. z puszki po konserwie) są przylutowane do klamry z drutu miedzianego o średnicy 1,5 mm w kształcie spłaszczonego U. Odpowiednio wyginając klamrę należy uzyskać szczelinę nabiegunników (około 1,5 mm) taką, aby włożony/wciśnięty czujnik TLE 4905L stabilnie się trzymał, nie wypadał ze szczeliny. Dłuższe końce pasków uformować na szablonie imitującym kabel w ten sposób, aby blaszki ściśle przylegały do szablonu na około 2/3 długości obwodu, końce pasków zagiąć prostopadle do osi kabla/szablonu. Prostopadle do osi zagięte końce nie biorą udziału w skupianiu linii sił pola magnetycznego (bardzo mały wpływ, mogą być tymczasowo nieco dłuższe), a znakomicie ułatwiają włożenie magnetowodu na kabel, i magnetowód stabilnie utrzymuje się na kablu wykorzystując sprężystość blaszek.

Założyć próbny magnetowód na przewód rozrusznika dbając o prawidłowe ustawienie czujnika względem kierunku linii sił pola magnetycznego wokół przewodu. Kierunek lini sił określa się za pomocą "reguły korkociągu" lub "wkręcanej śruby" (prawoskrętnej). Grot strzałki lini sił pola magnetycznego powinien wchodzić w płaską część korpusu/obudowy czujnika TLE4905L. Podłączyć zasilanie, najlepiej do gniazda zapalniczki i dokonać kilka rozruchów silnika. Gdy magnetowód jest prawidłowo dobrany, dioda LED powinna świecić w czasie kręcenia wału korbowego rozrusznikiem i zgasnąć w chwili gdy silnik zacznie pracować.
Gdy dioda nie gaśnie, zbyt duża czułość, należy skrócić czynną długość blaszek. Gdy dioda mruga w czasie kręcenia wału, zbyt mała czułość, należy wydłużyć czynną długość blaszek.
Blaszki bardzo łatwo dają się formować szczypcami, niema kłopotu z dobraniem właściwej długośći, tolerancja jest dość duża. Po właściwym dobraniu skrócić zagięte końce do długości 3 do 4 mm.

Właściwy magnetowód należy wykonać "na obraz i podobieństwo" próbnego. Najlepiej to zrobić w następujący sposób.
W odpowiednim miejscu w płytce montażowej wyciąć/wypiłować prostokątny otwór o takich wymiarach aby z trudem można było wcisnąć paski z blaszek z preszpanową przekładką dystansową o grubości 1,5 mm. Taki wciśnięty "pakiet" trzyma się mocno i można bez przeszkód dopasować i przylutować do blaszek i do druku na płytce wzmocnienia z miedzianego drutu. Wyciągnąć przekładkę dystansową i za pomocą szablonu uformować "okrągłą" część magnetowodu porównując wymiary do magnetowodu próbnego.

Silniki i rozruszniki mogą być różne i różny pobór prądu przez rozrusznik. Gdyby okazało się że długość blaszek wypada zbyt długa, co utrudni wkładanie i zdejmowanie z kabla, bo blaszki będą się odkształcać. W takim przypadku blaszki powinny być szersze np. 5 do 6 mm, a nabiegunniki pozostawione takie same (4,5 mm). Linie sił pola magnetycznego zbierane z kabla ulegną zagęszczeniu w szczelinie, pole magnetyczne w szczelinie wzrośnie.

Obudowę i wszystkie szczegóły konstrukcyjne pokazuje Rys.4. Dolna część obudowy wykonana z aluminiowej blachy o grubości 1 mm, pokrywka też z aluminiowej blachy, ale o grubości 0,6 mm. Blacha pochodzi z kubków ekranujących moduły telewizora nieco starszej generacji.

Aluminium bardzo dobrze się obrabia, ścianki dolnej części oraz pokrywki można bardzo dobrze spasować ze sobą przez lekkie wyklepywanie zagięć na prostopadłościennym klocku drewnianym wkręconym w imadło.
Szczególną uwagę należy zwrócić na dokładne wykonanie wycięć na kabel w bokach obudowy i pokrywki.
Przy pomocy szablonu kabla (średnica 12 mm) wyciąć/wypiłować w dolnej części obudowy wgłębienia po obu stronach w ten sposób, aby szablon znalazł się w odległości 1mm od płytki. Blaszki magnetowodu powinny ściśle obejmować szablon po włożeniu, szablon powinien płynnie wchodzić i wychodzić bez trwałego odkształcania blaszek.
Następnie wyciąć wgłębienia w pokrywce z zachowaniem wymiarów A i B.
Kolejną czynnością będzie powiększenie wycięć pod elastyczne przepusty kabla.
W moim przypadku zastosowałem karbowaną rurkę o wewnętrznej średnicy 12 mm, peszel "przecięty wzdłuż", i wgłębienia trzeba było poszerzyć z każdej strony tylko o 0,5 mm.
W przypadku innych przepustów gumowych będzie to odpowiednio więcej.
Zachowanie wymiarów A i B pozwoli na zaciśnięcie obudowy na kablu nakrętkami motylkowymi. Poluzowanie nakrętek pozwala na obracanie i przesuwanie pudełka w dogodne miejsce.

  Temat: Wielopoziomowy czujnk pływakowy.
Marian B

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 1918

PostForum: DIY - projekty użytkowników forum   Wysłany: 2016-02-28, 00:11   Temat: Wielopoziomowy czujnk pływakowy.
Wielopoziomowy czujnik pływakowy.


W moim samochodzie jest zamontowany "Wskażnik ilości płynu do spryskiwaczy szyb samochodowych" opisany tu:
http://www.elektroda.pl/r...2876525#2876525

Wskażnik był zamontowany w 2004 roku z czujnikiem wielopoziomowym w postaci elektrod z węglowymi końcówkami zanurzonymi w płynie. Taki czujnik sprawował się dobrze, elektrody nie zużywały się przez te ponad 10 lat, ale trzeba było okresowo, mniej więcej co 2 lata czyścić elektrodę masy bo odkładał się na niej biały osad, który jest izolatorem.
Dla tego zmieniłem ten czujnik na wielopoziomowy czujnik pływakowy z wykorzystaniem kontaktronów.
Po dokładnym "przemyśleniu" szczegółów konstrukcyjnych okazało się, że konstukcja takiego czujnika jest bardzo prosta, a sama budowa banalnie łatwa.
Ponad to można go wykorzystać bezpośrednio do sterowania linijką diodową, bez dodatkowej elektroniki, jedynie potrzebne są rezystory ograniczające prąd diod LED. U mnie jednak pozostał stary układ, nie było sensu go przerabiać.

Wszystko jest dokładnie widoczne na rysunku złożeniowym oraz na fotografiach.
Taki wielopoziomowy czujnik zawsze musi być "robiony na miarę" do konkretnego zbiornika. Nie da się kupić gotowego rozwiązania.

Zastosowane są gotowe pływaki z magnesem pierścieniowym, pochodzące z pojedyńczych czujników typu CAT/020. Gdy pływak zamontowany na rurce swobodnie pływa, magnes pierścieniowy (7) gdy jest na górze, znajduje sie dokładnie na poziomie wody (płynu). Gdy pływak zamontowany odwrotnie, magnes znajduje się 10 mm pod powierzchnią wody. Można to wykorzystać przy ustalaniu mierzonych poziomów.
W opisywanym czujniku wszystkie magnesy są na górze.

Gdy pierścieniowy magnes (7) pływaka znajduje się na środku bańki kontaktronu, styki są zwarte. Przesunięcie pierścienia magnesu o około 5 mm w górę lub w dół powoduje rozwarcie styków kontaktronu.

Mosiężna, niklowana rurka (3) o zewnętrznej średnicy 8 mm i odpowiedniej długości pochodzi z teleskopowej anteny. Górny koniec rurki osadzony w gumowym korku (2). Jest to korek "winiarski" o wymiarach podanych na rysunku. Do nabycia w sklepach z atrykułami gospodarstwa domowego.
Dolny koniec rurki należy szczelnie zmknąć przez wlutowanie do środka krążka z blaszki.

Na dolnym końcu rurki znajduje się stabilizator położenia (11). Jest to pierścień o szerokości około 15 mm ucięty z igielitowego wężyka o wewnętrznej średnicy 7,5 mm i grubości ścianki 1,5 mm. Stabilizator opiera się o dno zbiornika po wciśnięciu korka i rurki. Z tego samego wężyka są odcięte pierścienie ograniczników położenia pływaka, górny (5), dolny (8).
Przed przesuwaniem się pierścienia stabilizatora (11) przy naciskaniu na korek i rurkę zabezpiecza kołek (12) wykonany z drutu miedzianego o średnicy 1,5 mm.

Do wętrza rurki jest włożony miedziany drut montażowy (4) o średnicy 1,5 mm. Górny koniec drutu przylutowany do zewnętrznej strony opaski zaciskowej (1), dolny koniec opiera się o dno rurki.
Na odpowiednich dobranych/wyliczonych/wymierzonych wysokościach są umieszczone znaczniki poziomów (9). Są to kawałeczki ciasnej rurki izolacyjnej.
Po ustaleniu znaczników na odpowiednich wysokościach należy do drutu przylutować jednym końcem kontaktrony w ten sposób, aby środek bańki kontaktronu znalazł się dokładnie na przeciw znacznika. Do drugich końców kontaktronów przylutować przewody. Niema potrzeby skracania końcówek kontaktronów.
Taki montaż kontaktronów pozwala po zluzowaniu opaski (1) wyjąć "wkład" z wnętrza rurki bez konieczności jej demontażu ze zbiornika. Przewody od kontaktronów, aby się nie myliły należy oznaczyć numerami poziomów, odpowiednią ilością kropek farby, lub lepiej, odpowiednią ilością małych kawałeczków rurki jzolacyjnej.

Kontaktrony już są zamontowane na odpowiednich wysokościach, teraz trzeba dokonać ustawienia pływaków względem kontaktronów.
Można to zrobić "na stole" z wykorzystaniem omomierza, ale wygodniej jest skorzystać z żaróweczki i bateryjki, lub diody LED z rezystorem i bateryjki.
Ja skorzystałem z latarki na płaską baterię, podłączając się kolejnymi kontaktronami do wyłącznika latarki.

Po zamontowaniu "wkładu" z kontaktonami do rurki należy zacisnąć opaskę i podłącyć się kontaktronem do wyłącznika latarki. Przesuwając pływak, (zapala się żaróweczka), należy wyczuć gdzie jest środek kontaktronu i w tym miejscu zablokować od góry pływak przesuwając górny ogranicznik (5). Po przesunięciu pływaka około 5 mm w dół żaróweczka powinna zgasnąć. Dolne położenie pływaka należy zablokować dolnym ogranicznikiem (8) w ten sposób, aby pływak dla pewności działania miał możliwość poruszania się w zakresie około 10 mm.
Czynności te powtórzyść z każdym pływakiem, i czujnik gotowy do użytku.

Ozdobna nakładka (13) oprócz funkcji estetycznej zabezpiecza przed przypadkowym dostaniem sie płynu do wnętrza rurki w czasie jego uzupełniania.
.

  Temat: Przycisk "start-stop" w samochodzie (modenizacja 2
Marian B

Odpowiedzi: 1
Wyświetleń: 9823

PostForum: DIY - projekty użytkowników forum   Wysłany: 2015-07-29, 23:53   Temat: Przycisk "start-stop" w samochodzie (modenizacja 2
Przedstawiam kolejną, trzecią modernizację urządzenia przycisk "start-stop".

Przycisk "start-stop" w samochodzie. (Modernizacja 3).

Po 14 już latach bezproblemowego używania przycisku "start-stop" zdarzyła się mała awaria osprzętu, mianowicie uszkodził się wyłącznik przy pedale sprzęgła. Pękła w nim sprężynka. Skutkowało to tym, że nie można było uruchomić rozrusznika. Usterka w zasadzie banalna, bo wystarczy tylko zdjąć przewody z tego wyłącznika i je zewrzeć. Układ dalej działa bez problemu, zachowując wszystkie swoje funkcje z wyjątkiem blokady rozrusznika za pomocą pedału sprzęgła.
Jednak takie zdjęcie i zwarcie przewodów w drodze jest dość kłopotliwe ze względu na utrudniony dostęp.

Celem tej modernizacji było przystosowanie układu przekażników wykonawczych do sterowania za pomocą dającej się łatwo i szybko podłączyć "stacyjki awaryjnej".
Stacyjka awaryjna, to zwykły, przechylny wyłącznik do włączania zapłonu (przekażnika Z), oraz przycisk do włączania rozrusznika (przekażnika R). Rozrusznik można włączyć tylko wtedy, gdy jest włączony zapłon.

Zmienione zostało cztero stykowe złącze W2 na złącze sześcio stykowe, dodatkowo równolegle do złącza W2 dołączono złącze W4 do szybkiego podłączenia "stacyjki awaryjnej" bez odłączania modułu sterującego. Przy okazji trzy przekażniki (Z, R, S) zostały zastąpione tylko dwoma przekażnikami Z, R, typowo "samochodowymi", bez płytki montażowej. Do układu przekażników dołożony bezpiecznik polimerowy B1, wielokrotnego użytku. Zabezpiecza on przed przypadkowym zwarciem na złączach W1, W2, W4.

"Stacyjkę awaryjną" można podłączyć do złącza W2 po odłączeniu modułu sterującego, lub do dodatkowego, rownoległego złącza W4 zamontowanego w łatwo dostępnym ale nie widocznym miejscu.
Jednak aby bezkolizyjnie dołączyć "stacyjkę awaryjną" do złącza W4 bez odłączenia modułu sterującego (złącze W2) należy w module sterującym OBOWIĄZKOWO dodać diodę D11 (opisana na schemacie czerwonym kolorem).
Diodę D11 należy wlutować od strony druku w przecięcie ścieżki. Dłączenie diody D11 wymusilo też przeniesienie na drugą stronę płytki i przylutowanie w odpowiednie miejsca elementów R13 i D5.
W przypadku gdy nie korzysta się ze złącza W4 (np. nie zamontowane) dioda D11 jest nie potrzebna.

Pozostałe zmiany na schemacie to kosmetyka. Przed kilku laty zmieniony rezystor R3-1M na wartość 0,5M, oraz kondenstor C4-1u, na wartość 1,5u, przez dołączenie od strony druku odpowiednich elementów SMD, rezystora 1M, kondensatora 0,47u. Porawilo to opóżnienia czasowe na bardziej odpowiadające moim wymaganiom.
Dodatkowo dołożony został rezystor R13 w szereg z diodą D5. Rezystor zabezpiecza przed przypadkowym zwarciem do masy na przewodzie dołączonym do styku 12 złącza W1.




Założenie przekażników wykonawczych oraz podobnej "stacyjki" jest dobrą alternatywą na uszkodzoną stacyjkę, np. wypalone styki, szczególnie w starszych samochodach. Może też być wstępem do budowy przycisku "start-stop", bo gdy już są przekażniki wykonawcze, pozostanie tylko w póżniejszym czasie podłączyć do złącza moduł sterujący.
Warto wtedy dołożyć elektroniczną blokadę przed przypadkowym włączeniem rozrusznika w czasie pracy silnika.
Podaję sprawdzony doświadczalnie układ takiej blokady:


Po włączeniu zapłonu, przez czas zależny od stałej czasowej RC przewodzi tranzystor i wtedy można włączyć rozrusznik. Po naładowaniu się kondensatora (po czasie 15 lub 25 sekund) tranzystor przestaje przewodzić, nie można włączyć rozrusznika.
Aby włączyć rozrusznik, np. po przypadkowym zatrzymaniu silnika, trzeba wyłączyć i ponownie włączyć zapłon. Po wyłączeniu zapłonu naładowany kondensator szybko się rozładowuje przez diodę i uzwojenie przekażnika Z, układ jest gotowy do ponownego włączenia rozrusznika po włączeniu zapłonu.
Kondensator musi być dobrej jakości, styrofleksowy lub ceramiczny, nie może być elektrolityczny gdyż jego rezystancja upływu jest porównywalna z rezystorem w bramce tranzystora.
Nie zakładałem tej blokady u siebie, bo z założenia ma to być "stacyjka awaryjna" i może będzie użyta tylko kilka razy, lub wcale.
  Temat: Automatyczny wyłącznik ogrzewania tylnej szyby (kolejny).
Marian B

Odpowiedzi: 7
Wyświetleń: 8455

PostForum: DIY - projekty użytkowników forum   Wysłany: 2014-10-22, 14:00   Temat: Automatyczny wyłącznik ogrzewania tylnej szyby (kolejny).
Po kilku miesiącach użytkowania tego wyłącznika okazało się że przy przycisku monostabilnym bardzo przydatna jest dżwiękowa sygnalizacja zarówno włączenia grzejnika, jak i wyłączenia. Nie potrzeba odrywać wzroku od drogi aby patrzeć na kontrolkę włączenia.
Przeróbka jest bardzo prosta, trzeba tylko było dodać miniaturowy przekażniczek P.


Przy włączeniu grzejnika (stykiem b1 przekażnika B) kondensator C2 ładuje się przez uzwojenie przekażnika P, przez czas około 0,5 sekundy styk p zwarty, włączony przez ten czas sygnalizator.
Po wyłączeniu grzejnika (styk b1 rozwarty) kondensator C2 rozładowuje się przez uzwojenie przekażnika P i rezystancję grzejnika (1Ω), styk p zwarty przez czas rozładowania C2 około 0,5 sekundy sygnał dzwiękowy.

Przy okazji podaję kilka sposobów podłączenia dzwiękowego sygnalizatora załącz/wyłącz dla różnych układów, które rozwiązałem niejako "po drodze". Może komuś się przyda:


Wybrałem rozwiązanie z miniaturowym przekażniczkiem, gdyż zajmuje on tyle samo miejsca co cztery diody (lub mostek prostowniczy), a sygnał dzwiękowy w czasie trwania ma stałą amplitudę.
W przypadku diod sygnał dżwiękowy ma amplitudę malejącą ("jąknięcie"), tak jak przebiega ładowanie/rozładowanie kondensatora. Wybór jest zresztą sprawą gustu.
  Temat: Światła samochodowe na przekażnikach.
Marian B

Odpowiedzi: 14
Wyświetleń: 12373

PostForum: DIY - projekty użytkowników forum   Wysłany: 2014-09-28, 21:42   Temat: Światła samochodowe na przekażnikach.
Po kilku miesiącach użytkowania układu z PWM wprowadzilem małą modyfikację układu, poprawiającą znacznie walory użytkowe.
Dodane zostały trzy elementy, dioda D8, D9 i rezystor R14, (opisane na schemacie czerwonymi literami).
Dzięki tej modyfikacji, gdy właczone światła "dzienne" PWM, włączenie sygnału świetlnego (światła drogowe), a także przełączenie na światła drogowe odbywa się zawsze z pełną mocą. Rezystor R14 zabezpiecza przed zwarciem na wypadek uszkodzenia tranzystora.

Wadą tego rozwiązania jest tylko to, że gdy przełącznik mijania/drogowe pozostawiony w pozycji drogowe, włączenie świateł wyłącznikiem głównym odbędzie się bez miękkiego startu.
Taka sytuacja zdarza się jednak bardzo rzadko. Dojazd na miejsce przeznaczenia, wyłączenie silnika i świateł odbywa się z reguły na światłach mijania. Póżniejszy "start" samochodu odbywa się też na światłach mijania.

Oczywiście można tą wadę wyeliminować rozbudowując nieco układ, ale uważam, że nie warto komplikować.
  Temat: Kamera cofania, moduł monitorowy.
Marian B

Odpowiedzi: 7
Wyświetleń: 13774

PostForum: DIY - projekty użytkowników forum   Wysłany: 2014-07-31, 22:43   Temat: Kamera cofania, moduł monitorowy.
Trochę "pomylona" kolejność wersji. "Ostateczna" wersja, to ta gdzie osłona monitora łączy się z osłoną licznika. Ta wersja gdzie osłona nie łączy się z licznikiem, była poprzednio, i chciałem ją tylko pokazać jako przykład rozwojowy. Przepraszam za małe zamieszanie.
  Temat: Kamera cofania, moduł monitorowy.
Marian B

Odpowiedzi: 7
Wyświetleń: 13774

PostForum: DIY - projekty użytkowników forum   Wysłany: 2014-07-29, 21:36   Temat: Kamera cofania, moduł monitorowy.
Niema rzeczy ktorych nie można by poprawić. Jako przykład podam moje kolejne/(POPRZEDNIE) rozwiązanie, ktorego akurat nie zamieścilem na tym forum:

W porownaniu z tym rozwiązaniem, to kolejne, ktore nazwalem "ostatecznym" (gdzie osłona monitora łączy się z osłoną licznika) jest moim zdaniem dużo lepsze.
Prawda jest taka, że w dziedzinie modelowania jest bardzo trudno coś zrobić bez dużego nakładu pracy. Trzeba poprostu robić kolejne modele i wybierać najlepsze rozwiązanie, a to jest bardzo pracochłonne. Nie przypadkowo takim modelungiem zajmują się wyspecjalizowane firmy.
Trochę widoczny kabel, to niestety taka uroda tego monitora, jest wyprowadzony w takim miejscu, że trzeba by go mocno załamać aby schować, i nieco inaczej ustawić monitor, co zupełnie zmieniło by wszystkie wymiary i detale obudowy.
  Temat: Kamera cofania, moduł monitorowy.
Marian B

Odpowiedzi: 7
Wyświetleń: 13774

PostForum: DIY - projekty użytkowników forum   Wysłany: 2014-07-28, 20:30   Temat: Kamera cofania, moduł monitorowy.
Przedstawiam kolejną wersję osłony monitora, i chyba to już będzie ostateczna wersja. Osłona została wykonana z cynowanej blachy o grubości 0,4mm. Wszystkie wypukłości zostały zlutowane z odpowiednio wygiętych pasków, cyna użyta jako szpachlówka. Duże powierzchnie szpachlowane zwykłą szpachlówką akrylową. Po oszlifowaniu całość pomalowana kilkoma warstwami czarnej matowej farby w spreju.
Wstawki drewniane (dwie, lewa i prawa), to sklejka z dna starej szuflady dość ładnego, ale zniszczonego mebla. Drewno po oszlifowaniu i dokładnym wyczyszczeniu z produktów szlifowania, jest pomalowane lakierem bezbarwnym w spreju, około 6 warstw. Wstawki są mocowane na specjalnych zaczepach z możliwością dopasowania, ustawienia, i dają się łatwo wymieniać, na przykład, gdy przyjdzie ochota na wymianę zegarka na inny, lub wstawienia wkładek z aluminium.
Planowane jest wykończenie dołu tych wstawek wąskim, niklowanym paskiem, ale na razie nie mam z czego tego zrobić.
Podświetlenie zegarka to dwie białe diody w białej matowej rurce termokurczliwej, tworzą rodzaj świetlówki dającej światło rozproszone. Podświetlenie jest zamontowane przed zegarkiem, pod zagiętą przednią krawędzią, na fotografiach tego nie widać, ale daje to ładny efekt w ciemności.
Przednia krawędź osłony jest stosunkowo cienka, bo była projektowana do obszycia skórą lub skajem, ale w sumie prezentuje się dobrze, i chyba tego nie będę zmieniać.
Osłona jest mocowana na przylepcach w dwóch miejscach, trzyma się mocno i daje się bardzo łatwo zdemontować w razie potrzeby nie pozostawiając śladów na pulpicie.
  Temat: Światła samochodowe na przekażnikach.
Marian B

Odpowiedzi: 14
Wyświetleń: 12373

PostForum: DIY - projekty użytkowników forum   Wysłany: 2014-07-18, 01:04   Temat: Światła samochodowe na przekażnikach.
Może już jestem "ludziem", bo moich różnych opracowań, między innymi i na tym forum jest aktualnie 24 układziki, jedne większe drugie mniejsze, ale każdy zaprojektowany od podstaw, działa i sprawia radość z wykonania.
Tak z ciekawości zapytam w którym miejscu tych "przekażników" forma przerosła treść?
Moim zdaniem nic tam nie można dodać ani ująć. Poprostu niema zbędnych elementów z których można by zrezygnować, pomijając kontrolę spalonej żarówki, chociaż to jest bardzo pożyteczne rozwiązanie.
  Temat: Prostownik DIY do akumulatorów samochodowych
Marian B

Odpowiedzi: 9
Wyświetleń: 9868

PostForum: DIY - projekty użytkowników forum   Wysłany: 2014-07-18, 00:10   Temat: Prostownik DIY do akumulatorów samochodowych
Schemat, Kolego, schemat i krótki opis działania. Widoki obudowy, chociaż ładna, mało kogo interesują. Ważne co jest w środku i jak to działa. Tak powinno się pisać artykuly, aby przeciętny użytkownik forum potrafił zbudować to samo jeżeli mu się spodoba "wyrób", najlepiej żeby ta chęć budowy powstała natychmiast po krótkim spojżeniu na schemat.
Odsyłanie do linków to poprostu lenistwo, bo nie widać w tym "własnej pracy" chociaż jest wykonana i to nie mała, i utrudnienie dla chcących dociec prawdy.
  Temat: Światła samochodowe na przekażnikach.
Marian B

Odpowiedzi: 14
Wyświetleń: 12373

PostForum: DIY - projekty użytkowników forum   Wysłany: 2014-07-17, 14:29   Temat: Światła samochodowe na przekażnikach.
"Miękki start" żarówek z redukcyjnym rezystorem R1 sprawował się bardzo dobrze, ale poprostu nie można było nie dokonać przeróbki na zasilanie PWM, gdyż takie rozwiązanie samo się narzucało. Schemat układu pokazany na rys.1.


Zasada dzialania ukladu "miękkiego startu" z PWM jest dokładnie taka sama jak z redukcyjnym rezystorem R1. Tranzystory wykonawcze T2 i T3 są po czasie około 4 sekundy zwierane stykiem przekażnika P.

Zastosowanie PWM dało jednak możliwość wykorzystania świateł (mijania) jako światła"dzienne" o obniżonej prawie o połowę mocy. Włączenie (zwarcie) wyłącznika WD powoduje zwarcie bramki tranzystora T1 do masy przez diodę D5 i diodę LED D8, tranzystor nie przewodzi, przekażnik nie zwiera styku, światła są zasilane obniżonym napięciem.
Dioda D8 zasilana przez rezystor R5 jest jednocześnie kontrolką włączenia świateł "dziennych". Taki sposob podłączenia eliminuje dodatkowy przewód do kontrolki wyłącznika.
Kontrolka wyłącznika "dziennych" jest potrzebna.

Częstotliwość generatora na NE555 wynosi około 100 Hz. Zakres regulacji napięcia przy takich wartościach elementów jak na schemacie wynosi 4,5÷9V, pobór prądu jednocześnie przez obie żarówki (H4) wynosi odpowiednio: dla świateł mijania 3,4÷6A, dla świateł drogowych 4÷ 7A.

Optymalne napięcie dla żarówek H4 wynosi 6,4V, wtedy światła (mijania) nie sprawiają wrażenia pozycyjnych, są dobrze widoczne w słońcu, pobór prądu przez obie żarowki mijania 4,55A, przez obie drogowe 5,35A, a więc jedna żarówka pobiera odpowiednio 2,27A i 2,65A
Pobór mocy przy napięciu 6,4V jest prawie o połowę mniejszy niż przy pełnym napięciu, szkła reflektorow i cale reflektory praktycznie nie nagrzewają się na postoju.

Tranzystory wykonawcze T2 i T3 w połączeniu równoległym nie nagrzewają się, są zamontowane bez radiatora, jeżeli nie liczyć dwóch nakrętek M6, ktore służą jako tulejki dystansowe. Pojedyńczy tranzystor lekko się nagrzewał po upływie kilkunastu minut, i potrzebny by był radiator.

Uklad PWM został zbudowany(dołożony) na tej samej uniwersalnej płytce po uprzednim usunięciu rezystorów R1.

Praktyka eksploatacyjna pokazała że w terenie zabudowanym, gdzie są oświetlone ulice, można jeżdzić na światłach mijania o obniżonej mocy przez całą dobę. Takich jazd jest zdecydowanie najwięcej. Niema konieczności "pilnowania" zmierzchu i świtu, czy wjazdu do tunelu w dzień, bo w tych przypadkach trzeba klasyczne dodatkowe "dzienne" przełączać na mijania.

Elementy narysowane zielonym kolorem to zespół hallotronowego czujnika spalonej żarówki lub bezpiecznika. Kto takiego układu nie potrzebuje, nie trzeba tych elementów montować.

W moim samochodzie jest zamontowany "System kontroli żarówek i bezpieczników" z wykorzystaniem kontaktronów, opisany tu:
http://www.elektroda.pl/rtvforum/topic1015587.html
Układ z kontaktronami sprawuje się znakomicie gdy żarówki są zasilane prądem stałym.
Zasilenie żarówek napięciem pulsującym PWM spowodowało że kontaktrony kontrolujące żarówki mijania i drogowe pozamieniały się w brzęczyki. Nie wytrzymałyby długo pod względem mechanicznym. Trzeba było te kontaktrony wyeliminować, i powstał zespół czujnika hallotronowego do kontroli tylko świateł mijania i drogowych. Czujnik współpracuje z istniejącym już sygnalizatorem.
Układ czujnika może też po zmianie rezystora R12 na mniejszą wartość, np. 1k zasilać inny sygnalizator, np. diodę LED lub sygnalizator piezoelektryczny z własnym generatorem.

Zespół czujnika, to w zasadzie układ scalony TLE4905L i cewka L1 na stalowym rdzeniu, z odpowiednio dobraną ilością zwoi. Elementy RC i dioda D7 zamontowane na małej płytce razem z cewką i układem TLE4905L to ułatwienie, bo nie trzeba było szukać miejsca na płytce głównej, no i jest to funkcjonalnie zamknięty podzespół.

Układ TLE4905L zawiera czujnik Halla, oraz przerzutnik Szmitta. Na wyjściu przerzutnika jest tranzystor z otwartym kolektorem. Kolektor tranzystora to nóżka 3, wyjście układu scalonego.
Gdy czujnik Halla znajduje się w odpowiednio silnym polu magnetycznym, oraz to pole magnetyczne ma właściwy kierunek, tranzystor przewodzi, na wyjściu 3 układu jest stan niski.

Gdy włączone obie żarówki, przez cewkę L1 płynie prąd o natężeniu 10A, gdy wyłączona/spalona jedna żarówka, przez cewkę płynie prąd 5A. Ilość zwoi w cewce jest tak dobrana, że przy prądzie 10A na wyjściu 3 układu scalonego i wyjściu 3 płytki jest stan niski, sygnalizator nie działa.
Gdy przez cewkę płynie prąd 5A, pole magnetyczne jest zbyt małe, na obu tych wyjściach (3) jest stan wysoki, działa sygnalizator.
W przypadku zasilania PWM występują identyczne prądy płynące przez cewkę L1 jak przy zasilaniu prądem stałym, ale tylko w czasie trwania impulsu. Różnica jest taka, że gdy są włączone obie żarówki, na wyjściu 3 układu TLE4905L pojawi się dokładne odwzorowanie przebiegu PWM, i ten prostokąrny przebieg jest zwierany przez dużą pojemność C5= 220uF, na wyjściu 3 płytki jest stan niski, sygnalizator nie działa.
Gdy przy zasilaniu PWM świeci tylko jedna żarówka, pole magnetyczne (prąd w impulsach 5A) jest zbyt małe, na wyjściu 3 ukladu TLE4905L i na wyjściu 3 plytki pojawi się stan wysoki, zadziała sygnalizator.

Dioda D7 nie służy do detekcji, jest to dioda zabezpieczająco/oddzielająca. Zabezpiecza kolektor tranzystora w układzie TLE4905L przed przypadkowym dostaniem się napięcia 12V, oraz oddziela funkcjonalnie wyjście 3 od wejścia Kp (kontaktrony przednie) w istniejącym sygnalizatorze.

Dla żarowek H4 cewka L1 ma 8 zwoi drutu o średnicy 1,5mm, nawinięte na odcinku gwożdzia o średnicy 3,5mm. Dla uniknięcia nie jednoznaczności czoło czujnika przylega do rdzenia na styk, bez szczeliny.
Do doboru ilości zwoi cewki najlepiej zmontować układ pomiarowy pokazany na rys.2.



Gdy pole magnetyczne cewki jest "właściwe" świeci dioda. Na rysunku są pokazane wszyskie możliwe kombinacje ustawienia czujnika i cewki w zależności od kierunku prądu i kierunku nawinięcia cewki. Odpowiedni wybór jest ważny, ze względu na montaż na płytce gdyż prowadzenie ścieżek, szczególnie tych silnoprądowych nie jest całkowicie dowolne.

Żarówki bardzo mocno się nagrzewają i oślepiają, dlatego trzeba je umieścić w porcelanowych kubkach (np. do kawy). Uniknie się wten sposób poparzenia, oślepiania, ewentualnie uszkodzenia tapicerki samochodu gdy korzystamy z gniazda zapalniczki.
Układ pomiarowy najlepiej zmontować na śrubowej listwie zaciskowej, nie bedzie zwarć, oraz konieczności lutowania i izolowania przewodów taśmą. Konektory do żarowek najlepiej zrobić ze zgiętego na pół paska blaszki np. z puszki po konserwie.

Drut o średnicy 1,5 mm jest sztywny i cewkę najlepiej wykonać w następujący sposób. Gwóżdż lub pręt stalowy o średnicy 3,5 mm owinąć taśmą izolacyjną, zamocować w imadle, nawinąć w odpowiednim kierunku cewkę i przyciąć piłką rdzeń w ten sposób, aby wystawał z cewki z każdej strony na około 0,5mm. Wygładzić czoło rdzenia za pomocą pilniczka lub szlifierką. Taśma izolacyjna jest elastyczna, drut mocno ją obciska, rdzeń się nie przesuwa, niema potrzeby klejenia.
Do wstępnych, orientacyjnych pomiarów lepiej nawinąć cewkę drutem o mniejszej średnicy np. 1mm. Łatwiej odwijać i dowijać zwoje. 15 zwoi wystarczy do kontroli jednej żarowki (prąd 5A). Drut o średnicy 1mm wyczuwalnie nagrzewa się przy stałym prądzie 10A.

Czujnik hallotronowy posiada histerezę i przy dobieraniu ilośći zwoi może się zdarzyć przypadek, że po włączeniu jednej żarówki dioda nie zaświeci, po włączeniu dwóch zaświeci, ale po ponownym odłączeniu jednej żarówki, dioda nie zgaśnie. Trzeba wtedy odwinąć jeden lub dwa zwoje.
  Temat: Światła samochodowe na przekażnikach.
Marian B

Odpowiedzi: 14
Wyświetleń: 12373

PostForum: DIY - projekty użytkowników forum   Wysłany: 2014-05-31, 22:42   Temat: Światła samochodowe na przekażnikach.
Po kilku miesiącach użytkowania tych "przekażników", mając na uwadze że żarowki teraz są zasilane wyższym napięciem, uzupełniłem system dodatkowym, prostym modułem miękkiego startu żarówek przy "pierwszym włączeniu" świateł.


Moduł jest specjalnie przystosowany do współpracy z wyżej wymienionymi "przekażnikami", jest przez to bardzo łatwy w podłączeniu. Można go też w każdej chwili wyeliminować w razie potrzeby przez odłączenie i przełożenie złączy w przewodzie zasilającym.

Ze względu na to, że w samochodzie istnieje konieczność korzystania/przełączania świateł mijania i drogowych w sposób bez przerwowy, tego typu bardzo prosty moduł może być wykorzystywany tylko z dwużarnikowymi żarówkami typu H4, i tylko podczas "pierwszego włączenia". Żarniki w żarówkach dwużarnikowych podgrzewają się wzajemnie i w czasie przełączania mijania/drogowe, są gorące, niema konieczności korzystania z miękkiego startu.

Taki, lub podobny moduł nie może być wykorzystany w reflektorach, gdzie są oddzielne żarówki do świateł mijania i drogowych, nawet wtedy, gdy byłyby dwa takie moduły, oddzielnie do świateł mijania i drogowych, gdyż wtedy każda żarowka była by włączana na pełną moc z opóżnieniem, w między czasie była by "ciemność".

Po włączeniu świateł, obojętnie, mijania czy drogowych, napięcie z przekażników M lub D jest podawane przez diody D1 lub D2 na przekażnik P. Jednocześnie to napięcie jest podawane przez rezystor R2 na kondensator C1 i bramkę tranzystora T1. Ponieważ rezystor R2 ma sporą wartość, napięcie na kondensatorze C1 (i bramce tranzystora) wolno narasta do takiej wartości, przy której tranzystor T1 zacznie przewodzić. Będzie to czas około 3 - 4 sekundy.
Po tym czasie tranzystor przewodzi, przekażnik P zwiera swój styk, rezystor R1 zwarty, żarówki świecą pełną mocą przez cały czas, aż do wyłączenia. Po wyłączeniu świateł kondensator szybko się rozładowuje przez diodę D3 i rezystor R4, i po ponownym właczeniu, cykl łagodnego startu powtarza się.
Rezystor o wartości 1 om włączony w szereg z dwoma żarowkami/żarnikami 60W (w sumie 120W) powoduje, że przez czas kilku sekund są one zasilane napięciem około 6V, wolno sie rozgrzewają, niema udaru prądowego na zimno.

Problemy związane z przełącznikiem mijania/drogowe zmobilizowaly do opracowania nowego projektu, tym razem o nazwie "Światła samochodowe na tranzystorach". Projekt jest już sprawdzony, solidnie przetestowany, ale jeszcze nie zbudowany "na czysto". Niebawem będze na forum z dokładnym opisem. Przede wszystkim jest to stosunkowo proste rozwiązanie.
Dość długotrwałe testy wykazały, że sprawuje się nadspodziewanie dobrze. Wykorzystane jest sterowanie PWM. Nic się nie grzeje, tranzystory nawet nie potrzebują radiatorów. Daje duże możliwości, oto one:

-- "Pierwsze włączenie" z małą mocą przez czas około 4 - 5 sekund.

-- Możliwość przełączania mijania/drogowe bez przerwowo w ten sposób, że np. gdy włączone światło mijania, włączenie świateł drogowych nie powoduje natychmiast wyłączenia świateł mijania, ale dopiero wtedy, gdy światła drogowe zaświecą pełną mocą. To samo z przełaczaniem z drogowych na mijania. Kierowca to odczuwa jako opóżnione (o 1 sekunde) działanie manetki. Takie działanie daje możliwość współpracy z każdym typem reflektorów, a więc i z nie zależnymi, pojedyńczymi żarówkami.

-- Możliwość wykorzystania świateł mijania lub drogowych jako "światła dzienne" o obniżonej mocy, co zwiększa przede wszystkim trwałość odbłyśników reflektorów. Pomijam tu dywagacje na temat legalności, czy trwałości żarówek.

  Temat: Światła samochodowe na przekażnikach.
Marian B

Odpowiedzi: 14
Wyświetleń: 12373

PostForum: DIY - projekty użytkowników forum   Wysłany: 2014-03-30, 00:20   Temat: Światła samochodowe na przekażnikach.
O tym, że można zdobyć potrzebne złącza na złomie napisałem w artykule. Problem w tym, że nie mam dostępu do takiego złomowiska. Złącza wykonane metodą "chałupniczą" sprawują się bardzo dobrze już sporo lat w "systemie kontroli żarówek". Niema najmniejszych kłopotów z wilgocią i korozją, i to samo będzie ze złączami w tym projekcie.

Złącza/przejściówki "systemu kontroli żarówek" i te od "świateł" są połączone szeregowo.

Tylko złudzeniem jest przekonanie że "fabryczne" zlącza zabezpieczą przed wilgocią i styki przed korozją. Złącza reflektorów nie są hermetyczne, są jedynie pyłoszczelne przynajmniej w Octavii, a napewno i w każdym samochodzie. Po za tym, w komorze silnika jest zawsze ciepło i przez to sucho. Wszystkie złącza znajdujące się tam nie są hermetyczne, tylko w miarę dobrze osłonięte przed kurzem. Kłopoty występujące w samochodach ze względu na wilgoć, to złącza wewnątrz drzwi i w bagażnikach. One też z reguły nie są hermetyczne.
Nie pisałem o automatycznym włączaniu świateł bo taki system jest już zamontowany w tym samochodzie od około 14 lat. Można oczywiście było by go zintegrować z włączaniem świateł za pomocą przekażników, ale poco? Jest to oddzielne urządzenie.

Automatyczne właczanie świateł z wykorzystaniem podskoku napięcia po uruchomieniu silnika nie jest zbyt dobrym rozwiazaniem. Można to zrobić dużo prościej i pewniej wykorzystując styk odłączania zbędnych odbiorników w czasie rozruchu.
Bardzo często się słyszy o "braku ładowania" z różnych przyczyn oczywiście, i wtedy taki układ wykorzystujący "ładowanie " nie zdaje egzaminu. Jeżeli nie można z niego szybko się wycofać, szczególnie w nocy, to jest problem. Bez ładowania można przejechać sporo kilometrów, ale światła muszą być.

http://www.elektroda.pl/rtvforum/topic677898.html

Idąc tokiem rozumowania Ertew trzeba by bezpiecznikiem zabezpieczyć ten gruby kabel biegnący od akumulatora do rozrusznika. Nie przesadzajmy. Wystarczy dobra izolacja i montaż aby zapobiec przypadkowemu przetarciu.
Idąc dalej tym tropem, co z przewodem biegnącym dość zawiłą drogą od akumulatora do wnętza kabiny i skrzynki bezpieczników? Tam przecież też może być zwarcie "w każdej chwili". Na przykład w Octavii skrzynka z bezpiecznikami jest po lewej stronie pulpitu i dostępna po otwarciu drzwi kierowcy.

W tym układzie niema możliwości spowodowania zwarcia przy jakim kolwiek wyłączaniu i przełączaniu modułów, pomijając oczywiście działanie celowe.
Niema nic odkrywczego w tym projekcie. Jest to poprostu jedno z możliwych rozwiązań pokazujące jak można zrobić taką instalację w możliwie najprostszy sposob, bez cięcia i plątaniny przewodów, a montaż "pod blokiem" nikomu nie sprawi trudności.

Powtórzę jeszcze raz, przeglądając różne fora samochodowe na ten temat, poprostu włosy się jeżą, jak ludzie komplikują taki niby prosty problem, jak przekażniki do świateł.
  Temat: Światła samochodowe na przekażnikach.
Marian B

Odpowiedzi: 14
Wyświetleń: 12373

PostForum: DIY - projekty użytkowników forum   Wysłany: 2014-03-26, 21:45   Temat: Światła samochodowe na przekażnikach.
Zakładając ekstremalne warunki, żaden materiał/plastyk ogólnie stosowany nie jest wytrzymały w zadowalającym stopniu. Nawymieniałem się mnóstwa różnych stopionych plastykowych złączy np. w telewizorach.
Poxilina jest poprostu wygodna w użyciu i ma dobre/wystarczające właściwości elektryczne i mechaniczne. Stosowałem nawet do zaklejania przebijających trafopowielaczy z dobrym skutkiem. Ewentualne przegrzanie zlącz może być jedynie wynikiem niedbalstwa w montażu, lub zastosowaniem nie odpowiednich styków.
Nie mam złych doświadczeń ze złączami naprawianymi i budowanymi w ten sposob.
Naprzykład złącze stacyjki w tym projekcie służy bez awaryjnie już ponad 13 lat:

http://www.elektroda.pl/rtvforum/topic586635.html

a w tym, pokrewnym do tego tematu, około 6 lat:

http://www.elektroda.pl/rtvforum/topic1015587.html

Niema nawet śladu jakiego kolwiek zużycia/uszkodzenia tych złącz. Dlatego twierdzę, że jest to tylko "teoria". Oczywiście "oryginalne" złącza będą ładnie wyglądać, i z chęcią bym je wymienił, gdyby były dostępne.

Nie zgodzę się z tym że instalacja wykonana przez producenta będzie lepsza od wykonanej prawidłowo we własnym zakresie. Będzie co najmniej taka sama.
A jeżeli takowej niema wogóle w samochodzie, to każda zrobiona prawidłowo będzie dobra.
Nie wszystkie rozwiązania fabryczne są zawsze dobre, np. spryskiwacze reflektorów działające po przytrzymaniu manetki spryskiwacza szyby przez pewien czas. Takie (oszczędnościowe) rozwiązanie aż się prosi o przeróbkę na oddzielny przycisk.
Jeżeli "pan Kazio" w garażu ma prawdziwe pojęcie o tym co robi, to tylko popierać takich majstrów.
Także śmieję się z rożnych magnetyzerów i głośnych tłumików, ale moim zdaniem akurat ten temat świateł nie jest z tego gatunku.
 
Strona 1 z 9
Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 15